20/08/2026
Urlop w tym roku to podróżowanie po Europie Środkowej – główne punkty to Budapeszt (trochę miast widziałem, ale tak pięknego nigdy) i Balaton, a jak Balaton, to pływanie...A mało kto potrafi w pływanie tak, jak nasi pobratymcy. P***k, Węgier, dwa bratanki / Lengyel, magyar – két jó barát – przysłowie dwujęzyczne, bo ponoć charaktery podobne i ponoć tokaj (słynne wino z historycznego regionu) już od dawien dawna w dużych ilościach do Polski „płynął”. Krewkie i niepokorne to narody, a historycznie nigdyśmy się pomiędzy sobą nie bili (aż dziw bierze). W nowszej historii oba kraje były w gronie „przyjaciół” hegemona ze wschodu, a dziś potencjał finansowy w Polsce wcale nie mniejszy, za to ludności u nas prawie 4 razy tyle. Gdzie w takim razie różnica? Dlaczego Węgrzy mają ponad 70 medali olimpijskich w pływaniu, a my tylko 6?
Tradycja
Początek nowożytnego olimpizmu pływackiego to postać Alfréda Hajósa, który na pierwszych igrzyskach wygrał 100 m i 1200 m dowolnym („są na świecie rzeczy, które się fizjologom nie śniły”, jak mawiał Ferdynand Kiepski!). Co ciekawe, na setkę po zaciętej walce pokonał reprezentanta Austrii, Otto Herschmanna. To zwycięstwo miało dla Węgrów wyjątkowy smak, zważywszy na to, że dostali wtedy zgodę na wystawienie odrębnej reprezentacji, uniezależniając się sportowo od monarchii austro-węgierskiej. Bodźcem do samej nauki pływania okazała się zaś rodzinna tragedia – jego tata utonął w nurcie Dunaju, co sprawiło, że chłopak się zawziął i postanowił za wszelką cenę okiełznać wodny żywioł (nie tylko zresztą w pływaniu, bo był jeszcze waterpolistą, napastnikiem piłkarskim, a później wziętym architektem).
Może to zaprocentowało... Podobnie jak u nas niegdyś sukcesy lekkoatletycznego Wunderteamu, siatkarzy Wagnera, polska szkoła boksu „Papy” Stamma czy efekt Adama Małysza – pytanie tylko, czy te bogate tradycje udało się nam utrzymać do dziś? Jedno jest pewne: Węgrom się udało i w pływaniu są potęgą światową (4. miejsce w klasyfikacji medalowej wszech czasów, zaraz po USA, Australii i Wielkiej Brytanii).
Historia i myśl szkoleniowa
O sukcesach Węgrów można by pisać godzinami, każdy medalista olimpijski ma swoją unikalną historię. Wspomnieć trzeba wybitnych trenerów: Imre Sárosiego, Tamása Széchyego czy László Kissa. Ten pierwszy wychował między innymi Évę Székely (dwukrotna medalistka olimpijska) i wspólnie przyczynili się do usankcjonowania stylu motylkowego, a wszystko przez ewolucję żabki – nogi do klasyka połączone z pracą rąk nad wodą do motyla. Inne wielkie medalistki tamtej ery to Valéria Gyenge, Mária Littomeritzky czy Andrea Gyarmati.
Nie jest tak, że w węgierskim pływaniu nie było kryzysów – na 3 igrzyskach (1960–1968) zdobyto tylko jeden krążek. I tutaj pojawia się postać „papieża pływania” Tamása Széchyego. To twórca potęgi Centralnego Klubu Sportowego (KSI) – podobnie jak u nas Jan Jaworski (ze strony PZP) odegrał kluczową rolę w samym projekcie i powstaniu Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Raciborzu. Filozofia treningowa Széchyego sprowadzała się do wszechstronnego szkolenia zmiennistów, z których na dalszym etapie „wyłapywano” specjalistów konkretnych stylów (u nas styl zmienny na 200 i 400 m bywa dziś marginalizowany, a przecież to fundament wszechstronności, zanim wejdzie przedwczesna specjalizacja!). Efekty? Grad medali: András Hargitay, Sándor Wladár, Tamás Darnyi i wielu innych. Przede wszystkim wyciągnięto wnioski – związek był zdolny do reform (centralizacja vs decentralizacja – a może ważniejszy jest pomysł i chęć zmian, o które apelują również nasi trenerzy Dawid Tatarczyk i . Nie był to jedyny ośrodek – mocną pozycję trzymał też Budapesti Spartacus SC prowadzony przez László Kissa. To tam ukształtował się talent Krisztiny Egerszegi (fenomen! Pierwszy medal olimpijski w wieku 14 lat i złota na kolejnych dwóch igrzyskach), Ágnes Kovács czy Károlya Güttlera.
Węgierskie pływanie dziś
Nazwiska takie jak Hosszú, Milák czy Kós zna każdy, kto pływaniem się interesuje. Milák nie musiał wyjeżdżać do Stanów – wolał trenować u siebie i pobił kosmiczny rekord świata należący do Michaela Phelpsa. Węgrzy przywożą worki medali z każdej ważnej imprezy, w tym aż 17 krążków z ostatnich mistrzostw Europy (przy naszych 2).
Pływanie i piłka wodna to u nich po prostu sport narodowy. Przypadkowo włączając (jeden jedyny raz) telewizję na Węgrzech, trafiłem na 45-minutową relację z zawodów w otwartym kanale publicznym. Można? Można. Do tego trenerzy medalistów mają dożywotnie zabezpieczenie emerytalne od państwa, więc praca szkoleniowca to prestiż i stabilizacja, a nie walka o przetrwanie.
Szkolenie młodych i system
Na Węgrzech funkcjonuje potężny system „Úszó Nemzet Program” (Narodowy Program Pływacki), zapewniający naukę pływania dla dzieci przez 4 lata (2 lata w przedszkolu i 2 lata w szkole podstawowej) – zajęcia raz w tygodniu (może to niewiele, ale skala przedsięwzięcia jest ogromna!).Wspiera to państwowy strumień finansowania infrastruktury (odpisy podatkowe i kryte baseny 50-metrowe budowane nawet w mniejszych miastach). Cały ten program działa jak gigantyczny lejek selekcyjny – trenerzy prowadzący zajęcia w dużych ośrodkach mogą błyskawicznie wyłapywać najzdolniejsze jednostki. System docelowo zakłada, że każda szkoła ma dostać się na pływalnię w maksymalnie 20 minut. Projekt stale się rozwija, zagęszcza sieć i buduje bazę, o której my nad Wisłą wciąż możemy tylko pomarzyć.
autor: Michał Osadców