30/08/2026
Ten cholerny układ nerwowy, czyli dlaczego w pływaniu czasem powinno być trudniej? I czy naprawdę uczymy dzieci pływać szybciej, czy tylko uczymy je pływać więcej?
Układ nerwowy z natury szuka sposobu, żeby wykonać zadanie łatwiej, szybciej i mniejszym kosztem energetycznym. I biologicznie ma to sens. Organizm nie chce marnować energii. Problem zaczyna się wtedy, kiedy mówimy o pływaniu sportowym, bo tutaj czasem celowo chcemy, żeby zawodnik poczuł, że jest trudniej. Szczególnie na rękach, które odpowiadają za dużą część napędu.
Podczas zahaczania wody i chwytu, ręka powinna znaleźć wyraźne podparcie. Jeżeli prześlizguje się przez wodę lekko, miękko i bez oporu, ruch może być łatwy, ale to wcale nie znaczy, że jest skuteczny. I co ważne, tego nie widzimy. W dobrym pływaniu zawodnik powinien nauczyć się rozpoznawać opór pod dłonią i przedramieniem. Nie chodzi oczywiście o dowolny opór. Można mocno naciskać wodę w dół albo na bok i również czuć, że jest ciężko. Tylko wtedy duża część tej pracy nie przesuwa nas tam, gdzie chcemy, czyli prosto do przeciwległej ściany.
Dlatego właśnie technika powinna być dostosowana do wody, a nie odwrotnie. To my musimy zrozumieć hydrodynamikę, kierunek siły, ustawienie dłoni, przedramienia, ramienia i całego ciała. Woda nie dostosuje się do naszej techniki. Jeżeli zawodnik w pewnym momencie ruchu zaczyna czuć, że pod ręką robi się trudniej, że pojawia się konkretne podparcie i że potrafi na nim przesunąć ciało do przodu, zaczyna rozumieć jedną z najważniejszych rzeczy w pływaniu.
Zaczyna czuć wodę. I właśnie tego powinniśmy uczyć.
Technika w pływaniu nie polega na zapamiętaniu byle jakiego ruchu, który jakoś przesunie człowieka do przodu. Chodzi o ŚWIADOME zbudowanie takiego wzorca ruchowego, który pozwoli wykorzystać wodę jako punkt podparcia. Zawodnik ma wiedzieć, gdzie ma poczuć nacisk, kiedy ten nacisk powinien się pojawić, jak długo powinien go utrzymać i w jakim kierunku prowadzić siłę.
Technika jest więc w dużym uproszczeniu zestawem danych, które dostarczamy do układu nerwowego.
Wyobraźmy sobie że instalujemy pobraną aplikację, którą instalujemy w telefonie. Tyle że tym telefonem jest nasz mózg i cały układ nerwowy. Każdy trening, każde powtórzenie, każdy ruch ręką dostarcza informacji, ja je nazywam danymi. Mózg odbiera dane czyli sygnały z mięśni, stawów, skóry, układu czucia głębokiego, błędnika i wzroku. Dostaje informację, jak ustawiona była ręka, jaki opór pojawił się pod dłonią, jak długo trwał chwyt, co wydarzyło się z pozycją ciała i czy cały ruch doprowadził do skutecznego przesunięcia. I teraz najważniejsze możemy wgrać dobrą aplikację albo gównianą aplikację. Obie będą działały. Potem mózg próbuje to powtórzyć. I właśnie tutaj zaczyna się problem z bezmyślnie budowaną objętością.
Jeżeli zawodnik ma pływać dużo kilometrów, płynie długo, mocno, z krótkimi przerwami i coraz większym zmęczeniem, układ nerwowy zaczyna szukać rozwiązania, które pozwoli po prostu dokończyć zadanie. Spada koncentracja, trudniej utrzymać precyzję, pogarsza się kontrola techniczna, a organizm coraz chętniej wybiera ruch łatwiejszy. Ten zapisany wcześniej przez tysiące byle jakich powtórzeń.
Ręka zaczyna się ślizgać. Skraca się chwyt. Znaczenie fazy pociągnięcia maleje. Zawodnik nie utrzymuje nacisku. Wybiera tor ręki, który jest mniej wymagający energetycznie. I z punktu widzenia organizmu to jest logiczne, bo układ nerwowy robi dokładnie to, do czego został stworzony, oszczędza energię i pozwala ukończyć zadanie.
Tylko że z punktu widzenia techniki może właśnie utrwalać coś, czego później przez miesiące będziemy próbować się pozbyć.
Mózg nie mówi: „to jest zły ruch, więc go nie zapamiętam”. Jeżeli ruch jest regularnie powtarzany, układ nerwowy zaczyna go automatyzować. Dobry albo zły. Mózg tego nie wie. Trochę jak z mówieniem do siebie "nie dam rady", nie dasz, bo mózg słucha i posłusznie wykonuje.
Dlatego tak ważne jest, jakie dane dostarczamy podczas treningu!!!
Jeżeli zamienimy część kilometrowego pływania na świadomy trening techniczny, zmienia się jakość nauki.
To nie jest „łatwiejszy trening”. To jest trening bardziej wymagający dla mózgu. Choć nie raz usłyszałem od rodziców po "Warsztatach technicznych", że pływali same ćwiczenia, a po treningu ledwo żyją.
Jeżeli dziecko przez półtorej godziny naprawdę kontroluje ruch, analizuje czucie pod ręką, porównuje lewą i prawą stronę, szuka właściwego oporu i dostaje szybką informację zwrotną, układ nerwowy pracuje bardzo intensywnie. Nie tylko przemieszcza ciało od ściany do ściany. Uczy się.
I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwy trening techniczny.
Dziecku nie wystarczy powiedzieć dziecku: „wysoki łokieć” (zwłaszcza ten nad wodą ;) ), „ciągnij mocniej”, „dłużej”, „szybciej chwytaj wodę”, bo co to właściwie znaczy dla jedenastolatka?
Dziecko musi wiedzieć, czego ma szukać. Gdzie czuć nacisk? Czy woda „ucieka”? Czy ręka ma podparcie? Czy pociągnięcie jest stabilne? Czy ciało rzeczywiście przesuwa się względem miejsca, w którym ręka złapała wodę? Jeżeli dziecko zaczyna to rozumieć, następuje ogromna zmiana.
Zmiana techniki wymaga czasu. Nie dzieje się podczas jednego treningu i nie istnieje jedna magiczna liczba ruchów, po której powstaje „nowa droga neuronalna”. Układ nerwowy uczy się stopniowo. Ruch, który na początku wymaga bardzo dużej koncentracji, po wielu poprawnych powtórzeniach zaczyna stawać się coraz bardziej automatyczny. I właśnie dlatego liczy się nie tylko liczba ruchów, ale przede wszystkim ich jakość.
Można zrobić 30 tysięcy powtórzeń i perfekcyjnie utrwalić błąd, a można przez tysiące ruchów stopniowo budować coraz lepszy wzorzec. To jest ogromna różnica.
Mózg wysyła polecenie ruchowe, odbiera informację zwrotną z ciała i na podstawie tej informacji modyfikuje kolejne wykonania. W procesie uczenia ruchu biorą udział między innymi kora ruchowa, móżdżek, jądra podstawy oraz cały system informacji czuciowej. Z czasem ruch staje się coraz bardziej stabilny i coraz mniej zależny od świadomego myślenia. Na początku zawodnik myśli, dłoń, łokieć, chwyt, nacisk. Później po prostu to robi. i właśnie do tego zmierzamy.
Ogromną rolę odgrywa tutaj także sen. Pisałem o tym. To, czego zawodnik nauczył się podczas dnia, może być podczas snu dalej konsolidowane i stabilizowane przez układ nerwowy. Dlatego odpoczynek nie jest przerwą od treningu. Jest jego częścią.
Jeżeli w ciągu dnia dziecko dostarczało układowi nerwowemu dobrych informacji, precyzyjnych ruchów i właściwych odczuć, mózg ma wartościowy materiał do utrwalania.
Jeżeli przez cały trening dominował chaos ruchowy, skrajne zmęczenie i przypadkowe rozwiązania techniczne, to również staje się częścią doświadczenia ruchowego. I to od trenera i od treningu zależy, które wzorce będzie przetwarzał układ nerwowy.
I właśnie dlatego tak dużo mówię o wieku dziecięcym.
Dzieci mają ogromną zdolność uczenia się nowych umiejętności. To doskonały czas na budowanie koordynacji, czucia wody, rytmu i jakości ruchu. Nie dlatego, że po dwunastym roku życia mózg nagle przestaje się uczyć, bo oczywiście tak nie jest. Neuroplastyczność pozostaje przez całe życie. Ale właśnie w dzieciństwie możemy zbudować fundament, na którym później oprzemy siłę, wydolność i prędkość.
Dlatego medal dziesięcio- czy dwunastolatka nie powinien być głównym celem całego systemu szkolenia. Ale niestety jest, bo system. Medal jest fajny. Rekord jest fajny. Dziecko powinno cieszyć się zawodami.
Tylko trzeba pamiętać, że najlepszy jedenastolatek nie musi zostać najlepszym osiemnastolatkiem.
Wszyscy znamy zawodników, którzy w wieku 10, 11, 12 czy 13 lat wygrywali wszystko, a kilka lat później znikali ze sportu. Powodów może być wiele: dojrzewanie, kontuzje, szkoła, presja, brak radości, wypalenie, konflikty z trenerem, nadmierne wymagania.
I właśnie tutaj warto zadać pytanie rodzicom i byłym zawodnikom. Dlaczego wasze dziecko skończyło trenować? Albo dlaczego wy sami przestaliście? Ile razy sport przestał być rozwojem, a zaczął być ciągłym udowadnianiem komuś swojej wartości? I komu?
Układu nerwowego nie można bez końca zasypywać kilometrami, presją, krzykiem, zmęczeniem i chaosem technicznym. Jeżeli chcemy budować zawodnika długofalowo, musimy rozsądnie dawkować bodźce. Rozsądnie!!!
Nie mam nic przeciwko mocnym treningom. Nie mam nic przeciwko objętości. Potrzebujemy budowania wydolności, VO₂max, siły, tolerancji zmęczenia i możliwości fizjologicznych organizmu.
Tylko pytanie brzmi: kiedy? I na jakim fundamencie?
Najprościej wyjaśnić to na przykładzie łódki. Możemy mieć najmocniejszego człowieka na świecie. Możemy kazać mu wiosłować szybciej, mocniej i dłużej. Ale jeżeli wiosło jest pęknięte, źle ustawione albo prowadzone pod wodą pod niewłaściwym kątem, ogromna część tej pracy zostanie zmarnowana.
Możesz mieć ogromną moc. Tylko co z tego, jeżeli wiosło się ślizga?
Ręce pływaka są jego wiosłami. Jeżeli nie znajdują podparcia, ślizgają się. Jeżeli zawodnik nie zahacza wody, traci napęd. Jeżeli gubi chwyt w połowie ruchu, część energii przepada. Jeżeli naciska w złym kierunku, pracuje mocno, ale niekoniecznie przesuwa się szybciej. I właśnie dlatego większa siła nie zawsze oznacza lepsze pływanie.
Najpierw trzeba nauczyć się właściwie używać tej siły. I co ważniejsze, we właściwym kierunku.
Tutaj ogromną pomocą może być współczesna technologia. Filmowanie zawodnika pozwala zobaczyć pozycję ciała, rotację, tor ręki, moment rozpoczęcia chwytu czy jakość zakończenia pociągnięcia.
Analiza eoSwimBETTER daje dodatkowo informacje o tym, jak ręce rzeczywiście pracują pod wodą, jak rozkłada się napęd, czy prawa i lewa strona zachowują się podobnie, gdzie pojawia się strata i czy generowana praca ma właściwy kierunek.
I dla mnie właśnie na tym polega sens wykorzystania technologii. I tak też pracuję.
Nie na ładnym wykresie. Na zmianie. Pomiar. Korekta. Powtórzenie. Ponowny pomiar. Zmieniamy rotację i sprawdzamy efekt. Poprawiamy chwyt i patrzymy, co dzieje się z napędem. Wydłużamy pociągnięcie i sprawdzamy, czy zawodnik rzeczywiście wykorzystuje większy zakres pracy, a potem pokazujemy mu to również na filmie.
Naszym celem jest zawodnik, który bez czujników potrafi powiedzieć: „ten ruch był dobry, bo czułem stabilne podparcie i przesunąłem ciało dalej”. I wtedy technologia spełnia swoją rolę. Uczy świadomości.
Co ciekawe. To samo dotyczy mastersów i triathlonistów.
Bardzo często słyszę: „Ja już tak pływam dwadzieścia lat”.
No właśnie.
To znaczy, że ten ruch jest bardzo dobrze zapisany.
Tylko niekoniecznie dobrze!!!!!!!
Dobra wiadomość jest taka, że mózg pozostaje neuroplastyczny przez całe życie. Masters może zmienić technikę. Triathlonista może nauczyć się lepszego chwytu. Czterdziesto- czy pięćdziesięcioletni zawodnik może poprawić tor ręki, pozycję ciała, koordynację i ekonomikę. Oczywiście dorosły ma często za sobą setki tysięcy starych powtórzeń, dlatego nowy ruch będzie początkowo wydawał się dziwny. Ale to normalne. Jeżeli ktoś przez dwadzieścia lat wykonywał jeden wzorzec, to właśnie on będzie dla mózgu „naturalny”. Nowy będzie obcy. I tutaj dorośli mają jedną ogromną przewagę. Potrafią zrozumieć przyczynę. Można im pokazać fizykę ruch. Hydrodynamikę. Kierunek siły. Film. Dane. Różnicę pomiędzy pracą propulsywną, a ruchem, który tylko zużywa energię.
I kiedy dorosły zaczyna łączyć to, co widzi, z tym, co czuje pod ręką, technika zaczyna się zmieniać. Prędkość też może się zmienić. Bez dokładania kolejnych kilometrów.
Dlatego współczesny trening nie powinien wyglądać wyłącznie tak:
„Dzień dobry, dzisiaj lekkie rozpływanie, później zaj***sty wp***dol i coś luźnego na koniec”, bo my tak trenujemy i jesteśmy ze stali.
Możemy trenować mądrzej.
Fizyka. Hydrodynamika. Biomechanika. Opór. Świadomość. Film. Dane. Korekta. Powtórzenie. Każde zadanie powinno mieć powód. Zawodnik powinien wiedzieć, czego szuka. Trener powinien wiedzieć, czego uczy.
A układ nerwowy powinien dostawać takie dane, jakie chcemy później zobaczyć podczas wyścigu.
Bo ten cholerny układ nerwowy zawsze będzie próbował zrobić tak, żeby było łatwiej. I to nie jest jego wada. To jego zadanie, a zadaniem dobrego trenera nie jest z nim walczyć.
Zadaniem trenera jest go nauczyć, że właściwy opór pod ręką oznacza szybsze pływanie, bo kiedy dziecko, zawodnik wyczynowy, masters czy triathlonista zaczyna sam szukać tego oporu, zaczyna rozumieć wodę, a kiedy zaczyna rozumieć wodę, przestaje tylko wykonywać ruchy.
Zaczyna naprawdę szybko pływać.
W końcu o to nam chodzi.
Swimmers - Elite Team
Remigiusz Gołębiowski - trener pływania
Hubert Lis- trener pływania