Cegłą do kosza

Cegłą do kosza

Udostępnij

Łukasz Cegliński, dziennikarz Sport.pl, o baskecie. Już nie tylko tym z Pruszkowa. Kiedyś trenowałem, zagrałem nawet w trzeciej lidze w rezerwach Mazowszanki.

Potem zacząłem pisać, oglądać, rozmawiać, pytać. Zobaczyłem z bliska finał NBA i dwa EuroBaskety. Ale radochę sprawia mi też oglądanie kadetów MKS Pruszków, albo weteranów na Agrykoli. No i pisanie książek - kolejna, o baskecie w Pruszkowie, w drodze :)

30/08/2026

POSTRASZYLIŚMY MISTRZÓW ŚWIATA, CO ZA MECZ!

Ależ to było popołudnie w Gdańsku - ponad dwie godziny boju z mistrzami świata i Europy, Niemcy pokonali nas ostatecznie 96:94 po dogrywce, byliśmy o jeden, może dwa rzuty od wygranej. Wielkie emocje, piękna walka, świetna reprezentacja Polski. Czapki z głów przez naszą kadrą.

Kilka przemyśleń:

Igor Milicić junior! 18 punktów (6/9 z gry, 3/5 za trzy), osiem zbiórek, trzy bloki. Świetny występ, jak on się w tym meczu rozkręcał - zaczął trochę niepewnie, ale z każdą kwartą był coraz ważniejszym graczem zespołu, w ostatnich minutach, kiedy kolejni Polacy spadali za faule, to na nim wisiał wynik. Igor był skuteczny z dystansu, bardzo aktywny w polu trzech sekund, popisowo walczył z twardymi Niemcami. A po meczu twardo zapowiadał rozmawiając z dziennikarzami, że teraz bardziej walczył o swoje marzenie. On chce grać w NBA i kropka.

Dominik Olejniczak! OK, może i kilka razy spod kosza spudłował. Ale ile dobrego pod nimi zrobił! 12 punktów, 10 zbiórek, z czego pięć w ataku. Cztery wsady, jeden - ten w kontrze po podaniu od Andrzeja Pluty - znakomity, widowiskowy, potężny. Wobec urazu Aleksandra Balcerowskiego po wpadnięciu w trybuny, to na Dominiku wisiała nasza gra pod koszem i muszę przyznać, że wisiała mocno.

Czego zabrakło? Celnej trójki w końcówce czwartej kwarty, kiedy pudłowali Mateusz Ponitka i Michał Sokołowski. Lepszego rozegrania ostatnich akcji - zarówno czwartej kwarty, jak i dogrywki. Koszykarze mówili o tym po meczu - chodziło o detale, o skuteczność, o jeden "dociągnięty" rzut, może o trochę świeższe nogi. Nie mogliśmy przełamać Niemców, mistrzowie świata w kluczowych momentach nas kontrowali, nie pozwolili się przegonić.

Chwała za powrót. W pierwszej połowie Niemcy byli wyraźnie lepsi - ograniczali nas fizycznością, obroną, przeważali w walce o zbiórki. W drugiej kwarcie prowadzili już 34:18. Ale Polacy nie stracili wiary i, co bardzo mi się podobało, poszli się bić. Mateusz Ponitka i Jordan Loyd, nasi liderzy, momentami mieli ciężko, bo obrona była skoncentrowana na nich. Ale swoje zrobili - Ponitka miał 20 punktów, osiem zbiórek i pięć asyst, Loyd rzucił 16 punktów, zanim nie wyleciał z boiska po drugim faulu technicznym. Dyskusyjnym, Amerykanin nie mógł się z tym pogodzić.

Druga połowa Andrzeja Pluty. Gdy zszedł Loyd, większą rolę dostał właśnie on. Rozgrywał, kreował, zdobywał punkty. Do 14 dołożył pięć asyst, choć miał też trzy straty. Na tle mistrzów świata pokazał, że jeśli dać mu klucze do drużyny, to on może otwierać niektóre drzwi.

Przegraliśmy, mamy bilans 7-1, w tabeli grupy K spadliśmy za Niemcy i Chorwację, które mają identyczny bilans, ale lepsze małe punkty. Awansu na mistrzostwa świata jeszcze nie mamy na 100 proc., ale nie mam wątpliwości, że za rok w Katarze zagramy.

A ten minimalnie przegrany mecz z Niemcami pokazał, że to może być fajny turniej.

29/08/2026

URODZINY MATEUSZA PONITKI - PÓŁ ŻYCIA NA TOPIE

W sobotę 29 sierpnia Mateusz Ponitka, najlepszy obecnie polski koszykarz, obchodzi 33. urodziny. Z tej okazji przypominam - rok po roku - jego najważniejsze kroki, przełomowe momenty, osiągnięcia.

2010: reprezentacja Polski z nim w składzie zdobywa srebrny medal mistrzostw świata do lat 17, Ponitka jest wyróżniającym się graczem turnieju. O nastolatku z Ostrowa Wielkopolskiego dowiaduje się cała koszykarska Polska, to początek jego dorosłej kariery.

2011: występ na Nike Hoop Summit w Portland, Ponitka jest najlepszym strzelcem zespołu Reszty Świata, a do tego awans do ekstraklasy i debiut w PLK. – Spodziewałem się, że będzie mi dużo, dużo trudniej. Jak w Ostrowie chodziłem na mecze Stali, to wydawało mi się, że ekstraklasa to nieosiągalny dla mnie poziom. Teraz okazuje się nie być tym, co sobie wyobrażałem – mówi kilka tygodni po pierwszym meczu.

2012: transfer do Asseco Prokom Gdynia w trakcie sezonu, pierwsze mistrzostwo Polski, debiut w reprezentacji (cztery punkty przeciwko Czarnogórze), debiut w Eurolidze – 13 punktów w 19 minut na wyjeździe z Elan Chalon-sur-Saône.

2013: kolejne złoto w Polsce z Prokomem, transfer do belgijskiego Telenetu Ostenda, debiut na EuroBaskecie (średnio 3,6 pkt w pięciu meczach).

2014: mistrzostwo Belgii i udane występy w EuroCup.

2015: kolejny tytuł w Belgii, pokazowe treningi w sześciu klubach NBA. Pobyt w USA nie zakończył się wyborem w drafcie, ale we wrześniu Ponitka rozegrał świetny EuroBasket we Francji (średnio 9,3 pkt, 4,0 zbiórki i 3,7 asyst). Okrzyk "Ponitka time!", autorstwa jednego z komentatorów po kolejnej błyskotliwej akcji Polaka, zapamiętało wielu kibiców.

2016: mistrzostwo Polski ze Stelmetem, dobra gra w Eurolidze i nagroda EuroCup Rising Star Trophy dla najlepszego młodego koszykarza w rozgrywkach EuroCup, w których Ponitka rozegrał m.in. znakomity wygrany dwumecz z Unicsem Kazań. Do tego udział w Lidze Letniej NBA w barwach Denver Nuggets (72 minuty w czterech meczach). A potem transfer do tureckiego Pinaru Karsiyaka.

2017: występ w tureckim meczu gwiazd – został wybrany głosami kibiców, którzy docenili jego wszechstronną, ale też efektowną, bezkompromisową grę. A potem – zainteresowanie ze strony czołowych hiszpańskich klubów i w efekcie transfer do najlepszej w Europie ligi, do Iberostaru Teneryfa. W swoim trzecim EuroBaskecie Ponitka rzucał już średnio po 12,8 pkt, notował po 7,3 zbiórek oraz 2,4 asyst.

2018: miejsce w drugiej piątce sezonu ligi hiszpańskiej i kolejny transfer – tym razem do rosyjskiego Lokomotiwu Kubań.

2019: awans z reprezentacją na mistrzostwa świata. Na mundialu w Chinach Ponitka – obok Adama Waczyńskiego i A.J. Slaughtera – był kluczowym graczem zespołu, który wygrał cztery pierwsze mecze i ostatecznie zajął świetne ósme miejsce na świecie. – Można powiedzieć, że byłem już wszędzie, ale ten szczyt, najlepszy koszykarski okres, jeszcze przede mną. Mogę się jeszcze rozwijać – zapewniał wówczas Ponitka, który właśnie w 2019 roku podpisał kontrakt z euroligowym Zenitem Petersburg.

2020: już na początku, w styczniu, wyszedł na scenę podczas Balu Mistrzów Sportu, by odebrać statuetkę za 10. miejsce w Plebiscycie "Przeglądu Sportowego" na najlepszego sportowca w kraju. Ponitka został pierwszym koszykarzem w tym gronie od 20 lat i piątego miejsca dla Małgorzaty Dydek.

2021: jako kapitan zespołu rozgrywa pełny sezon w Eurolidze w Zenicie, w 26 z 34 meczów wychodzi w pierwszej piątce, notuje średnio po 8,4 pkt, 5,2 zbiórek oraz 3,1 asyst. Zenit wchodzi do play-off, w ćwierćfinale toczy zaciętą batalię z Barceloną, ostatecznie przegrywa 2:3.

2022: najtrudniejszy, ale zarazem najpiękniejszy - jak na razie! - rok w karierze. W lutym Rosja najeżdża Ukrainę, więc Ponitka rozwiązuje kontrakt z Zenitem i przez kilka miesięcy nie ma klubu, trenuje indywidualnie. Do EuroBasketu przygotowuje się jednak wyśmienicie, jest kapitanem i gwiazdą reprezentacji Polski. Biało-Czerwoni zajmują znakomite czwarte miejsce, a on ze średnimi 13,4 pkt, 5,3 zbiórki i 5,7 asysty był ich najlepszym graczem. Dzięki temu podpisuje kontrakt z Panathinaikosem Ateny.

2023: grecki zespół po niełatwym sezonie w Eurolidze decyduje się na przebudowę, Ponitka znajduje kolejny klub z wielką marką – chodzi o Partizan Belgrad, który trenuje Żeljko Obradović, jeden z najwybitniejszych trenerów w historii europejskiego basketu. Ponitka zaczyna swój piąty kolejny sezon w Eurolidze.

2024: występy w Belgradzie komplikuje kontuzja, po której Ponitka ma problem z wywalczeniem miejsca w rotacji Partizana. Po sezonie odchodzi z klubu i podpisuje kontrakt z tureckim Bahçesehirem Stambuł grającym w EuroCup, czyli poziom niżej od Euroligi.

2025: kolejny świetny EuroBasket z reprezentacją Polski, w której Ponitka pełni najważniejszą rolę. Zdobywa średnio 18,1 punktu, 8,1 zbiórki oraz 4,1 asysty, nadaje ton grze, jest wszechstronnym liderem i znakomitym kapitanem. Polacy dochodzą do ćwierćfinału, ostatecznie zajmują bardzo dobre szóste miejsce.

2026: Bahcesehir ponownie kończy rozgrywki w Turcji w półfinale, jest czołowym zespołem silnej ligi. W EuroCup Ponitka notuje przeciętnie 8,2 punktu, 3,8 zbiórki oraz 2,2 asysty. A reprezentację Polski prowadzi do kolejnych zwycięstw w eliminacjach mistrzostw świata - Biało-Czerwoni są o kroczek od awansu na trzeci mundial w historii, a drugi taki turniej dla Ponitki.

Na tym oczywiście ta historia się nie kończy, czekamy na więcej. A jeśli macie ochotę poczytać więcej o Ponitce, to zapraszam na Sport.pl, na którym pojawił się mój zagadnieniowy tekst, który zaczyna się tak:

"W reprezentacji Polski Mateusz Ponitka jest bestią i wie o tym cała Europa. Dlaczego w karierze klubowej nigdy nie wszedł na tak wysoki poziom?"

Link w komentarzu - zapraszam serdecznie.

27/08/2026

WIELKI MECZ MATEUSZA PONITKI I MAMY 7-0!

No to dziabnęliśmy Izrael po raz czwarty z rzędu - wygraliśmy w Rydze 106:86 i w eliminacjach mistrzostw świata mamy bilans 7-0. Wow, piękna sprawa!

Kilka przemyśleń po zwycięstwie z Izraelem:

Awans jest blisko, bliziuteńko! Jesteśmy liderem grupy K z bilansem 7-0, za nami są Niemcy (6-1) i Chorwacja (6-1), a potem Łotwa (3-4), Holandia (2-5) oraz Izrael (2-5) - na przyszłoroczne mistrzostwa do Kataru pojadą trzy najlepsze drużyny z tego zestawu. Czy możemy wypaść poza trójkę? Teoretycznie wciąż tak, ale aby tak się stało, to my musielibyśmy przegrać pozostałe pięć spotkań, a Łotwa lub Izrael musiałyby wygrać wszystkie swoje. W przypadku Izraela - musiałby nas jeszcze ograć różnicą wyższą niż 20 punktów. Czy to realne? Moim zdaniem nie. W mojej opinii pojedziemy za rok na swoje trzecie mistrzostwa świata w historii.

Mateusz Ponitka jest wielki. 24 punkty, sześć zbiórek, dziewięć asyst i cztery bloki - jego mecz z Izraelem był znakomity. Mateusz zaczął od samych udanych akcji, nastroił zespół do prowadzenia 11:2, natchnął drużynę do zbudowania dużej przewagi. A w czwartej kwarcie, gdy Izrael rzucił się w pogoń, wbił rywalom gwóźdź do trumny. Nie sam, z pomocą kolegów oczywiście, ale jego akcje ponownie były kluczowe. Ponitka po raz kolejny udowodnił, że w reprezentacji Polski staje się orłem z wielkimi skrzydłami, że wznosi się bardzo wysoko. Tak po cztery bloki - wow.

Igor Milicić bohaterem drugiego planu. 13 punktów, trzy zbiórki, sześć asyst i cztery przechwyty - kawał wszechstronnej, mądrej i skutecznej gry. Już nie tylko rzuty z dystansu, ale także fizyczna walka w polu trzech sekund, zespołowe akcje z kolegami, dojrzałość i silna psychika. Wciąż mam przed oczami wywalczoną piłkę w ataku i wsad w ważnym momencie czwartej kwarty. Świetnie, że Igor wrócił do kadry w takiej formie. To był bardzo dobry mecz w jego wykonaniu.

Jordan i Aleksander na poziomie. Tak, Loyd i Balcerowski też byli wyróżniającymi się postaciami tego spotkania. Obaj zdobyli po 18 punktów, obaj wywiązali się ze swoich ról. Aleksander kończył akcje spod kosza (4/4 z gry) lub wymuszał faule (10/12 z wolnych), a Jordan - choć miał 1/5 za trzy i 3/6 z wolnych - trafiał w najważniejszych momentach. Asysta do ścinającego pod kosz Michała Sokołowskiego w czwartej kwarcie? Palce lizać!

Każdy coś dał drużynie. Serio, każdy. Andrzej Pluta -11 punktów do przerwy, kiedy budowaliśmy przewagę. Jarosław Zyskowski - siedem punktów z ławki. Dominik Olejniczak - twarda gra pod koszami, nie dawał się ogrywać. Michał Sokołowski - pięć punktów w czwartej kwarcie, gdy Izrael gonił i trochę nas denerwował. Kamil Łączyński - swoje trzy asysty zaliczył. Przemysław Żołnierewicz może był najmniej widoczny, ale "Żołnierz" to żołnierz, dał, ile mógł. No i trener Igor Milicić ze swoim sztabem - przygotowanie do meczu to był top. Organizacja obrony robiła momentami wrażenie, tzw. egzekucja planu w ataku też stała na wysokim poziomie. 106 punktów na wyjeździe? Dziękuję, nie mam pytań.

W niedzielę w Gdańsku gramy z mistrzami świata i Europy - oczywiście, to Niemcy są faworytem. Ale kiedy ich ograć, jak nie teraz? Po siedmiu wygranych z rzędu, mając liderów w formie i dużą pewność siebie, a do tego 10 tys. kibiców na trybunach. Jadę z wiarą na zacięty mecz i dobre widowisko.

27/08/2026

DZIABNĄĆ IZRAEL PO RAZ KOLEJNY

Dzisiaj o godz. 20:00 czasu polskiego mecz eliminacji mistrzostw świata – Polacy zmierzą się w Rydze z Izraelem. Gospodarzem są rywale, którzy ze względów bezpieczeństwa występują poza granicami swojego kraju. No i cóż – trzeba ich dziabnąć po raz czwarty z rzędu, bo trzy poprzednie mecze z tym przeciwnikiem kończyły się zwycięstwami Biało-Czerwonych: 90:85 w eliminacjach MŚ w 2021 roku, 85:76 na EuroBaskecie 2022 oraz 66:64 na EuroBaskecie 2025. Jak widać po wynikach – łatwo raczej nie było, rok temu wygraliśmy po wielkich emocjach, kiedy Deni Avdija rzucał za trzy na zwycięstwo.

Z Izraelem toczymy wyrównane boje, ale powiedziałbym, że teraz jesteśmy nieznacznym faworytem. I to nie tylko dlatego, że w tabeli grupy K prowadzimy z bilansem 6-0, a Izrael jest ostatni z wynikiem 2-4. Także dlatego, że mamy w tym momencie pełniejszy skład. Z ostatniego spotkania na zeszłorocznym EuroBaskecie mamy komplet najlepszych, kluczowych graczy, podczas gry u rywali zabraknie znakomitego Avdiji, a także istotnych Tomera Ginata i Yovela Zoosmana. Owszem, są w składzie Yam Madar i Roman Sorkin, ale to nie jest ekipa, której powinniśmy się bać.

Pięć przemyśleń przed meczem

Awansu – jeszcze – nie będzie. Podkreślam to „jeszcze”, bo jestem naprawdę dobrej myśli, że Polacy pojadą na przyszłoroczne mistrzostwa do Kataru (bezpiecznie typuję też, że z grupy K będą to także Niemcy i Chorwacja). No ale w czwartek, nawet w przypadku wygranej, tego awansu sobie nie zapewnimy. Mielibyśmy wówczas bilans 7-0 i pięć punktów przewagi nad Izraelem, ale do końca pozostawać będzie pięć kolejek. Teoretycznie Izrael albo Łotwa wciąż mogliby nas wyprzedzić.

Musimy ograniczyć Madara i Sorkina. Pierwszy z nich, 26-letni, zadziorny rozgrywający, w trzech meczach eliminacji miał średnio 24,7 punktu oraz 4,3 asysty. Niemcom rzucił 31, a Chorwacji – 21 punktów. Madar to głównodowodzący zespołu, od niego wiele się zaczyna. Z kolei Sorkin, 30-letni podkoszowy mierzący 208 cm, w trzech meczach zdobywał przeciętnie po 17,0 punktu oraz 7,0 zbiórki. Potrafi przymierzyć za trzy, ale Polakom będzie chodziło przede wszystkim o to, by nie karcił ich pod koszem.

Mateusz Ponitka umie z Izraelem. Kapitan reprezentacji Polski jest kozakiem, to wiemy. Ale warto przypomnieć, jak grał w tych trzech ostatnich, zwycięskich meczach z Izraelem – 16,6 punktu, 9,6 zbiórki oraz 5,0 asysty. Wszechstronność, klasa po prostu. Jasne, rok temu na EuroBaskecie aż 27 punktów – w tym te zwycięskie – rzucił Jordan Loyd, ale Ponitka był w tych ostatnich meczach świetny.

Kto poza Ponitką? Ja mam spore oczekiwania odnośnie Dominika Olejniczaka, o którym słyszałem bardzo dobre opinie ze zgrupowania. W trzech meczach sparingowych 30-letni środkowy miał 12,0 punktu oraz 7,6 zbiórki, trafił 15 z 20 rzutów z gry. Fajnie w spotkaniach z Bułgarią, Bośnią i Hercegowiną oraz Grecją pokazał się też Kuba Piśla, 21-letni rzucający, który coraz mocniej wchodzi do kadry. Średnio zdobywał po 10,6 punktu i na finiszu przygotowań wypchnął w pewnym sensie ze składu Łukasza Kolendę.

A przy kim znaki zapytania? Postawię je przy Loydzie i Andrzeju Plucie, którzy dołączyli do zespołu najpóźniej. Amerykanin zagrał tylko w sparingu z Grecją (2/9 z gry, siedem punktów, pięć asyst), Pluta odbył tylko kilka treningów. Nie obawiam się o taktykę i zgranie, zastanawiam się nad przygotowaniem fizycznym. Loyd jeszcze nie rozpoczął przygotowań do sezonu, Pluta z kolei był w ich trakcie w hiszpańskiej Gironie. Zobaczymy, jak będą wyglądać w Rydze.

26/08/2026

TOP 10 KOSZYKARSKICH TALENTÓW W POLSCE

W minionych tygodniach obejrzałem wszystkie mecze reprezentacji Polski do lat 20, 18 i 16. A potem zadzwoniłem do kilkunastu ekspertów od koszykówki młodzieżowej – trenerów reprezentacji i drużyn klubowych, koordynatorów z PZKosz, dyrektorów sportowych, skautów i dziennikarzy. Każdego poprosiłem o przedstawienie listy dziesięciu koszykarzy z roczników 2006-12, którzy mają największy potencjał, by zaistnieć w dorosłej koszykówce. I na podstawie ich głosów zestawiłem top 10 talentów.

Podkreślam - to nie jest mój głos, to jest głos najważniejszych fachowców w Polsce. Kogo będziemy oklaskiwać, komu będziemy kibicować za 10 lat, jak kariery skończą Mateusz Ponitka, Michał Sokołowski, Andrzej Pluta czy Jeremy Sochan?

Zapraszam do tekstu z rankingiem, link w komentarzu.

24/08/2026

IGOR MILICIĆ, CZYLI JAK WYCHOWAĆ REPREZENTANTA

Igor i Zoran już w reprezentacji Polski zagrali, a niewykluczone, że w przyszłości dołączy do nich jeszcze Teo. Jak to się stało, że Igor Milicić, selekcjoner kadry, wychował trzech synów na tak obiecujących koszykarzy?

Kilka dni temu miałem okazję porozmawiać z Miliciciem seniorem, którego starałem się dopytać o proces koszykarskiego dorastania Igora, Zorana i Teo, o jego rolę w tym wychowaniu w duchu basketu.

Milicić mówił m.in. tak:

- Pewnie wiele osób zareaguje na to ironią lub szyderstwem, ale to wszystko wyszło całkowicie naturalnie. Pracuję po prostu inaczej, niż robi się to zazwyczaj w polskim systemie szkolenia. Chłopcy od małego wychowywali się przy mnie – widzieli, jak gram i prowadzę zespoły w wielkich halach, więc pasja do koszykówki przyszła do nich sama. Oni po prostu chcieli grać. A do chęci doszła ciężka praca – przemyślana, systematyczna i skupiona na detalach takich, jak nauka techniki rzut czy zwodów, co w polskim szkoleniu bywa często pomijane, a dla mnie stanowi priorytet indywidualnego treningu zawodnika. To właśnie takie detale odróżniają gracza bardzo dobrego od przeciętnego.

Zapraszam do przeczytania całej rozmowy, link w komentarzu:

23/08/2026

DZIEWCZYNY KONTRA CHŁOPCY - W KOSZYKÓWCE

"Dziewczyny kontra chłopcy" to tytuł drugiego albumu zespołu Partia, ale ja oczywiście nie o tym. Postanowiłem napisać kilka słów o wynikach młodzieżowych reprezentacji - żeńskich i męskich. Pamiętając oczywiście, że w koszykówce młodzieżowej wyniki to nie wszystko, na co powinniśmy zwracać uwagę...

Zaznaczę jeszcze jedno - nie znam się na żeńskiej koszykówce. Niestety, nie jestem w stanie poświęcić jej tyle czasu, ile męskiej. Nie mam rozeznania w talentach, trendach, oczekiwaniach. Dlatego poniżej skupię się tylko na ogólnym spostrzeżeniu.

W reprezentacyjnej koszykówce młodzieżowej nasze dziewczyny chłopców biją. No dobra, może nie biją, ale osiągają znacznie lepsze rezultaty. W tym roku wyglądało to tak:

- kadra do lat 20: piąte miejsce
- kadra do lat 18: szóste miejsce
- kadra do lat 16: dziewiąte miejsce

Wszystko oczywiście w dywizjach A, trzy żeńskie reprezentacje miały łączny bilans 16-5.

Panowie?

- kadra do lat 20: 11. miejsce
- kadra do lat 18: 18. miejsce
- kadra do lat 16: siódme miejsce

Najstarsza i najmłodsza drużyna występowały w dywizjach A, natomiast kadra do lat 18 rywalizowała w dywizji B. Wywalczyła awans zajmując drugie miejsce, co jednak odpowiada 18. pozycji w Europie. Łączny bilans chłopców to 12-10.

Warto zauważyć, że indywidualnie dziewczyny też wyróżniały się bardziej niż chłopcy. Strona FIBA w podsumowaniach topowych zawodniczek turniejów zwróciła uwagę na Marię Burligę (kadra do lat 20) oraz Zuzannę Marczyńską (drużyna do lat 18), podczas gdy wśród chłopców takich wyróżnień w dywizji A nie widzieliśmy.

Natomiast, co ciekawe, trend dobrych wyników młodzieżowych nie ma przełożenia na koszykówkę seniorską. Kobieca reprezentacja Polski po raz ostatni grała na EuroBaskecie w 2015 roku, potem nie zakwalifikowała się do pięciu turniejów z rzędu. Mężczyźni natomiast w ostatnich 10 latach osiągają wyniki, których nie widzieliśmy od dekad: ósme miejsce na mistrzostwach świata, czwarte i szóste na EuroBaskecie.

Konkluzja? Nie mam jej niestety, bo - jak napisałem na wstępie - nie mam wystarczająco dużej wiedzy o żeńskim baskecie, by stwierdzić, co idzie nie tak wokół seniorskiej reprezentacji. Ale liczę na Wasze spostrzeżenia i komentarze. No i trzymam kciuki za seniorską kadrę kobiet, która w listopadzie zacznie drugi etap eliminacji EuroBasketu 2027 - w grupie mamy Turcję, Czarnogórę i Izrael, awans wywalczą dwie najlepsze drużyny.

21/08/2026

Z ARCHIWUM STAREGO BLOGA - SEBASTIAN BALCERZAK

Miałem kiedyś bloga o koszykówce, nazywał się "A skull full of maggots" od kawałka Cannibal Co**se, który zawsze mnie nakręcał. Do pisania o baskecie także.

I na tym blogu miałem taki krótki cykl - o ligowych koszykarzach, których "nie znacie". Opowiadałem inspirujące historie graczy może i drugoplanowych, ale ważnych, lubianych przez kibiców.

Jednym z nich był Sebastian Balcerzak z AZS Koszalin, z którym miałem kiedyś okazję rywalizować w Lidze Akademickiej Koszykówki. Przypominam jego historię, bo jest naprawdę inspirująca.

Oto ona:

22 stycznia 2007 roku Sebastian Balcerzak jechał z rodzinnego Białogardu do Koszalina na spotkanie z kibicami AZS. Jego renault clio wpadło w poślizg i zderzyło się czołowo z oplem astrą. Złamana kość udowa, zmiażdżona stopa, urazy biodra i łokcia, pęknięta podstawa czaszki, obrzęk mózgu…

Słowa jednego z lekarzy, który o zmiażdżonej stopie Balcerzaka mówił jako o pumeksie uderzonym młotem o wadze 100 kg, były wstrząsające. Koszykarz był w śpiączce farmakologicznej, wydawało się, że do uprawiania sportu już nie wróci.

Balcerzak jednak wrócił! Równo po 22 miesiącach od wypadku zadebiutował w pierwszoligowej Resovii. Na Podkarpaciu spędził jeden sezon, a teraz gra w swoim AZS.

- Samego wypadku nie pamiętam, bo mam tzw. amnezję wsteczną. Pamiętam jednak, że kiedy po tygodniu wybudzono mnie ze śpiączki farmakologicznej i leżałem jeszcze pod silnymi lekami przeciwbólowymi, to najpierw spytałem najbliższych gdzie jestem, dlaczego tu jestem i co się stało, a potem chciałem tylko wiedzieć czy nikogo nie zabiłem - opowiadał mi Sebastian w styczniu 2010 roku.

- Po pierwszych świadomych nocach w szpitalu byłem przywiązywany do łóżka, bo chciałem uciekać do domu. Kiedy dotarło do mnie to, co się stało i w jakim jestem stanie, miałem najgorsze, najczarniejsze myśli. Wydawało mi się, że odebrano mi życie, bo z koszykówką byłem związany od małego. Czułem, że mój świat runął.

- Czarne myśli odsunęła na bok modlitwa. Negatywne nastawienie mijało, a ja z każdym dniem wzmacniałem się dzięki niej. Postanowiłem sobie, że będę pracował nad sobą tak długo, aż do koszykówki wrócę. Nawet, jeśli będę w nią grał na wózku inwalidzkim.

- Ze szpitala wyszedłem po sześciu tygodniach – o kulach, cały w gipsie, z zadrutowaną szczęką. Pierwsze kroki bez kul wykonałem w szpitalu w Łodzi, gdzie byłem dzięki gościnności Anwilu Włocławek. Rehabilitowałem się u Marka Krochmalskiego – jednego z najlepszych ortopedów w Polsce. To on pozwolił mi odrzucić kule, ale bardzo głęboki ukłon składam także w kierunku dr. Tadeusza Wójcikowskiego, który wykonał kawał świetnej roboty.

- Powrót do gry, pierwszy mecz w Resovii, był wspaniałym uczuciem, ale choć byłem na drugim końcu polski, to jednak w głowie miałem AZS Koszalin. Resovia to był etap mojego powrotu. Moim prawdziwym marzeniem było założenie znów koszulki AZS. Klubu, w którym zostałem wychowany i ukształtowany nie tylko jako koszykarz, ale także – poprzez różne relacje z kolegami i trenerami – jako człowiek.

- Tu jest wielka zasługa trenera Jerzego Olejniczaka, który od najmłodszych lat od kiedy wypatrzył mnie w szkolnej drużynie z Białogardu i ściągnął do Koszalina, zaszczepiał do mnie chęć i charakter do nieustannej pracy nad sobą.

Tu można na chwilę przerwać opowieść Balcerzaka, aby wyjaśnić rozbieżności na temat kariery zawodnika. Jej prawdziwa wersja opublikowana jest w Wikipedii – Balcerzak zaczynał grać w koszykówkę w szkole podstawowej w rodzinnym Białogardzie, ale jego pierwszym klubem jest AZS Koszalin i jego wychowankiem jest 30-letni obecnie skrzydłowy. Do Koszalina Balcerzak przeniósł się w ósmej klasie podstawówki, grał w AZS w kadetach, juniorach, seniorach. Miał epizod w Orle Białogard – było to roczne wypożyczenie w sezonie 1998/99 – ale nie jest wychowankiem tego klubu.

Balcerzak musiał być sportowcem, bo pochodzi ze sportowej rodziny. Mama grała w szkole średniej w piłkę ręczną, taka był solidnym – jak mówi zawodnik – trójskoczkiem i ma uprawnienia trenera lekkiej atletyki. Tylko siostra koszykarza poszła w inną stronę i kończy Państwową Wyższą Szkołę Teatralną we Wrocławiu.

Balcerzak rozegrał 108 spotkań w PLK. Jego rekord to 28 punktów, które rzucił nędznej Noteci Inowrocław pod koniec sezonu 2005/06. W kolejnym spotkaniu tamtych rozgrywek zdobył 20 przeciwko Astorii Bydgoszcz.

Średnie z całej kariery to 4,3 punktu oraz 1,1 zbiórki. W tym sezonie – pierwszym w PLK po wypadku – skrzydłowy AZS dwukrotnie zdobywał po 12 punktów. Widać, że stabilizuje formę na swoim, solidnym poziomie.

- Zawsze gram szczerze, zawsze z sercem – czy wychodzi, czy nie. Jestem człowiekiem ułomnym, mam swoje mankamenty, ale to niech oceniają trenerzy. Na boisku staram się pomagać drużynie – mogę trafić z dystansu, przypilnować, pokąsać przeciwnika w obronie. Jak zespołowi nie idzie, staram się poderwać go celnym rzutem. Jak jest dobrze, koncentruję się na pomaganiu w obronie. Za każdym razem próbuję znaleźć swoje miejsce.

Jak grał młody Balcerzak?

- Głupio mi o tym mówić, bo zabrzmi to nieskromnie, ale w młodzieżowych drużynach byłem głównym strzelcem. Razem z Pawłem Kowalczukiem, który obecnie gra w Treflu Sopot oraz moim najserdeczniejszym przyjacielem Krzysiem Wiechowskim stanowiliśmy trio, które decydowało o obrazie drużyny. Dominowaliśmy, a mi zdarzało się być najlepszym strzelcem z tego grona.

Największym sukcesem w karierze Balcerzaka był niewątpliwie ten niesamowity powrót do wyczynowego sportu po wypadku, ale co – poza wydarzeniami ostatnich lat – uważa zawodnik za swoje największe osiągnięcie, najlepszy moment w karierze?

- Patrząc z perspektywy czasu, nie tylko przez pryzmat mojej osoby, ale także całej społeczności koszalińskiej, największym sukcesem był awans AZS do ekstraklasy. To było cudowne przeżycie. Jestem obecnie jedynym zawodnikiem zespołu, który był naocznym świadkiem tego, jak tworzył się Klub Kibica, jak powstawało środowisko związane z koszykówką, któremu przychodzenie na mecze stwarza wielką radość niezależnie od naszych wyników.

Balcerzak był przed wypadkiem kapitanem AZS w ekstraklasie. Czy można o nim teraz mówić jako o symbolu tego klubu?

- Trzeba spytać kibiców. Ja staram się jak najlepiej wykonywać swoją robotę. Moja historia i mój związek z AZS jeszcze bardziej mnie motywuje do wkładania jeszcze więcej serca w drużynę.

- Nie zastanawiam się nad tym do kiedy będę grał w koszykówkę. Chciałbym jak najdłużej. Odczuwam wciąż głód gry i wiem, ile mi wciąż brakuje do osiągnięcia pewnego poziomu sportowego. Czuję motywację do pracy, czuję ją na każdym treningu. Lata lecą, ale nie jestem wyjałowiony fizycznie – nawet po tym wypadku. Wojtek Królik, Michael Ansley, Adam Wójcik, Leszek Karwowski, Andrzej Pluta – ich przygoda z koszykówką się praktycznie nie kończy. Też bym sobie tego życzył.

Balcerzak nie czuje w trakcie gry bólu, który byłby następstwem urazów odniesionych w wypadku.

- Kontuzje i drobne urazy mogą się pojawiać i one się pojawiają. Wypadek i rehabilitacja były jednak dla mnie treningiem ukojenia bólu w samym sobie. Wydaje mi się, że teraz mogę szybciej ten ból zwalczyć. Stopa, udo – tam bólu teraz nie czuję, jeśli już to cierpię na typowe koszykarskie kontuzje.

Największym marzeniem Balcerzaka jest zdobycie z AZS medalu mistrzostw Polski. Ma już krążki każdego koloru z mistrzostw akademickich, teraz chce tych najważniejszych, ekstraklasowych.

- Chciałbym poczuć ten moment, kiedy medal wisi na szyi. To byłaby nagroda za te treningi i inne wyrzeczenia. Z boku wygląda to prosto i fajnie – zawodnicy sobie biegają i grają. Nasze rodziny i bliscy są jednak przez nich odsuwani, bo sport wymaga dużego poświęcenia.

AZS, Balcerzak i walka o medale w play-off wydaje wam się połączeniem niemożliwym? Rozumiem, bo w PLK jest kilka lepszych drużyn niż AZS i wielu koszykarzy lepszych niż Balcerzak. Nie zapominajcie jednak, że dla tego zawodnika nie ma już rzeczy niemożliwych.

- To, co teraz powiem, zabrzmi może filozoficznie, ale wróciłem na parkiet także po to, żeby dać świadectwo. Świadectwo mojej wiary, ale także tego, że warto walczyć o to, w co się wierzy, co się kocha. Chodzi tu o inny rodzaj miłości niż ta międzyludzka, ale to – ja i koszykówka – też jest miłość.

18/08/2026

REPREZENTACJA POLSKI TO ŚWIATOWY EWENEMENT

Tego w światowej koszykówce chyba jeszcze nie było: ojciec poprowadził dwóch synów w meczu międzypaństwowym. Igor Milicić we wtorkowym, sparingowym spotkaniu reprezentacji Polski z Bułgarią (93:93) wpuścił na parkiet Igora juniora oraz Zorana.

Rodzinna trójka w układzie ojciec-trener i synowie-koszykarze, jest światowym ewenementem. W internetowych źródłach - poza Miliciciami - można znaleźć tylko trzy przypadki, w których ojciec prowadził syna w meczu międzypaństwowym: byli to Słoweńcy Memi i Sani Becirović na mistrzostwach świata w 2010 roku, Nigeryjczycy Alex i Jordan Nwora w eliminacjach mistrzostw świata w 2019 roku oraz Egipcjanie Ahmed i Assem Marei na AfroBaskecie w 2015 roku.

Klan Miliciciów pisze piękną historię, a przed wyborem reprezentacji stoi jeszcze przecież 18-letni Teo.

Więcej o meczu z Bułgarią i debiucie Zorana, z którym krótko rozmawiałem po meczu, napisałem w tekście na Sport.pl. Link w komentarzu, zapraszam.

17/08/2026

NAJWIĘKSZE POLSKIE TALENTY... SPRZED 10 LAT

10 lat temu, pod koniec 2016 roku, przepytałem 15 ekspertów - trenerów, skautów, koordynatorów itd. - zajmujących się polską koszykówką młodzieżową, by wyłonić top 10 ówczesnych talentów.

Wklejam poniżej z opisami sprzed tych 10 lat i z zachętą do refleksji. Bo wtedy - dobrze to pamiętam - to nie była przypadkowa lista. 15 osób, które naprawdę znały się w temacie, przedstawiały swoich faworytów, a poniższa lista była wypadkową ich ocen. Coś znaczyła.

Dziś widać po niej to, co właściwie dobrze wiemy - że dorastanie młodego człowieka, sportowca, to bardzo skomplikowany proces...

1. Maciej Bender (wysoki skrzydłowy, 211 cm, 1997 r., West Virginia)

Ma talent naturalny, ogromną łatwość rzutu, także z dystansu, jest idealnym kandydatem na nowoczesną czwórkę. Wychowanek Polonii Warszawa już czwarty sezon spędza w USA. W tym roku zadebiutował w NCAA, w notowanej obecnie tuż za pierwszą dziesiątką West Virginii. Wciąż musi wzmacniać się fizycznie i uczyć twardej walki, ale jego trener Bob Huggins już twierdzi, że Bender będzie pierwszym Polakiem wybranym w pierwszej rundzie draftu NBA.

2. Aleksander Balcerowski (środkowy, 215 cm, 2000 r, Gran Canaria Las Palmas)

Rzadka kombinacja wzrostu, atletyzmu i koordynacji rzutowej. Podejmuje dobre decyzje, ma niezłe pomysły na boisku, ale jeszcze brakuje mu siły fizycznej na ich realizację. Można ostrożnie porównywać go do Kristapsa Porzingisa w tym sensie, że Łotysz też od dawna grał tak samo, choć nie miał siły, by dorzucić do kosza z dystansu, a wejść pod kosz nie miał szans kończyć wsadami. Ale jak wzmocnił się fizycznie…

3. Filip Siewruk (skrzydłowy, 201 cm, 2002 r., Barcelona)

Talent ogromny, po inne Barcelona nie sięga. W rozgrywkach kadetów ustawiany bliżej kosza ze względu na wzrost, docelowo ma grać bardziej na obwodzie. Ale nie tylko jako gracz rzucający za trzy, lecz także wchodzący pod kosz. Czeka go jednak wiele pracy i wyzwań – związanych z grą w wielkim klubie, ale też zmianą pozycji. Przeskok z czwórki na trójkę uważany jest za najtrudniejszy.

4. Marcel Ponitka (rozgrywający, 192 cm, 1997 r., Asseco Gdynia)

Dynamiczny, silny fizycznie, zadziorny i dość wysoki kandydat na świetnego rozgrywającego, który jednak musi nauczyć się organizacji gry. Na razie na pewno ma to, czego potrzebują nowocześni rozgrywający – smykałkę do atakowania obręczy, bezkompromisowość i odwagę. Niech porównanie do Russella Westbrooka, którego użył jego klubowy trener Przemysław Frasunkiewicz, będzie dla niego inspiracją.

5. Łukasz Kolenda (rozgrywający, 191 cm, 1999 r., Trefl Sopot)

Uważany za największy, najczystszy talent wśród rozgrywających. Rzadkie u naszych nastolatków na tej pozycji połączenie charakteru i warunkami fizycznymi – Kolenda to zadziorny walczak, który ma wzrost nowoczesnej jedynki i jest dość atletyczny. Na dodatek jest leworęczny i ma smykałkę do efektownych, błyskotliwych zagrań. Wyzwanie: nauczyć się być liderem.

6. Adrian Bogucki (środkowy, 212 cm, 1999 r., SMS PZKosz Władysławowo)

Wielki nastolatek, który bywa porównywany do Przemysława Karnowskiego ze względu na gabaryty i możliwość upchnięcia się pod kosz, ale też ważną u środkowego umiejętność podania. Bogucki potrafi i lubi odgrywać piłki do kolegów. Wychowanek Polonii 1912 Leszno.

7. Jan Wójcik (skrzydłowy, 202 cm, 1999 r., Elan Chalon)

Miał w domu wzorzec najlepszy z możliwych, ale syn Adama Wójcika to trochę inny gracz niż ojciec, gra dalej od kosza. Rozwija się w kierunku uniwersalnego skrzydłowego, ma talent ruchowy i rzutowy. Razem z bratem wybrał rzadszą drogę dla polskich nastolatków – nie USA, nie Hiszpanię, a Francję, w której spędza pierwszy sezon.

8. Szymon Wójcik (skrzydłowy, 202 cm, 1999 r., Elan Chalon)

Niektórzy trenerzy w naszej ankiecie wpisywali ich razem, na jednej pozycji, ale o Szymonie mówi się, że może być trochę innym, bardziej obwodowym graczem niż Jan. Zresztą obaj bliźniacy rozwijali się grając także na pozycji rozgrywającego, by mieć jak najwięcej kontaktu z piłką. Usłyszeliśmy opinię, że niebawem będą wśród polskich nastolatków przed wszystkimi.

9. Szymon Janczak (wysoki skrzydłowy, 206 cm, 2000 r., Hensfort Przemyśl)

Szybki, sprawny fizycznie jak na swój wzrost – brakuje mu jeszcze siły, ale potrafi dynamicznie zagrać w obronie zaliczając przechwyt lub blok. Atutem jest umiejętność rzutu z dystansu, co czyni go kandydatem do roli rozciągającej grę czwórki. Dobrze biega do kontry.

10. Mateusz Szczypiński (rzucający, 193 cm, 1998 r., Rosa Radom)

Wielki talent rzutowy, ogromna łatwość trafiania w rozgrywkach młodzieżowych, ale także już I ligi, gdzie zdarza mu się zdobywać ponad 20 punktów. Zmienia kluby na coraz lepsze – z WKK Wrocław, którego jest wychowankiem, przez Dąbrowę Górniczą trafił do Rosy Radom. Możliwe, że po Michale Sokołowskim będzie kolejnym graczem, który wypromuje się do reprezentacji.

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Pruszków?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Strona Internetowa

Adres


Pruszków