Wyprawy małe i duże

Wyprawy małe i duże

Udostępnij

To stronka ludzi z różnymi pasjami. Będzie wiec trochę o górach, lataniu i sporcie.

Photos from Wyprawy małe i duże's post 01/08/2026

Będzie długo, ale intensywnie czyli dokladnie tak, jak nasza podróż po Skandynawii 😉

🇸🇪🇳🇴 Ponad 4500 km, dwa promy i namiot rozkładany z prędkością światła – nasza skandynawska wyprawa dzień po dniu

Czy można w dwa tygodnie przejechać ponad 4500 kilometrów, zobaczyć Szwecję i Norwegię, wejść na Preikestolen, popłynąć po Geirangerfjordzie, odwiedzić wikingów, zmarznąć pod Drogą Trolli i jeszcze nadal ze sobą rozmawiać?

Można. Sprawdziliśmy osobiście. 😂

Dzień 1 – prom do Ystad i początek wielkiej przeprowadzki

Nasza wyprawa rozpoczęła się od nocnego promu do Ystad.

Samochód zapakowaliśmy tak, jakbyśmy nie jechali na dwa tygodnie, tylko na stałe przenosili się do Skandynawii. Namiot, śpiwory, materace, ubrania na lato, jesień i prawdopodobnie wczesną zimę, zapasy jedzenia oraz kuchenka gazowa.

Już wtedy było wiadomo, że kuchenka zostanie jednym z najważniejszych uczestników wyprawy.

Pierwszą noc spędziliśmy w kajucie na promie. Były prawdziwe łóżka, łazienka i delikatne kołysanie do snu. Pełen luksus, chociaż rano trzeba było sobie przypomnieć, na którym pokładzie zostawiliśmy samochód.

Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, jak bardzo po kilku nocach pod namiotem będziemy doceniać wszystko, czego nie trzeba rozkładać, pompować, wbijać w ziemię ani wycierać przed schowaniem do pokrowca.

Dzień 2 – Ystad, muzeum Volvo, gigantyczna cynamonka i pierwsza noc pod namiotem

Po dopłynięciu do Ystad ruszyliśmy przez Szwecję w stronę Göteborga.

Były szerokie drogi, lasy, jeziora, czerwone domki i tak mało samochodów, że zaczęliśmy się zastanawiać, czy wszyscy Szwedzi przypadkiem nie wyjechali na urlop do Polski.

W Göteborgu odwiedziliśmy muzeum Volvo, które okazało się prawdziwą rewelacją. Nawet osoby, które na co dzień nie analizują parametrów silników podczas śniadania, znalazły tam coś ciekawego. Zdecydowanie polecamy!

Zobaczyliśmy również fontannę Posejdona, liczne piękne kościoły, a później przeszliśmy ulicą Haga Nygata do klimatycznej dzielnicy Haga.

Tam zrobiliśmy swoją pierwszą prawdziwą szwedzką fikę, czyli przerwę na kawę i coś słodkiego. Zamówiona przez nas cynamonka zajmowała cały talerz i była przepyszna. W zasadzie nie była to już cynamonka, tylko pełnoprawny posiłek rodzinny.

Na zakończenie weszliśmy jeszcze na wzgórze i punkt widokowy, z którego mogliśmy podziwiać miasto z góry.

Na noc zatrzymaliśmy się na Lisebergs Camping Askim Strand pod Göteborgiem. To był nasz pierwszy camping i pierwszy poważny sprawdzian rodzinnej współpracy przy rozkładaniu prawie pięciometrowego namiotu.

Na początku podróży Skandynawia przywitała nas pogodą niemal tropikalną. Temperatura dochodziła do 27 stopni, więc zamiast wchodzić do śpiworów, spaliśmy po prostu na nich.

Przez chwilę mogliśmy nawet uwierzyć, że wszystkie opowieści o zimnej północy są mocno przesadzone.

Dzień 3 – Oslo, Małysz, norwescy piłkarze i hotelowy luksus w Drammen

Następnego dnia ruszyliśmy do Oslo.

Obejrzeliśmy z zewnątrz charakterystyczny budynek Opery, zobaczyliśmy Pałac Królewski i odwiedziliśmy muzeum poświęcone twórczości Edvarda Muncha. Poszliśmy także do Parku Vigelanda, pełnego niezwykłych rzeźb przedstawiających ludzi w najróżniejszych pozach i sytuacjach.

Nie mogło zabraknąć również Holmenkollen, czyli słynnej skoczni narciarskiej, na której Adam Małysz odnosił wielkie sukcesy. Dla polskich kibiców to właściwie nie jest zwykła skocznia, tylko miejsce niemal historyczne.

Akurat trafiliśmy na wyjątkowy dzień. Norwescy piłkarze wracali do kraju z mistrzostw świata, a przed Pałacem Królewskim trwały przygotowania do ich wielkiego powitania. Wszędzie montowano barierki, przygotowywano teren i było widać, że Oslo szykuje się na ogromne świętowanie.

Zwiedzanie zajęło nam znacznie więcej czasu, niż planowaliśmy. Było już za późno, żeby szukać campingu, rozkładać namiot i urządzać naszą objazdową sypialnię.

Podjęliśmy więc bardzo dojrzałą i odpowiedzialną decyzję:

– Bierzemy hotel!

Na noc zatrzymaliśmy się w Drammen, dzięki czemu mogliśmy rano szybko ruszyć dalej w kierunku Preikestolen.

Własna łazienka, prawdziwe łóżka i brak konieczności wychodzenia nocą do campingowej toalety zrobiły na nas ogromne wrażenie.

Byliśmy wypoczęci, czyści i pełni optymizmu. Czyli zupełnie nieświadomi tego, co czeka nas dalej. 😅

Dzień 4 – Miecze w Skale oglądane w trybie ekspresowym

Ruszyliśmy w stronę Stavanger, gdzie chcieliśmy zobaczyć słynne Miecze w Skale.

Na miejscu okazało się jednak, że w pobliżu praktycznie nie ma gdzie zaparkować. Zamiast rodzinnego spaceru i spokojnej sesji zdjęciowej odbyła się więc akcja specjalna.

Ja wysiadłam z samochodu, pobiegłam zrobić zdjęcia, a reszta rodziny krążyła w pobliżu, czekając na sygnał do ewakuacji.

Dzięki temu mamy zdjęcia mieczy, chociaż nie wszyscy mogą oficjalnie potwierdzić, że widzieli je z bliska. 😂

Później pojechaliśmy w stronę Preikestolen i rozpoczęliśmy prawdziwie norweską część podróży: góry, tunele, promy, wodospady i regularnie powtarzające się pytanie:

– Daleko jeszcze?

Na noc zatrzymaliśmy się na Kongeparken Camping, położonym tuż obok jednego z największych parków rozrywki w południowej Norwegii.

Dziewczyny prawdopodobnie chętnie zamieniłyby następnego dnia górski trekking na kolejki i karuzele, ale rodzice mieli już plan:

– Rano idziemy na Preikestolen i żadna kolejka górska nie będzie nam zmieniać harmonogramu!

Dzień 5 – Preikestolen i najlepszy camping według dziewczyn

Weszliśmy na Preikestolen.

Podczas podejścia regularnie pojawiały się pytania:

– Ile jeszcze?
– To już połowa?
– Dlaczego wszyscy mówią, że ten szlak jest łatwy?

Na górze każdy stwierdził, że było warto. Widok na Lysefjord był niesamowity, pogoda dopisała, a zdjęcia wyglądały jak z katalogu Norwegii.

Potem przypomnieliśmy sobie, że samochód został na dole.

Po zejściu pojechaliśmy na Sauda Camping. Ten camping został jednogłośnie uznany przez dziewczyny za najlepszy podczas całej podróży.

Powód był prosty: można było wykąpać się w fiordzie!

Temperatura wody była zapewne odpowiednia dla morsów, fok i ludzi, którzy chwilowo stracili czucie w stopach, ale dzieciom zupełnie to nie przeszkadzało. Weszły do wody z entuzjazmem, podczas gdy dorośli stali na brzegu, pilnowali ręczników i bardzo rozsądnie twierdzili, że ktoś przecież musi robić zdjęcia.

Dzień 6 – Sauda, Odda, Stegastein i wielka noclegowa ruletka

Dalej jechaliśmy przez Saudę i Oddę.

Mijaliśmy góry, fiordy, tunele i wodospady pojawiające się praktycznie co kilka kilometrów. Na początku zatrzymywaliśmy się przy każdym. Po kilku dniach reakcja wyglądała już mniej więcej tak:

– Patrzcie, wodospad!
– Duży?
– Średni.
– To jedziemy dalej. 😂

Obiady gotowaliśmy na kuchence gazowej na parkingach i miejscach odpoczynku. Okazało się, że makaron z sosem smakuje jak danie z luksusowej restauracji, kiedy je się go na ławce z widokiem na fiord.

Nasza kuchenka miała lepsze lokalizacje niż niejeden znany szef kuchni.

Tego samego dnia dotarliśmy na Stegastein – platformę widokową, która wygląda, jakby ktoś zaczął budować most nad przepaścią, ale w połowie stwierdził:

– Wystarczy. Tutaj zakończymy.

Widok na Aurlandsfjord był przepiękny.

Wieczorem rozpoczęła się jednak jedna z największych przygód całego wyjazdu: poszukiwanie noclegu.

Okazało się, że wszystkie campingi w okolicy są pełne.

Obdzwoniliśmy sześć campingów. Odwiedziliśmy cztery. Za każdym razem słyszeliśmy mniej więcej:

– No vacancy.
– Full.
– Sorry.

W pewnym momencie wyglądało to tak, jakby cała Skandynawia postanowiła tej samej nocy spać dokładnie na naszej trasie.

Zaczęliśmy nawet zastanawiać się, czy nasz samochód nie jest przypadkiem całkiem wygodnym czteroosobowym apartamentem.

Ostatecznie udało nam się znaleźć miejsce na Myrkdalen Camping.

Nigdy wcześniej kawałek trawy nie wywołał w nas takiej radości. Namiot rozstawiliśmy z ulgą większą niż po wejściu na Preikestolen i w takim tempie, jakbyśmy bali się, że ktoś zaraz zmieni zdanie i odbierze nam parcelę.

Od tego momentu hasło „camping znajdziemy po drodze” przestało być w naszej rodzinie uznawane za rozsądny plan.

Po tej przygodzie postanowiliśmy nie testować ponownie odporności naszych nerwów. Skorzystaliśmy z aplikacji Campio i od razu zarezerwowaliśmy dwa kolejne noclegi: na Innvik Camping oraz Trollstigen Resort.

Zaoszczędziliśmy dzięki temu mnóstwo czasu, telefonowania i nerwowego krążenia od campingu do campingu. Bardzo fajna aplikacja – zdecydowanie polecamy!

Dzień 7 – Viking Valley, polscy wikingowie, lodowiec i Innvik

Odwiedziliśmy Viking Valley w Gudvangen.

To miejsce szczególnie spodobało się dzieciom, ponieważ mogły walczyć mieczami, strzelać z łuku i korzystać z wielu ciekawych zabaw.

W końcu znalazły się w miejscu, gdzie można było bezkarnie wymachiwać mieczem, a rodzice nie tylko nie protestowali, ale jeszcze robili zdjęcia i mówili:

– Świetnie, to bardzo edukacyjne! 😂

Na miejscu spotkaliśmy również pracujących tam Polaków. Okazało się więc, że nawet w norweskiej wiosce wikingów można usłyszeć znajomy język.

Przez chwilę rozważaliśmy, czy nie zostawić dzieci pod opieką polskich wikingów, ale nadal potrzebowaliśmy pomocy przy rozkładaniu namiotu.

Tego samego dnia zobaczyliśmy lodowiec Bøyabreen.

To świetne miejsce, ponieważ lodowiec można podziwiać bez wielogodzinnego trekkingu. Po Preikestolen nasze nogi przyjęły tę informację z dużą ulgą.

Następnie jechaliśmy przez okolice Olden i Innvik, podziwiając fiordy, góry i kolejne krajobrazy, przy których człowiek mówi:

– Zatrzymaj się, zrobię tylko jedno zdjęcie.

Po czym wraca do samochodu po piętnastu minutach i trzydziestu nowych zdjęciach.

Na noc zatrzymaliśmy się na zarezerwowanym wcześniej przez Campio Innvik Camping.

Po przygodzie z poszukiwaniem noclegu w Myrkdalen sam fakt, że ktoś na nas czekał i mieliśmy zagwarantowany kawałek trawy, działał niezwykle uspokajająco.

Można było spokojnie rozłożyć namiot, popatrzeć na otaczające góry i wodę oraz przez chwilę udawać, że właśnie tak wygląda nasze codzienne życie: rano fiord, wieczorem góry, a pomiędzy nimi obiad z kuchenki gazowej.

Dzień 8 – Geiranger i 75 minut zachwytu

Dotarliśmy do Geiranger, gdzie popłynęliśmy w 75-minutowy rejs widokowy po Geirangerfjordzie.

Zobaczyliśmy strome skalne ściany, dawne gospodarstwa położone wysoko nad wodą oraz słynne wodospady, między innymi Siedem Sióstr i Zalotnika.

Widoki były tak piękne, że przez całe 75 minut prawie nikt nie pytał, kiedy będzie obiad.

Później pojechaliśmy na Ørnesvingen, czyli Drogę Orłów. Z punktu widokowego mogliśmy zobaczyć Geirangerfjord z góry i przekonać się, jak wiele zakrętów właśnie pokonaliśmy.

Im dalej jechaliśmy na północ, tym robiło się chłodniej. Śpiwory, na których spaliśmy na początku wyjazdu, coraz bardziej zaczynały służyć zgodnie ze swoim właściwym przeznaczeniem.

Ciepłe bluzy również przestały być zbędnym bagażem zajmującym pół samochodu.

Dzień 9 – Droga Trolli i noc, której nasze śpiwory długo nie zapomną

Ruszyliśmy w stronę Drogi Trolli.

Serpentyny, góry, wodospady i widoki były spektakularne. Po kilku dniach jazdy po Norwegii zakręty przestały już robić na kierowcy większe wrażenie. Cała reszta samochodu nadal lekko przesuwała się na siedzeniach.

Na noc zatrzymaliśmy się na zarezerwowanym wcześniej Trollstigen Resort, już za Drogą Trolli.

To była nasza ostatnia noc pod namiotem i jednocześnie najzimniejsza noc całej wyprawy.

W nocy temperatura spadła do zaledwie 7 stopni. Do tego padał drobny, wyjątkowo nieprzyjemny deszcz. Tym razem nikt już nie spał na śpiworze. Każdy był szczelnie zawinięty w swój jak w kokon i zastanawiał się, czy można założyć wszystkie ubrania z walizki jednocześnie, a potem jeszcze zmieścić się w środku.

Rano było około 11 stopni. Namiot był mokry od deszczu, ale przez całą podróż obowiązywała u nas żelazna zasada: nigdy nie składamy go mokrego.

Dlatego również tego poranka dokładnie wytarliśmy namiot do sucha przed schowaniem go do pokrowca. Jedna osoba trzymała tropik, druga wycierała, trzecia pilnowała, żeby materiału nie porwał wiatr, a czwarta pytała:

– Możemy już jechać?

Trochę wymarzliśmy, ale przynajmniej namiot trafił do samochodu suchy i gotowy na kolejną wyprawę.

Dzień 10 – Molde, Trondheim i profesjonalna ekipa namiotowa

Przez okolice Molde i Trondheim ruszyliśmy dalej w stronę Szwecji.

Po wielu nocach na campingach nasz prawie pięciometrowy namiot rozkładaliśmy już z prędkością światła.

Każdy znał swoje zadanie. Jedna osoba rozkładała tropik, druga wbijała śledzie, trzecia pompowała materace, a czwarta próbowała ustalić, gdzie tym razem schowaliśmy młotek.

Nie trzeba było wydawać poleceń. Działaliśmy jak profesjonalna ekipa techniczna podczas dużego festiwalu.

Tylko zamiast sceny powstawała nasza sypialnia.

Równie sprawnie przebiegało składanie. Najpierw dokładne wycieranie namiotu do sucha, później zwijanie, upychanie do pokrowca i tradycyjne zdziwienie, jak to możliwe, że rano zajmuje on dwa razy więcej miejsca niż poprzedniego wieczoru.

Dzień 11 – Åre i powrót do cywilizacji

W Åre nocowaliśmy w hotelu.

Po zimnej i deszczowej nocy za Drogą Trolli hotel wydawał się pałacem. Prawdziwe łóżko, ciepły prysznic, własna łazienka i najważniejsze: rano nie trzeba było niczego wycierać, suszyć, składać ani upychać w samochodzie.

Nawet zwykły hotelowy korytarz wydawał się wtedy wyjątkowo luksusowy.

Mogliśmy wysuszyć rzeczy, odpocząć i ponownie poczuć się jak ludzie, a nie objazdowa ekipa do spraw budowy i demontażu namiotu.

Dalej pojechaliśmy przez Östersund do Umeå. Norweskie fiordy zamieniliśmy na szwedzkie lasy, jeziora i długie drogi, na których większą szansę mieliśmy spotkać renifera niż korek.

Kolejne dni – odpoczynek u rodziny

W Umeå spędziliśmy kilka dni u rodziny.

Był to zupełnie inny rodzaj noclegu: bez meldowania się w hotelu, bez szukania numeru parceli i bez sprawdzania prognozy pogody przed rozłożeniem namiotu.

Nie trzeba było zastanawiać się, czy wieczorem zacznie padać ani gdzie rano wycierać tropik. Można było spokojnie zatrzymać się w jednym miejscu, odpocząć i opowiedzieć wszystkie historie z trasy.

Po tylu dniach codziennego pakowania samochodu możliwość nieruszania się przez chwilę była atrakcją samą w sobie.

Ostatnie dni – Sztokholm, statek Vasa i powrót do Polski

Na zakończenie dotarliśmy do Sztokholmu, gdzie zatrzymaliśmy się w hotelu.

Zwiedziliśmy miasto oraz Muzeum Vasa, w którym znajduje się niemal w całości zachowany XVII-wieczny okręt wydobyty z dna morza.

Statek zrobił ogromne wrażenie nawet na tych, którzy zwykle na hasło „muzeum” reagują nagłym zmęczeniem i pytaniem o najbliższą kawiarnię.

Po ostatniej nocy w hotelu ruszyliśmy do Nynäshamn, skąd wypłynęliśmy nocnym promem do Gdańska.

Ponownie spaliśmy w kajucie, więc wyprawa zakończyła się dokładnie tak, jak się rozpoczęła – noclegiem na morzu.

Różnica była taka, że na początku jechaliśmy wypoczęci, z czystymi ubraniami i starannie zapakowanym samochodem.

Wracaliśmy z tysiącami zdjęć, stertą rzeczy upchanych wszędzie, gdzie tylko się dało, oraz przekonaniem, że przeżyliśmy naprawdę wspaniałą skandynawską przygodę.

Podsumowanie wyprawy

Przez dwa tygodnie przejechaliśmy samochodem ponad 4500 kilometrów.

Były:

⛴️ dwa nocne promy i dwie noce w kajutach,
🏕️ campingi w Askim Strand, przy Kongeparken, w Saudzie, Myrkdalen, Innvik i przy Drodze Trolli,
🏨 hotele w Drammen, Åre i Sztokholmie,
🏡 kilka dni u rodziny w Umeå,
🚙 ekspresowa akcja fotograficzna przy Mieczach w Skale,
⛰️ trekking na Preikestolen,
⚔️ wioska wikingów z polskim akcentem,
🧊 lodowiec Bøyabreen,
🚤 rejs po Geirangerfjordzie,
💦 Siedem Sióstr, Zalotnik i niezliczone inne wodospady,
🛣️ Droga Orłów i Droga Trolli,
🌡️ temperatura od 27 stopni na początku wyjazdu do 7 stopni podczas ostatniej nocy pod namiotem,
☎️ sześć telefonów i cztery odwiedzone campingi podczas wielkiego poszukiwania noclegu,
📱 aplikacja Campio, która uratowała nas przed kolejnymi poszukiwaniami,
🏊 kąpiel w fiordzie na najlepszym według dziewczyn campingu,
☕ szwedzka fika z cynamonką wielkości talerza,
🍲 oraz mnóstwo obiadów ugotowanych na kuchence gazowej.

Skandynawia nauczyła nas kilku ważnych rzeczy:

✅ 100 kilometrów w Norwegii nie oznacza krótkiej przejażdżki.
✅ Camping, na którym „na pewno będzie miejsce”, może być pełny.
✅ Po jednej noclegowej katastrofie warto zainstalować Campio i zarezerwować kolejne noclegi wcześniej.
✅ Pogoda potrafi zmienić się szybciej niż nasze plany.
✅ Można rozpocząć podróż od spania na śpiworach przy 27 stopniach, a zakończyć namiotową część wyprawy zawiniętym w śpiwór przy 7 stopniach.
✅ Hotel po kilku nocach pod namiotem wydaje się pałacem.
✅ Najlepsza restauracja ma ławkę, kuchenkę gazową i widok na fiord.
✅ Namiot naprawdę można nauczyć się rozkładać z prędkością światła.
✅ Polaków można spotkać nawet w norweskiej wiosce wikingów.
✅ Cynamonka może być większa od obiadu.
✅ Po tygodniu w Norwegii „kolejny wodospad” nadal zachwyca, tylko czasami już z wnętrza samochodu.

Czy było intensywnie? Bardzo.

Czy czasami mieliśmy dość pakowania samochodu, rozbijania namiotu, wycierania tropiku i szukania noclegu? Oczywiście.

Czy pojechalibyśmy jeszcze raz?

Zdecydowanie tak. Tylko następnym razem najlepiej na trzy tygodnie… i może z grubszymi śpiworami. 😂❤️

Photos from Wyprawy małe i duże's post 09/06/2026

Góry Świętokrzyskie w 2 dni – praktyczny poradnik po najciekawszych miejscach

Jeżeli szukacie pomysłu na krótki wyjazd, podczas którego połączycie górskie wędrówki, historię, piękne widoki i ciekawe atrakcje, Góry Świętokrzyskie będą świetnym wyborem. My wybrałyśmy się tam na dwa dni i przeszłyśmy około 35 kilometrów szlaków, odwiedzając najważniejsze miejsca regionu.

Dzień 1 – pielgrzymkowym szlakiem św. Jakuba do Nowej Słupi

Większość turystów rozpoczynających wędrówkę ze Świętej Katarzyny kieruje się od razu na Łysicę. My postanowiłyśmy wybrać mniej oczywisty wariant i ruszyłyśmy szlakiem św. Jakuba w kierunku Nowej Słupi.

Trasa prowadzi przez lasy Świętokrzyskiego Parku Narodowego i w dużej części pokrywa się z niebieskim szlakiem. Jest to szlak o charakterze pielgrzymkowym, zdecydowanie mniej wymagający niż podejście na Łysicę. Przez większość czasu szłyśmy niemal płaskim terenem, dzięki czemu można było spokojnie podziwiać przyrodę i cieszyć się wędrówką bez większego wysiłku.

Po drodze mijałyśmy charakterystyczne świętokrzyskie lasy, liczne ścieżki edukacyjne oraz miejsca związane z historią regionu. To świetna propozycja dla osób, które lubią dłuższe spacery, ale niekoniecznie zależy im na ciągłym pokonywaniu przewyższeń.

Nowa Słupia i Karczma Mnicha

Po kilku godzinach marszu dotarłyśmy do Nowej Słupi. To niewielkie miasteczko jest jednym z najważniejszych punktów na mapie regionu i stanowi doskonałe miejsce na odpoczynek przed wejściem na Święty Krzyż.

Na obiad zatrzymałyśmy się w Karczmie Mnicha. To miejsce możemy polecić bez żadnych wątpliwości. Jedzenie było bardzo smaczne, porcje duże, a obsługa miła i sprawna. Po kilku godzinach na szlaku taki przystanek był idealnym momentem na regenerację sił.

Drogą Królewską na Święty Krzyż

Z Nowej Słupi ruszyłyśmy słynną Drogą Królewską prowadzącą na Święty Krzyż. Jest to historyczny trakt, którym od wieków podążali pielgrzymi odwiedzający klasztor na Łysej Górze.

Podejście nie należy do bardzo trudnych, ale po całym dniu marszu można je już odczuć w nogach. Nagrodą są jednak widoki oraz możliwość zwiedzenia jednego z najważniejszych miejsc w Górach Świętokrzyskich.

Na szczycie warto zarezerwować sobie więcej czasu. Oprócz zabytkowego klasztoru można zobaczyć gołoborza, pogańskie wały kultowe, grotę Matki Bożej oraz liczne ekspozycje związane z historią regionu. To miejsce, które zdecydowanie zasługuje na dłuższy pobyt niż tylko krótki postój podczas wędrówki.

Po zwiedzeniu zeszłyśmy do Huty Szklanej, gdzie zaplanowałyśmy nocleg i odpoczynek przed drugim dniem naszej świętokrzyskiej przygody.

_________

Praktyczna informacja – bilety do Świętokrzyskiego Parku Narodowego

Rozpoczynając wycieczkę w Świętej Katarzynie, należy pamiętać o zakupie biletów wstępu do Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Punkty sprzedaży znajdują się przy wejściach na szlaki, a bilety można również kupić online. Warto załatwić to od razu na początku wycieczki, aby później spokojnie cieszyć się wędrówką.

Huta Szklana i Osada Średniowieczna

Po zejściu ze Świętego Krzyża dotarłyśmy do Huty Szklanej, gdzie czekała na nas bardzo miła niespodzianka – Osada Średniowieczna.

To jedna z najciekawszych atrakcji regionu, a jednocześnie miejsce, o którym wiele osób nie wie podczas planowania wyjazdu. W osadzie można zobaczyć rekonstrukcje dawnych chat, warsztatów rzemieślniczych i poznać codzienne życie mieszkańców średniowiecznych Gór Świętokrzyskich. Całość została przygotowana w bardzo atrakcyjny sposób i pozwala dosłownie przenieść się w czasie.

Jeżeli nocujecie w Hucie Szklanej lub schodzicie ze Świętego Krzyża tą trasą, zdecydowanie warto zarezerwować dodatkową godzinę lub dwie na zwiedzanie. To atrakcja, którą z czystym sumieniem możemy polecić zarówno dorosłym, jak i rodzinom z dziećmi.

Po całym dniu marszu była to świetna okazja, żeby odpocząć od szlaku i poznać historię regionu w nieco inny sposób.

______

Dzień 2 – czerwonym szlakiem przez serce Gór Świętokrzyskich

Drugiego dnia poszłyśmy czerwobym szlakiem prowadzącym przez Świętokrzyski Park Narodowy.

Trasa prowadzi przez:

Hutę Szklaną,
Podlesie,
Kakonin,
Przełęcz św. Mikołaja,
Skałę Agaty,
Łysicę,
Świętą Katarzynę.

To jeden z najpiękniejszych odcinków Głównego Szlaku Świętokrzyskiego. Po drodze można podziwiać charakterystyczne dla regionu gołoborza, stare lasy jodłowo-bukowe oraz liczne punkty widokowe.

Szczególnie spodobały nam się okolice Kakonina oraz Skały Agaty, gdzie ruch turystyczny jest zdecydowanie mniejszy niż w rejonie Świętego Krzyża.

Chociaż pogoda nam nie dopisała, to wycieczka była wyśmienita.

Co warto zabrać?
minimum 2 litry wody na osobę,
wygodne buty trekkingowe,
kurtkę przeciwdeszczową,
gotówkę na bilety do atrakcji.

Co warto zobaczyć?

⭐ Łysica

⭐ Klasztor na Świętym Krzyżu

⭐ Gołoborza

⭐ Grota Matki Bożej

⭐ Osada Średniowieczna w Hucie Szklanej

⭐ Źródełko św. Franciszka

Czy warto odwiedzić Góry Świętokrzyskie?

Zdecydowanie tak.

Choć nie są to wysokie góry, oferują wyjątkowe połączenie przyrody, historii i kultury. Szlaki są dobrze oznakowane, a liczba atrakcji sprawia, że nawet podczas krótkiego weekendu trudno się nudzić.

Photos from Wyprawy małe i duże's post 21/03/2026

🇸🇰 Bratysława – city break, który naprawdę pozytywnie zaskakuje ✨

My zaczęliśmy zwiedzanie od UFO 🛸. To nietypowy punkt widokowy na miasto na moście SNP. Mieści się na 84m i wraz z restauracją stanowi obowiązkowy punkt zwiedzania.
Wieczorna panorama miasta z góry? Magia ✨ Dunaj, światła i spokojna atmosfera, która od razu wprowadza w klimat tego miejsca.

Kolejnym punktem była Brama Michalska 🏰 – jedyna zachowana średniowieczna brama miejska. To idealne wejście do świata starej Bratysławy.

➡️ Dalej: klimatyczne uliczki, pastelowe kamienice i…
😄 Čumil – najsłynniejszy „podglądacz”, który wywołuje uśmiech u każdego.

➡️ Rynek i ratusz 🏛️ – serce miasta, spokojne, eleganckie, bez tłumów
➡️ Brama Laurinská – ślad dawnych murów miejskich

💡 Ciekawostka: na starówce można znaleźć autentyczne ślady po kulach armatnich z czasów Napoleona!

⛪ Katedra i… bajkowy kontrast

Katedra św. Marcina 👑 to miejsce wyjątkowe – koronowano tu aż 19 władców Węgier.
Tak, Bratysława była kiedyś ich stolicą!

A chwilę później… totalna zmiana klimatu:
💙 Niebieski Kościół – wygląda jak z bajki i zachwyca detalami.

🏰 Na koniec – Zamek Bratysławski.
Widok na Dunaj i trzy kraje jednocześnie 🌍 robi ogromne wrażenie.

💡 Co ciekawe: przez ponad 100 lat zamek był ruiną po wielkim pożarze!

🗿 Mały bonus po drodze
Na jednej z ławek spotkaliśmy… Napoleona 😄
To pamiątka po wydarzeniach z 1809 roku, kiedy jego wojska zdobyły miasto.

🍽️ A jedzenie? Absolutny hit!

👉 bryndzové halušky – klasyka, którą trzeba spróbować
👉 Bratislavské rožky - z makiem i masą orzechową ☕
👉 kołacze – miękkie, słodkie, uzależniające
👉 i genialne lody 🍦

✨ Nasze wrażenia?

Bratysława to:
✔️ idealne tempo „slow city”
✔️ świetne miejsce na wyjazd z dziećmi 👨‍👩‍👧‍👧
✔️ połączenie historii, luzu i dobrego jedzenia

To nie jest miasto, które przytłacza.
To miasto, które… pozwala odpocząć ❤️ i chyba najskromniejsza stolica jaką widzieliśmy.

Byliście już w Bratysławie? Co Was najbardziej zaskoczyło?

Photos from Wyprawy małe i duże's post 19/01/2026

❄️ Zimowa wyprawa w Karkonosze – mróz, zamieć i buraczane policzki 😄

–18°C odczuwalne.
Ubrani jak cebulki 🧅, buzie wysmarowane kremem jak u małych narciarzy… a i tak czerwoni jak buraczki. Ale warto było KAŻDEGO odmrożonego policzka.

Wyruszyliśmy z Karpacza, spod Świątyni Wang, żółtym szlakiem w kierunku Pielgrzymów, a następnie do Słonecznika. Już od pierwszych metrów było bajkowo – ośnieżone świerki, skrzypiący śnieg pod butami i totalna cisza przerywana tylko wiatrem.

Co po drodze?
❄️ leśne odcinki jak z zimowej pocztówki
🪨 monumentalne formacje skalne Pielgrzymów
🏔️ piękne widoki na Śnieżkę
🌲 otwarte przestrzenie typowe dla karkonoskiego klimatu
Na górze przy Słoneczniku… widoczność ZERO 😅. Zamieć śnieżna zrobiła nam ekspresowy kurs „jak wygląda biała ściana”. Szybkie zdjęcie, łyk gorącej herbaty z termosu ☕ i ewakuacja w dół.
Kilka konkretów (ważnych!):
🟡 Szlak: żółty
📏 Długość trasy: ok. 10 km w obie strony
⏱️ Czas przejścia: niecałe 3 godziny (zimą!)
🐕 Można z psem – co w Karkonoszach nie jest oczywiste
🧊 Raczki: obowiązkowe zimą
🎫 Wstęp do Karkonoski Park Narodowy – bilet płatny 11 zł od osoby.

Mróz szczypał, wiatr testował charaktery, ale widoki i klimat wynagrodziły wszystko.
👉 Polecamy! Zimą, z głową, raczkami na butach i herbatą w termosie – Karkonosze są magiczne ❤️

Photos from Wyprawy małe i duże's post 24/08/2025

𝟯 𝙙𝙣𝙞 𝙬 𝘽𝙞𝙚𝙨𝙯𝙘𝙯𝙖𝙙𝙖𝙘𝙝 𝙩𝙤 𝙗𝙖𝙡𝙨𝙖𝙢 𝙙𝙡𝙖 𝙙𝙪𝙨𝙯𝙮...

Bieszczady to trochę inny świat – tu czas płynie wolniej, zasięg telefonu znika szybciej niż baton z kieszeni, a spotkanie z żubrem lub niedźwiedziem jest bardziej prawdopodobne niż złapanie Wi-Fi. 😉 Jeśli szukasz miejsca, gdzie można oderwać się od codziennego pędu, naładować baterie i przy okazji spalić kilka tysięcy kalorii wędrując po górach – to jest Twój kierunek!

Przygotowałam dla Ciebie relację z naszej trzydniowej wyprawy: szlaki, które pokonałyśmy (podczas babskiego wypadu), ciekawostki o miejscach, praktyczne wskazówki oraz małą garść humoru, bo w końcu góry to nie tylko pot i zakwasy, ale też przygoda, śmiech i zachwyty. 🚶‍♀️🌄

𝘿𝙯𝙞𝙚𝙣́ 𝟭: 𝙐𝙨𝙩𝙧𝙯𝙮𝙠𝙞 → 𝙒𝙤ł𝙤𝙨𝙖𝙩𝙚 → 𝙍𝙤𝙨𝙮𝙥𝙖𝙣𝙞𝙚𝙘 → 𝙃𝙖𝙡𝙞𝙘𝙯 → 𝙏𝙖𝙧𝙣𝙞𝙘𝙖 → 𝙎𝙯𝙚𝙧𝙤𝙠𝙞 𝙒𝙞𝙚𝙧𝙘𝙝 → 𝙐𝙨𝙩𝙧𝙯𝙮𝙠𝙞

Trasa: 24 km, ok. 7 h

Zostawiamy auto niczym skrzynkę z prowiantem — w Ustrzykach — i wsiadamy w busika niczym w wehikuł czasu do Wołosatego. Ruszamy leśną drogą (ok. 8 km), cofając się do epoki ciszy, aż do Przełęczy Bukowskiej, gdzie czeka wiata z ławkami — najlepszy biwak chwilowy na trasie! Stamtąd, idąc czerwonym szlakiem przez Rozsypaniec (1280 m) — nazwa wzięła się od rozsypanych głazów przypominających skalny zasyp — wkraczamy w widokową galerię natury.
Na Haliczu (1333 m) rozpościera się panorama przez cztery strony świata: widok na dolinę Sanu, Gorgany, Połoninę Równą, Pietrosul Rodnei, Caryńską... Miejsce jak żywcem ze znaczka pocztowego. Halicz, historycznie strategiczny punkt obserwacyjny w I wojnie światowej, zachwyca do dziś.
Potem przez Przełęcz Goprowską – tu kiedyś GOPR-owska strażnica – schodzimy do Tarnicy (1346 m), najwyższego szczytu polskich Bieszczad. Na szczycie stoi krzyż jubileuszowy z okazji pontyfikatu Jana Pawła II, a w pogodne dni dostrzeżesz Tatry, Gorgany i Karpaty Wschodnie.
Z Tarnicy schodzimy granią Szerokiego Wierchu (1315 m) z czterema kulminacjami, mijamy Tarniczkę, i wkraczamy leśnym tunelem do Ustrzyk. Taki widokowy rollercoaster w górach!

𝘿𝙯𝙞𝙚𝙣́ 𝟮: 𝘽𝙪𝙠𝙤𝙬𝙞𝙚𝙘 → 𝙕́𝙧𝙤́𝙙ł𝙖 𝙎𝙖𝙣𝙪 (𝙜𝙧𝙖𝙣𝙞𝙘𝙖 𝙐𝘼) → 𝘽𝙪𝙠𝙤𝙬𝙞𝙚𝙘

Trasa: ~22 km, ok. 5 h

Drugi dzień zaczynamy w Bukowcu — miejscu, gdzie czas się zatrzymał. Wsi już nie ma (były dwór, młyn, tartak – dziś tylko krzyże, cmentarze i 'Grób Hrabiny' – romantyczna mogiła Klary i Franciszka Stroińskich, czyli bieszczadzkich Romea i Julii).
Idziemy zielonym szlakiem przez 'Bieszczadzki Worek' – do niedawna niedostępny teren – aż do umownego źródła Sanu, które jest sympatyczną, leśną sadzawką z granicznym słupkiem i obeliskiem, gdzie można usiąść, napić się lodowatej wody i pomyśleć, że to początek wielkiej przygody — rzeka płynie aż do Wisły.
Czasem w oddali można usłyszeć pociąg na Przełęczy Użockiej, a zwój historii widzisz na ruinach Sianek i Beniowej – wiosek, które zniknęły z map. Magia i dzika nostalgia w jednym szlaku!

𝘿𝙯𝙞𝙚𝙣́ 𝟯: 𝙎𝙢𝙚𝙧𝙚𝙠 → 𝙋𝙤ł𝙤𝙣𝙞𝙣𝙖 𝙒𝙚𝙩𝙡𝙞𝙣́𝙨𝙠𝙖 → 𝘾𝙝𝙖𝙩𝙠𝙖 𝙋𝙪𝙘𝙝𝙖𝙩𝙠𝙖 → 𝘽𝙧𝙯𝙚𝙜𝙞 𝙂𝙤́𝙧𝙣𝙚

Trasa: ~15 km, ok. 5 h

Trzeci dzień zaczynamy jak w westernie — od Smereka (1222 m), skrajnego punktu połoniny, z legendarną 'Ścianą' (stromy mur skalny), gdzie stoi krzyż upamiętniający turystę porażonego piorunem (wiem, brzmi dramatycznie, ale to Bieszczady!) .
Smerek to widokowy bonusik – warto dopisać 20 min więcej dla panoramy!
Potem grzbietem Szarego Berda i Osadzkiego Wierchu (1253 m) — koniecznie zwróć uwagę na kolorowe chabry Kotschy’ego rosnące przy szlaku — docieramy do kultowej Chatki Puchatka (najwyżej położone schronisko w Bieszczadach). Nazwa pochodzi od porównania użytego przez żeglarza Teligę: "jak ta samotna Chatka Puchatka na połoninach" — magia słów i gór.
Z Chatki schodzimy do Brzegów Górnych.

Photos from Wyprawy małe i duże's post 20/08/2025

✈️ Gruzja z nami wariatami – nasza niezwykła podróż! 🇬🇪

Właśnie wróciliśmy z pełnej wrażeń, magicznej podróży po Gruzji i musimy się z Wami tym podzielić! 😍

Nasza przygoda rozpoczęła się lotem z Poznania do Kutaisi, gdzie na lotnisku czekał na nas nasz kierowca i przewodnik z ekipy GRUZJA Z NAMI WARIATAMI. Od pierwszej chwili wiedzieliśmy, że czeka nas coś wyjątkowego. 🚐

🕳️ Jaskinia Prometeusza

Pierwszym punktem naszej wyprawy była Jaskinia Prometeusza – jedno z najbardziej spektakularnych miejsc w całej Gruzji! 🌿
Gigantyczne stalaktyty, kolorowe podświetlenia i podziemne jeziora tworzą niesamowitą atmosferę. To miejsce pełne legend – według jednej z nich to właśnie tutaj przykuto Prometeusza. 🔗

🏛️ Katedra Bagrati – symbol Kutaisi

Następnie odwiedziliśmy Katedrę Bagrati – majestatyczną świątynię z XI wieku, wpisaną na listę UNESCO. To prawdziwy symbol historii Gruzji i jej duchowości. Z tarasu rozciąga się wspaniały widok na Kutaisi i okoliczne wzgórza.

Po pełnym wrażeń dniu udaliśmy się na odpoczynek do miejscowości Tskaltubo – dawnego „miasta sanatoriów”. To niesamowite miejsce, gdzie w czasach ZSRR wypoczywała elita, a dziś wiele ogromnych budynków stoi opuszczonych, tworząc klimat miasta-widma. 🏚️

🏔️ W stronę Swanetii – kraina wież i lodowców

Następnego dnia ruszyliśmy w stronę Swanetii – regionu, który absolutnie nas oczarował! Po drodze zatrzymaliśmy się w Ushguli – najwyżej położonej wiosce Europy (2200 m n.p.m.), wpisanej na listę UNESCO. Trudno opisać ten klimat – czas jakby się tu zatrzymał, a widoki są wręcz bajkowe. 🌄

Wieczorem dotarliśmy do Mestii, malowniczej stolicy Swanetii, gdzie czekał na nas zasłużony odpoczynek.

🧊 Lodowiec Chaladi i majestatyczna Szchara

Kolejny dzień rozpoczęliśmy trekkingiem do lodowca Chaladi. To niesamowite uczucie iść przez góry Kaukazu, a w tle podziwiać Szcharę – najwyższy szczyt Gruzji (5193 m). 🏔️

Potem wyruszyliśmy autem na wysokość 3000 m w stronę szczytu Tetnuldi, a w schronisku na 2700 m podziwialiśmy panoramę, która zapiera dech w piersiach. To był jeden z najbardziej magicznych momentów całej wyprawy. ✨

🌊 Zapora Enguri, kanion Martvili i droga do Tbilisi

Następnego dnia ruszyliśmy w kierunku Tbilisi, ale zanim dotarliśmy do stolicy, odwiedziliśmy kilka wyjątkowych miejsc:

Zapora Enguri – najwyższa w Gruzji, robi ogromne wrażenie!

Kanion Martvili – turkusowa woda, łodzie i niesamowite widoki – to obowiązkowy punkt każdej wycieczki. Udało nam się tutaj zaliczyć krótki rafting 🚣‍♀️

Po drodze zatrzymaliśmy się na nocleg, by zebrać siły na kolejne przygody.

🏛️ Gori, skalne miasto i święte miejsca

Kolejny dzień to podróż do Gori – miasta, w którym urodził się Józef Stalin. Zwiedziliśmy muzeum poświęcone jego życiu oraz rekonstrukcję domu, w którym dorastał.

Potem ruszyliśmy do Uplisciche – niezwykłego skalnego miasta z czasów starożytnej Gruzji. Na trasie odwiedziliśmy także Mcchetę – najstarszą stolicę kraju i jej przepiękną katedrę Sweti Cchoweli, wpisaną na listę UNESCO. To miejsce ma niesamowitą atmosferę i ogromne znaczenie dla Gruzinów.

Wieczór spędziliśmy w Tbilisi, spacerując po klimatycznych uliczkach i chłonąc atmosferę miasta. 🌃

🛣️ Gruzińska Droga Wojenna i Stepancminda

Kolejny dzień to podróż słynną Gruzińską Drogą Wojenną aż do Stepancmindy (dawniej Kazbegi), tuż przy granicy z Rosją. Po drodze zatrzymaliśmy się w kilku wyjątkowych miejscach:

Twierdza Ananuri – średniowieczny zamek nad malowniczym jeziorem

Kurort Gudauri – raj dla narciarzy i zimowa stolica bogatych Gruzinów ⛷️

Pomnik przyjaźni gruzińsko-rosyjskiej – imponujący, kolorowy łuk na tle gór

Klasztor Cminda Sameba – położony na wzgórzu, z którego rozciąga się wspaniały widok na Kazbek (5033 m) 🌄

Wieczorem wróciliśmy do Tbilisi, a na koniec wjechaliśmy kolejką na wzgórze z pomnikiem Matki Gruzji – to punkt widokowy, który koniecznie trzeba odwiedzić.

🏖️ Gruzińskie morze – Kobuleti

Ostatnie 3 dni spędziliśmy w kurorcie Kobuleti, drugim największym nadmorskim mieście Gruzji, tuż obok słynnego Batumi.
Morze Czarne w Gruzji jest kamieniste – bez specjalnych butów ani rusz! 🌊

Po drodze odwiedziliśmy jeszcze klasztor Jvari, skąd roztacza się przepiękny widok na Mcchetę.

🐄 Psy, krowy i gruzińska codzienność

Gruzja zachwyca nie tylko krajobrazami, ale też swoją… swobodą życia. 🐄🐕
Krowy, kozy, konie i świnie spacerują tu po drogach jak u siebie – nawet w górach! Wieczorem same wracają do swoich gospodarzy. Do tego spotkaliśmy mnóstwo bezpańskich psów – wszystkie przyjazne i zadbane. Gruzini dbają o nie, kastrując je i oznaczając kolczykiem w uchu.

🍷 Wrażenia po podróży

Gruzja zachwyca górskimi krajobrazami, pysznym jedzeniem, winem i gościnnością ludzi. 🥂
Ale nad morzem czas jakby zatrzymał się 20 lat temu – infrastruktura jest skromna, brakuje inwestycji… choć pewnie wkrótce się to zmieni, bo Gruzja stara się o wejście do Unii Europejskiej.

To była podróż pełna emocji, przygód i zachwytów.
Na pewno na długo zostanie w naszej pamięci ;)

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Poznan?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Telefon

Strona Internetowa

Adres


Poznan