28/08/2026
Bardzo mi się podoba jak Ewa piszę, gdzie zaszła dzięki hard work. I jeszcze bardziej jestem szczęśliwa, że odkrywa smart hard work - filozofię, którą tak promuję.
Wierzę, że obie te drogi są ważne i mają znaczenie w naszych biznesach. Jednak w związku z tym, że ja już byłam w hard work. Był moment, że byłam w tym szczęśliwa, ale do czasu.
Wybieram teraz smart hard work. I właśnie na tym chce budować biznes!
Muszę Ci to powiedzieć. Chcę być z Tobą szczera.
Czytam w komentarzach:
„Ewka, coś się zmieniło”.
„Masz inną energię”.
„To dopiero teraz jesteś szczęśliwa?”
„Skoro kiedyś pisałaś, że było pięknie, a dziś mówisz o przebudzeniu - to kiedy kłamałaś?”
Dziewczyny kochane…
Moje dzisiejsze szczęście nie oznacza, że moje wcześniejsze życie było kłamstwem.
Wtedy mówiłam prawdę.
Dzisiaj również ją mówię.
Tylko ja jestem już w innym miejscu.
Pracoholizm to poważna sprawa. A ja przez lata byłam obsesyjnie uzależniona od pracy. Nie od zarabiania pieniędzy. Ale od działania. Tworzenia. Osiągania. Bycia potrzebną. Od poczucia, że dopóki biegnę, moje życie ma sens.
Praca dawała mi satysfakcję, spełnienie i ogromne sukcesy. Dawała mi również złudzenie, że jestem szczęśliwa - nawet wtedy, gdy stopniowo odbierała mi wszystko, co nie było pracą.
Nie potrafiłam się zatrzymać. Co więcej - nie widziałam w tym niczego złego
(pracuję z mężem, więc po produkcjach, eventach i całych dniach spotkań wracałam do domu i zaczynałam drugą zmianę. O osiemnastej. Dziewiętnastej. Dwudziestej. Do dwudziestej trzeciej, a czasem do chwili, w której ktoś po prostu odcinał mi prąd).
Na wakacjach również pracowaliśmy. Bez przerwy. Nakręcaliśmy się wzajemnie, przekonani, że tak właśnie wygląda zaangażowanie, ambicja i wspólne budowanie przyszłości.
Mój telefon pokazywał 12, 14, czasem 16 godzin dziennie przed ekranem.
Nie. To nie było normalne.
Tak.. z tej obsesji narodził się ogromny sukces. Miliony osób skorzystały z mojej pracy i realnie zmieniły swoje życie. Jestem z tego dumna i nigdy tego nie unieważnię.
Nie wiem, czy bez tamtej determinacji osiągnęłabym tak spektakularny rezultat. Wiem jednak, że nie chcę umrzeć w pracy.
Chcę, żeby praca zapewniała mi piękne, godne i szczęśliwe życie.
Nie chcę już, żeby była całym moim życiem.
Bo praca skolonizowała każdy jego obszar. Zajęła czas, relacje, odpoczynek, ciało, głowę i zwyczajną beztroskę. Aż w końcu coś we mnie pękło.
Na początku tego roku powiedziałam sobie: ZMIENIAM SWOJE ŻYCIE.
Będę zaciekle walczyć o równowagę. Nauczę się odpoczywać bez poczucia winy. Będę przeżywać, a nie tylko realizować. Pozwolę sobie robić rzeczy, które nie prowadzą do żadnego wyniku, nie budują marki i nie dają się wpisać do Excela.
Ta decyzja ma swoją cenę. O niej opowiem innym razem - kiedy będę gotowa.
Dziś mogę powiedzieć tylko tyle: Miłość, fascynacja, oddanie i wszystkie chwile szczęścia, o których mówiłam wcześniej, były prawdziwe.
Tak samo prawdziwe są moje dzisiejsze przebudzenie, powrót do siebie i odzyskana beztroska.
Człowiek może być szczęśliwy na różnych etapach życia - a jednocześnie dojrzewać do zrozumienia, że coś, co kiedyś go karmiło, z czasem zaczęło go pożerać.
To nie jest kłamstwo.
To jest zmiana.
To jest życie.
Nie chcę pisać zawoalowanych treści ani udawać, że mam już odpowiedzi na wszystkie pytania.
Nie mam. Na ten moment wiem tylko, że w porę się opamiętałam. Że np nie zatrzymała mnie choroba, a zdrowy rozsądek.
Czuję się, jakbym wygrała nowe życie na loterii.
Jeżeli dojdę do kolejnych wniosków, podzielę się nimi z Wami.. tak jak zawsze.
Ale proszę, nie oczekujcie ode mnie, że będę publicznie opowiadać o wszystkim, zanim sama to zrozumiem. Szczerość nie oznacza rezygnacji z prywatności.
I jeszcze jedno.
Jeśli choć trochę mnie wspierasz, nie martw się o mnie.
Nie doszukuj się kłamstwa w tym, że dziś świecę inaczej.
Nie próbuj udowodnić mi, że skoro teraz jestem szczęśliwa, wcześniej musiałam być nieszczęśliwa.
Ciesz się razem ze mną.
Bo jestem szczęśliwa.
Kiedyś też byłam. Tylko cieszyły mnie inne rzeczy .. rzeczy, które przez pewien czas mnie budowały, a później zaczęły mnie zjadać, trawić i wypluwać.
Dziś uczę się budować swoje życie inaczej.
I pierwszy raz od bardzo dawna nie mam potrzeby robić tego szybciej ❤️