11/05/2026
Jaskiniowy Mental - Grzegorz Łyko pokonuje Las Vegas Parano VI.7+ !
Jaskinia Mamutowa to miejsce legendarne – dla jednych treningowy poligon, dla innych towarzyskie serce polskiej Jury. Rozmawiamy z Grzesiem o tym, jak wygląda proces pracy nad trudną drogą w tym specyficznym mikroświecie, o walce z własną głową podczas restów i o tym, dlaczego warto czasem zaryzykować spontaniczne wyjście w skały.
1. Opisz drogę w trzech słowach. Który fragment był cruxem?
Bulder-rest-bulder (no i na starcie jest dojście Deklaracją Nieśmiertelności, ale to fizycznie niewiele zmienia). Obiektywnie najcięższym miejscem jest pierwszy bald, którego wyceniają na coś między 8A a 8A+. Dla mnie jednak najtrudniejsze było wyrestowanie się i uspokojenie oddechu oraz głowy po pierwszej części, aby w ciągu zrobić drugi bald za około 7B.
2. Jak wygląda patentowanie tej drogi — bardziej siła, wytrzymałość czy mikrodetale?
Wszystko po trochu, aczkolwiek mikrodetale były kluczowe na górnym baldzie. Zmęczenie po pierwszym trudnym odcinku sprawiało, że bardzo ciężko było „zapleść” kciuka na specyficznym ścisko-podchwycie. Zawsze poświęcałem temu miejscu dużo uwagi, bo gdy tylko dawałem ten palec pół centymetra w lewo albo ustawiłem go zbyt płytko, dogięcie do poprawki stawało się trzy razy trudniejsze. Bardzo pomógł mi też patent Tymona z podhaczeniem palców w dziupli na górnym baldzie – dzięki temu dużo stabilniej sięgałem do kolejnego ruchu.
3. Gdzie miałeś najdłuższy rest i co działo się wtedy w głowie?
Są dwa takie miejsca, klasycznie przed każdym z bulderów. Przed pierwszym jest kolanko, na którym nie da się długo wisieć – to raczej chwila na strzepnięcie każdej z rąk. Podczas siedzenia w tym „modlitewniku” skupiałem się wyłącznie na tym, żeby za chwilę jak najprecyzyjniej zahaczyć piętę. To był dla mnie kluczowy aspekt tego odcinka.
Przed drugim baldem było zupełnie inaczej. Po zrobieniu tego obiektywnie cięższego fragmentu nagle wisisz w klamie, w mocno przewieszonej, jednostajnej płycie naszej ukochanej jaskini i zaczyna robić się ciekawie. We wszystkich wstawkach, w których dochodziłem tam w ciągu (było ich około sześciu), w mojej głowie zaczynała się seria pytań: „Czy starczy mi siły na drugi bald?”, „Czy nie jest za ciepło?”, „Czy nie spiąłem się za mocno na dole?”. A czasem wręcz: „Co ja tu właściwie robię?” (śmiech). Rest przed górą to w dużej mierze mental game. Podczas udanego przejścia czułem się nieco świeższy i dzięki temu udało mi się w pełni skoncentrować na celu – myślałem tylko o tym kciuku na ścisku. Łatwo jest wpaść w pułapkę myślenia: „dochodzę tutaj tylko po to, żeby zaraz spaść”. Każdy, kto walczył na swoim limicie, pewnie wie, o jakim uczuciu mówię.
4. Ile sesji zajęło Ci „poskładanie klocków” i kiedy poczułeś, że przejście jest realne?
Zrobienie tej drogi zajęło mi sporo czasu, myślę, że spokojnie wyszło około 20 sesji. Jednak poczucie, że jestem w stanie to przejść, przyszło dość szybko – już na drugiej lub trzeciej sesji. Wtedy pierwszy raz sięgnąłem z miejsca na pierwszym baldzie do krawądki, z której skacze się do dziupli.
5. Był moment, w którym chciałeś odpuścić temat? Co Cię zatrzymało przy projekcie?
Akurat z tą drogą nie miałem kryzysów. Ta linia strasznie mnie inspirowała. Wiadomo, zdarzały się gorsze dni albo presja na zrobienie życiówki, ale podsumowując cały ten proces – chyba nigdy wcześniej nie bawiłem się tak dobrze na żadnym projekcie.
6. Jak oceniasz klimat Jaskini Mamutowej — bardziej sportowy training camp czy towarzyski spot?
Mam nadzieję, że nie wywołam tym „gównoburzy”, ale dla mnie to ma trochę klimat nieprzekręcanego od dekady spraywallu, tyle że w skałach (śmiech).
7. Mamut to dalej miejsce „siłaczy”, czy dziś odnajdą się tam też techniczni wspinacze i dziewczyny mocno cisnące poziom?
Wiadomo, że jakiś próg siłowy trzeba przeskoczyć, ale patrząc na to, ile nowych patentów z haczeniem kolan się tam pojawiło, można śmiało powiedzieć, że techniką da się mocno „oszukać” wymagania fizyczne. Jeśli twoim atutem jest technika, zredukujesz zapas siły potrzebny do przejścia danej drogi. Ale właściwie tak jest wszędzie.
8. Jak łatwo złapać partnera na spontaniczny, szybki szpil pod Mamutem?
Cieszę się z tego pytania, bo dokładnie w dniu, w którym zrobiłem drogę, wszystko wskazywało na to, że nie będę miał z kim jechać. Napisałem do Dawida o 15:30, czy nie chce wieczornej sesji, a on odpisał mi zdjęciem Polnika (miejsce obok jaskini), pod którym właśnie był. To był fart, ale ogólnie nigdy nie miałem problemu, żeby kogoś tam spotkać na miejscu lub umówić się na ostatnią chwilę.
9. Masz ulubioną kombinację w Mamucie, czy raczej nie jarają Cię „doklejane” linie?
Znowu niewygodne pytania! Aktualnie nie planuję żadnej nowej kombinacji i nie mam ulubionej, ale patrząc na mój zeszłoroczny, dość kontrowersyjny wykaz dróg, skłamałbym mówiąc, że nie lubię doklejanych linii.
10. Gdybyś miał polecić jedną drogę w Mamutowej komuś ambitnemu, ale jeszcze nie kosmicznie mocnemu — co by to było?
Zależy, co rozumiemy przez „kosmicznie mocny”, ale mogę polecić zestaw klasyków na różnych poziomach:
VI.3: Wiadomo, klasyk nad klasykami – Boskie Buenos.
Okolice VI.5+: Animality albo Taniec Pająka.
Poziom VI.6+/7: Mechanika Pręta Cienkiego to naprawdę fajny wybór.
Wyżej: Las Vegas i każda kombinacja,
Dzięki za poświęcony czas. Życzymy dalszych kombinacji ;)