31/08/2026
Smutna historia.
Znikł stary pomost. Pojawiła się platforma. Pływająca. I zrobiło się niebezpiecznie. Platforma jest za wysoka. Z kajaków w ogóle nie da się korzystać - trzeba by do nich skakać z wysokości 62 centymetrów. Żaglówki wpływają pod pomost lub uderzają w betonowe pływaki. Żagle się prują bijąc w drewniane poszycie. Małe dzieci nie są w stanie ani wejść ani wyjść z żaglówek. Z dwóch stron wystają łańcuchy kotwiczne i w tych miejscach w ogóle nie da się dopłynąć. W świetle pomostu sterczą wystające poręcze. Kilka osób już uderzyło głowami.
Smutna historia.
Nie wiadomo co dalej. Urząd od miesięcy nie odpowiada na nasze emaile ani pisma. Nie wiemy czy ta inwestycja jest ukończona? Wiadomo, że to nie ich problem. Nie będą z niej korzystać, bo po pierwsze - nie da się, a po drugie - nie mają potrzeby. Nie konsultowali się, wydali miliony monet, koniec sprawy. Będą udowadniać, że wszystko jest dobrze, a potem się obrażą.
Smutna historia.
Koledzy żeglarze śmieją się - kto was tak skrzywdził? Podpowiadają, jak można by to poprawić, żeby się nikt nie uszkodził. Daremnie. Nic nie można. Jest okres gwarancyjny. Mamy betonowego kloca na środku klubu sportowego i musimy nauczyć się go omijać.
Smutna historia.
Stary pomost może i nie był specjalnie urodziwy. Ale działał. No, fakt, był trochę za mały. Podczas imprez ciężko było się pomieścić żaglówkom, morówkom, rowerom wodnym. Nowa platforma jest dwa razy mniejsza.
Smutna historia.