02/08/2026
Ta książka nie zaczyna się od odpowiedzi. Zaczyna się od pytań.
Od czego zaczyna się zdrowienie?
Nie od leczenia.
Od zrozumienia.
Pisząc „Ajurwedę na co dzień”, nie chciałam stworzyć kolejnego poradnika z gotowymi odpowiedziami.
Bo ajurweda od lat mówi coś bardzo prostego:
Nie istnieje jedna dieta dobra dla wszystkich. Nie istnieje jeden styl życia dobry dla wszystkich. Nie istnieje jedna recepta na zdrowie.
Najpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie:
Kim jestem?
Dlatego ogromną część książki poświęciłam diagnozie.
Przygotowałam 149 pytań, które prowadzą przez kolejne obszary naszego życia.
Budowę i wygląd ciała.
Puls.
Trawienie.
Łaknienie.
Ulubione smaki.
Sen.
Reakcję na pogodę.
Profil osobowości.
Objawy, które często ignorujemy.
Nie po to, żeby przykleić sobie etykietę.
Po to, żeby zacząć rozumieć własne ciało.
Bo dopiero wtedy zalecenia mają sens.
Przez ponad 30 lat własnej praktyki i prawie 20 lat uczenia jogi przekonałam się, że największe zmiany zaczynają się nie od kolejnego zakazu.
Zaczynają się od uważnego przyjrzenia się sobie.
Mam nadzieję, że właśnie tym będzie dla Was ta książka.
Nie tylko zbiorem wiedzy.
Ale narzędziem do poznania siebie🤍
30/07/2026
No i jest. 🤍
Mogę już powiedzieć to oficjalnie.
Moja nowa książka „Ajurweda na co dzień. Diagnoza i sztuka świadomego życia” właśnie trafiła do przedsprzedaży.
Patrzę dziś na te dwie książki obok siebie i myślę, że choć powstały w różnym czasie, mówią właściwie o tym samym.
O człowieku, który próbuje zrozumieć siebie.
„Ciało chore z emocji” było opowieścią o tym, że ciało nie żyje osobno od naszej historii. Że przeżywa razem z nami stres, napięcie, stratę, lęk i przeciążenie.
„Ajurweda na co dzień. Diagnoza i sztuka świadomego życia” idzie krok dalej.
Pyta:
skoro ciało i umysł przeżywają nasze życie razem - to jak właściwie żyć, żeby sobie nie szkodzić?
Nie chciałam napisać kolejnej książki o doszach, przyprawach i zestawie egzotycznych rytuałów.
Chciałam napisać książkę o sztuce świadomego życia.
O tym, jak rozpoznawać własne potrzeby.
Jak odzyskiwać rytm.
Jak jeść, spać, odpoczywać i pracować w sposób, który nas wspiera.
Jak zauważać wcześniej, że coś przestało nam służyć - zanim ciało będzie musiało powiedzieć to głośniej.
Jest w niej oczywiście ajurweda: jej filozofia, konstytucje, dosze, smaki, rytm dnia, pory roku, odżywianie, sen i wiele konkretnych zaleceń.
Ale dla mnie najważniejsze pytanie tej książki brzmi inaczej:
Czy sposób, w jaki żyję, jest naprawdę dobry dla człowieka, którym jestem?
Bo być może zdrowie nie zaczyna się od perfekcyjnej diety, suplementu ani kolejnej metody.
Być może zaczyna się w chwili, kiedy naprawdę zaczynamy siebie zauważać.
Ta książka powstawała przez lata - z wiedzy, praktyki, doświadczenia i z mojego własnego spotkania z ajurwedą.
Dlatego dzisiejszy dzień jest dla mnie ważny.
„Ajurweda na co dzień” jest już w przedsprzedaży w Empiku: https://bit.ly/ajurweda-na-co-dzien
Dziękuję Wydawnictwu Sensus wydawnictwo_sensus Wydawnictwo Sensus za zaufanie i za to, że ta książka może właśnie zaczynać swoją drogę do Was.
A ja przez najbliższe tygodnie będę Wam o niej sporo opowiadać. Nie tylko o samej książce.
Przede wszystkim o ajurwedzie, która może mieć sens również w zwyczajnym, współczesnym życiu.
Bo właśnie o takiej ajurwedzie jest ta książka.
29/07/2026
A gdyby na tydzień przestać od siebie tyle wymagać?
Nie naprawiać się.
Nie nadrabiać.
Nie próbować stać się lepszą wersją siebie.
Po prostu na kilka dni wyjechać.
Do miejsca otoczonego zielenią. Wstawać rano bez pośpiechu. Praktykować jogę, oddychać, medytować. Jeść wspólnie przy dużym stole. Spacerować. Rozmawiać. Albo milczeć, jeśli właśnie tego potrzeba.
Od lat organizuję wyjazdy z jogą i coraz bardziej widzę, że z wiekiem zmienia się to, czego szukamy.
Nie potrzebujemy już kolejnego zadania do wykonania.
Potrzebujemy czasem miejsca, w którym można odłożyć role, obowiązki i nieustanne „muszę”.
Dlatego moje wyjazdy nie są obozami sportowymi.
Joga jest ważna, ale jest częścią większej całości. Jest oddech, medytacja, praca z układem nerwowym, ajurweda, rozmowy o tym, jak żyjemy i co naprawdę nam służy. Jest natura. Dobre jedzenie. Ludzie. I dużo przestrzeni pomiędzy.
Nie trzeba być zaawansowaną w jodze.
Nie trzeba być rozciągniętą.
Nie trzeba niczego udowadniać.
Można przyjechać zmęczoną.
Można przyjechać w momencie, w którym coś w życiu się zmienia.
Można też przyjechać po prostu dlatego, że chce się przez kilka dni dobrze ze sobą pożyć.
I chyba właśnie to jest dla mnie coraz ważniejszą częścią tych wyjazdów.
Nie ucieczka od życia.
Powrót do niego trochę bliżej siebie.
🤍
8–14 sierpnia | Siódmy Las
Zostały ostatnie wolne miejsca - już tylko na ten turnus.
Jeśli czujesz, że ten tydzień może być dla Ciebie, napisz w komentarzu WYJAZD. Wyślę Ci program, cenę i wszystkie szczegóły.
26/07/2026
„There is a crack in everything. That's how the light gets in.”
„We wszystkim jest szczelina. Tędy wpada światło.”
– Leonard Cohen
Największe „życiowe pęknięcia” mogą stać się miejscem, przez które wchodzi do nas światło.
Człowiekowi wydaje się, że ma wpływ na swoje życie do momentu, kiedy przestaje mieć wpływ na własne ciało.
Wtedy pojawia się bezradność.
Być może właśnie ona jest jednym z najtrudniejszych doświadczeń choroby.
Pamiętam ową bezradność do dziś.
To pytanie słyszę od lat.
Dlaczego ajurweda?
Dlaczego starożytna medycyna indyjska? Dlaczego poświęciłam jej tyle lat życia?
Prawda jest jednak taka, że nie szukałam ajurwedy.
Szukałam zdrowia.
Był w moim życiu czas, kiedy ciężka choroba odebrała mi niemal wszystko, co dawało mi poczucie bezpieczeństwa.
Nie szukałam wtedy cudu ani obietnicy szybkiego uzdrowienia. Chciałam jedynie uwierzyć, że jeszcze coś mogę.
Że nie wszystko zostało już przesądzone.
I wtedy pojawiła się ajurweda.
Nie dała mi od razu zdrowia.
Dała mi coś ważniejszego.
Dała mi poczucie sprawstwa.
Pokazała mi, że każdego dnia podejmuję dziesiątki małych decyzji, które albo mnie budują, albo powoli niszczą.
Że zdrowie nie zaczyna się w gabinecie lekarskim ani w aptece.
Zaczyna się znacznie wcześniej – w naszej codzienności.
W tym, jak śpimy, oddychamy, jemy, myślimy i jak traktujemy samych siebie.
Przez wiele lat myślałam, że ajurweda jest przede wszystkim o jedzeniu, przyprawach i rytuałach.
Dziś wiem, że nie one są tu najważniejsze.
Najważniejsza jest świadomość.
To ona każe nam zatrzymać się i zapytać:
Kim jestem?
Dokąd zmierzam?
Co mnie buduje?
Co mnie osłabia?
Co mi służy, a co odbiera zdrowie i spokój?
Czy sposób, w jaki żyję, prowadzi mnie tam, dokąd naprawdę chcę dojść?
Ajurweda nauczyła mnie także pokory.
Tego, że życie nie zmienia się od wielkich postanowień.
Najczęściej zmieniają je małe kroki wykonywane przez długi czas.
Czasem stawiane z oporem. Czasem ze zwątpieniem.
Ale zawsze w dobrym kierunku.
Nie było więc fanfar ani spektakularnych zwrotów akcji. Była codzienność.
Trochę lepszy sen.
Trochę więcej siły.
Trochę więcej spokoju.
Trochę więcej życia.
Myślę, że największym darem, jaki otrzymałam od ajurwedy, nie było nawet odzyskanie zdrowia.
Było nim odzyskanie wiary, że mam wpływ.
Że życie nie wydarza mi się wyłącznie z zewnątrz.
Że mogę współtworzyć jego kierunek.
I chyba właśnie dlatego od tylu lat tak bliskie jest mi zdanie Anthony'ego de Mello:
„To, co sobie uświadamiasz, to kontrolujesz. To, czego sobie nie uświadamiasz, kontroluje Ciebie.”
Dziś powiedziałabym jeszcze prościej.
Zdrowie zaczyna się od świadomości.
Reszta jest konsekwencją.
24/07/2026
Ciało nie zawsze prosi o odpoczynek zmęczeniem.
Czasem prosi rozdrażnieniem. Bezsennością. Brakiem cierpliwości.
Tym, że coraz trudniej nam usiedzieć w ciszy.
Tym, że wszystko staje się trochę za bardzo.
Bywa, że od bardzo dawna funkcjonujemy poprawnie, ale nie pamiętamy już, jak to jest czuć się naprawdę dobrze.
Za trzy tygodnie rozpoczynamy sierpniowy wyjazd regeneracyjny w Siódmym Lesie.
Tydzień jogi, oddechu, medytacji, ajurwedy i natury.
Zostało jeszcze kilka wolnych miejsc.
Jeśli czujesz, że to może być dobry czas dla Ciebie – napisz do mnie wiadomość. Prześlę program wyjazdu.
23/07/2026
Dlaczego objawy często pojawiają się dopiero wtedy, gdy wszystko się uspokaja?
To jedna z najbardziej zaskakujących rzeczy, które obserwuję od lat.
Bardzo często nie chorujemy wtedy, kiedy jest najtrudniej.
Chorujemy wtedy, kiedy wreszcie możemy.
Brzmi paradoksalnie, ale właśnie tak często działa nasz organizm.
Przez wiele miesięcy, a czasem lat, jesteśmy niezwykle dzielni. Opiekujemy się bliskimi. Budujemy firmę. Przechodzimy przez rozwód. Walczymy o zdrowie swoje lub kogoś, kogo kochamy. Robimy wszystko, co trzeba zrobić.
I jakoś dajemy radę.
Wstajemy rano. Pracujemy. Podejmujemy decyzje. Załatwiamy kolejne sprawy.
A potem sytuacja się kończy.
Dzieci dorastają. Kryzys mija. Obowiązków jest mniej. Pojawia się upragniony urlop.
I właśnie wtedy zaczyna się bezsenność. Zmęczenie. Bóle ciała. Kołatanie serca. Lęk. Obniżony nastrój.
„Przecież teraz wszystko jest już dobrze” – słyszę bardzo często.
Nie zawsze.
Często dopiero teraz organizm przestaje walczyć o przetrwanie.
Układ nerwowy przez długi czas potrafi utrzymywać nas w stanie mobilizacji. Pomaga nam przeżyć to, co wydaje się niemożliwe do przeżycia. Pomaga działać wtedy, kiedy nie ma przestrzeni na odpoczynek.
Ale za tę niezwykłą zdolność adaptacji czasem płacimy później.
Dopiero kiedy zagrożenie mija, ciało zaczyna rozliczać rachunek.
Jakby mówiło:
"Dobrze. Już jesteś bezpieczna. Teraz możemy się tym zająć."
Dlatego objawy nie zawsze pojawiają się w samym środku kryzysu. Bardzo często pojawiają się dopiero po nim.
Nie dlatego, że jesteśmy słabi.
Ale dlatego, że jesteśmy ludźmi.
Psychosomatyka nie jest opowieścią o tym, że emocje tworzą choroby. Jest opowieścią o tym, że ciało i psychika przeżywają życie razem.
I że czasem potrzebują więcej czasu, niż nam się wydaje, aby wrócić do równowagi. 🤍