02/09/2026
To nie jest tylko stare zdjęcie. To fragment historii „Józka” i człowieka, który przez lata był z nim mocno związany.
Fotografię otrzymaliśmy od pana Bogdana Siłki. Jego ojciec, kpt. Wojciech Siłka, w 1959 roku poprowadził swój pierwszy kapitański rejs właśnie na s/y „Joseph Conrad”. W latach 60. często dowodził „Józkiem”, prowadząc liczne rejsy po Bałtyku. Jak wspomina pan Bogdan, był również opiekunem jachtu.
Wojciech Siłka był cenionym instruktorem i egzaminatorem żeglarskim oraz współautorem podręcznika „Astronawigacja żeglarska”.
A co przedstawia zdjęcie? Podpis brzmi: „Dewiator przeprowadza kompensację kompasu sterowego”. Widzimy więc precyzyjne korygowanie wpływu stalowego kadłuba i wyposażenia jachtu na wskazania kompasu. Najprawdopodobniej Gdynia, lato 1958 roku.
Jeżeli nasze przypuszczenia są prawidłowe, patrzymy na jedne z ostatnich przygotowań „Josepha Conrada” przed rejsem, który miał prowadzić do Jamestown w Stanach Zjednoczonych. Wyprawa potoczyła się inaczej, niż planowano, i zakończyła się w Casablance, ale to właśnie wtedy jacht jako pierwszy polski jacht po wojnie pojawił się na Atlantyku.
Czy ktoś rozpoznaje osoby widoczne na fotografiach albo pamięta rejsy z kapitanem Wojciechem Siłką? ⛵
21/08/2026
Skoro „Joseph Conrad” nie mógł jeszcze popłynąć na Baltic Sail, postanowiliśmy sprawić, żeby Baltic Sail przepłynął obok niego. 🙂
Na burcie jachtu zawisł baner, który ma przypominać przepływającym załogom i pasażerom, że przy Twierdzy Wisłoujście czeka na odbudowę ważny fragment historii polskiego żeglarstwa.
Liczymy, że ktoś spojrzy, zainteresuje się jego historią, odwiedzi JosephConrad.pl, a może również pomoże nam przywrócić pierwszy polski jacht oceaniczny do żeglugi.
Jeśli widzieliście „Conrada” z pokładu podczas Baltic Sail, koniecznie dajcie znać w komentarzu!
19/08/2026
Wielkanoc na środku morza. I helikopter dwa dni przed metą.
Droga powrotna trwała ponad dwa miesiące.
Kiedy skończył się chleb, ziemniaki i masło, na jachcie wybuchł szał pieczenia. Pierwsze próby odbywały się w szybkowarze, na specjalnie skonstruowanym ruszcie z butli gazowej. Potem odkryto piekarnik w kuchence naftowej.
Wielkanoc 1986 na środku Morza Śródziemnego. Cztery rodzaje ciast. Czytanie Pisma Świętego. Dzielenie się jajkiem. Uroczyste śniadanie trwające do wieczora.
Nie w gronie rodzinnym. Ale bardzo uroczyście.
Dwa dni przed Gdynią jednego z załogantów dopadł ostry wyrostek robaczkowy. Sprawna akcja zakończyła się ewakuacją helikopterem prosto z pokładu.
„Joseph Conrad” dopłynął do Gdyni 4 czerwca 1986 roku. Sam.
Przez blisko dziewięć miesięcy nie zawiódł ani razu.
17/08/2026
Pływałem
Pogoria spędziła tydzień na „kuracji odmładzającej” w stoczni Remontowa w Gdańsku. Kadłub został oczyszczony i pomalowany - tak prezentował się tuż przed powrotem do wody. We wtorek w samo południe żaglowiec wychodzi z Gdyni w kolejny rejs.
Fot. Rafał Komperda / STS Pogoria
17/08/2026
Kto pracował we wnętrzu Conrada, ten wie, że czasami największą ulgę przynoszą najmniejsze zmiany.
Od początku obijałem nogi o pozostałości starych podstaw stołów. Strasznie mnie irytowały, dlatego obiecałem sobie, że w końcu je wytnę. Dzisiaj dopiąłem swego.
Jak widać na zdjęciach, elementy były już mocno skorodowane i właściwie do niczego się nie nadawały. Teraz zniknęły, a we wnętrzu zrobiło się bezpieczniej i wygodniej.
Niewielka praca w skali całego remontu, ale duża różnica dla każdego, kto porusza się po pokładzie. Kolejny punkt z listy wykonany.
12/08/2026
Żółwie, mureny i rafa, której nie zapomnisz. Morze Czerwone od środka.
Z każdym dniem nurkowie stawali się coraz bardziej wybredni.
Na początku zachwycało wszystko. Potem zaczęła się licytacja kto widział coś większego, głębszego, bardziej niezwykłego.
Jeden z żółwi posłużył za podwodny skuter. Każdy zrobił sobie rundę, trzymając się jego skorupy.
Przy Ras Muhamad najwspanialszym miejscu nurkowym na Morzu Czerwonym zeszli pod wodę mimo silnego wiatru i wzburzonego morza.
Ogromne słupy skalne porośnięte koralami. Stada kolorowych ryb tańczące w rytm fal. Tylko 40 minut pod wodą.
Ale wszyscy zgodnie: najpiękniejsze miejsce całej wyprawy.
A Józek kołysał się na kotwicy i czekał, aż wrócą. Tak wyglądało życie na pokładzie legendarnego polskiego jachtu oceanicznego.
Chcesz, żeby takie rejsy były możliwe znowu?
Pomóż uratować s/y „Joseph Conrad”:
https://zrzutka.pl/pierwszy-polski-jacht-oceaniczny-ocalmy-joseph-a-conrad-a
05/08/2026
16 lutego 1986. Pierwsze nurkowanie na Morzu Czerwonym.
Po ponad roku przygotoń, 7 000 mil morskich za rufą i tygodniu pokonywania egipskiej biurokracji — wreszcie.
16 lutego 1986 roku załoga s/y „Joseph Conrad” zeszła pod wodę na Morzu Czerwonym.
Pierwsza wyspa trochę rozczarowała rafa płytka, do dwóch metrów. Ale drugiego dnia popłynęli pontonem bez silnika, żeby oszczędzić paliwo przez 2,5 godziny do sąsiedniej wyspy.
T
o, co zobaczyli, przeszło oczekiwania. Rafa, na której wyglądało, że nikt wcześniej nie nurkował. Żadnego śladu, żadnej oznaki.
Wrócili o zmierzchu. Ze złamanym wiosłem, holując ponton wpław.
Szczęśliwi jak dzieci.
„Joseph Conrad” stał wtedy na kotwicy i czekał. To był jego rodzaj udziału w tej przygodzie.
Dziś czeka znowu. Tym razem na remont, który pozwoli mu opowiedzieć kolejne historie.
Daj „Józkowi” szansę na kolejne rejsy.
Wesprzyj zbiórkę:
https://zrzutka.pl/pierwszy-polski-jacht-oceaniczny-ocalmy-joseph-a-conrad-a