06/08/2026
28.07.2026 ❤️
To był drugi najpiękniejszy, ale jednocześnie najtrudniejszy dzień mojego życia.
Narodziny każdego z moich dzieci są najpiękniejszymi chwilami, jakie przeżyłam. Ten dzień przyniósł mi mojego synka, ale jednocześnie na zawsze pozostanie w mojej pamięci jako największa trauma, jakiej kiedykolwiek doświadczyłam.
Poród zaczął się od zwykłych skurczów, które z każdą godziną stawały się coraz silniejsze. Gdy rozwarcie osiągnęło około 5 cm, dostałam znieczulenie zewnątrzoponowe. Dzięki niemu udało mi się dojść do około 8 cm rozwarcia.
Niestety po pewnym czasie znieczulenie przestało działać. Zaczęły się bardzo silne skurcze parte i nie było już możliwości podania kolejnej dawki. Czułam, że moje ciało nie wytrzyma ani chwili dłużej.
Najgorsze miało jednak dopiero nadejść…
Mój synek utknął główką i przez długi czas nic się nie zmieniało. Każda minuta wydawała się wiecznością. Krzyczałam z bólu, płakałam i nie miałam już siły. Położne podczas skurczów odrywały szyjkę, która nie chciała puścić. To był ból, którego nie da się opisać słowami.
Nagle usłyszałam, że tętno mojego synka zaczyna spadać. W jednej chwili na sali zapanowała panika. Lekarze zaczęli wydawać sobie polecenia, wszyscy biegali. W tamtym momencie przestałam bać się o siebie. Liczyło się tylko jedno – żeby mój synek przeżył.
Zapadła natychmiastowa decyzja o cesarskim cięciu.
Skurcze nadal trwały, a wokół mnie panował chaos. Założono mi cewnik, a wenflon próbowano założyć aż sześć razy, bo pot dosłownie lał się ze mnie jak z prysznica i wszystko od razu się odklejało. Czułam, że z każdą sekundą wszyscy coraz bardziej się spieszą, a ja coraz bardziej się bałam.
Na sali było coraz więcej lekarzy. Mój partner był przerażony. Pani, która robiła nam zdjęcia z porodu, w pośpiechu zdejmowała mi kolczyki i łańcuszek. Mój partner później powiedział, że był przekonany, iż Bóg zabiera jednocześnie mnie i Colinka. Nigdy nie zapomnę strachu, który miał wtedy w oczach.
Potem zabrano mnie na salę operacyjną.
Prawie nic z tego nie pamiętam. Miałam zaciśnięte oczy. Wyłam, krzyczałam i płakałam. Pamiętam tylko, że przerzucano mnie z łóżka na łóżko, a wokół mnie wszyscy biegali. Bałam się tak bardzo, jak nigdy wcześniej. Nie wiedziałam, czy za chwilę usłyszę płacz mojego dziecka i czy sama zdołam przeżyć.
Kiedy podano kolejne znieczulenie, poczułam ulgę.
I wtedy wydarzył się jeden z najpiękniejszych momentów mojego życia.
Po chwili usłyszałam ten najpiękniejszy dźwięk – płacz mojego synka. W jednej sekundzie cały strach, ból i panika przestały mieć znaczenie. Chwilę później zobaczyłam mojego Colinka i zakochałam się w nim od pierwszego spojrzenia. Liczyło się już tylko to, że był cały i zdrowy.
Po operacji przez około trzy godziny trzęsłam się tak mocno, że nie mogłam nic powiedzieć. Dostawałam morfinę, a kiedy wszystko zaczęło ustępować, mogłam w końcu wziąć mojego synka w ramiona.
Do dziś wracam myślami do tamtego dnia. Nadal czasem mam łzy w oczach, kiedy o nim myślę. To była największa trauma mojego życia.
Ale patrząc dziś na Colinka wiem, że przeszłabym przez to wszystko jeszcze raz, gdybym tylko miała pewność, że zakończy się tak samo.
Dziękuję Bogu, że czuwał nad nami i pozwolił mi przytulić mojego synka. ❤️
Dziś jestem mamą dwojga cudownych dzieci – Amelki i Colinka. To Wy jesteście całym moim światem, moim największym szczęściem i miłością.
Kocham Was nad życie. ❤️
20/12/2025
04/12/2025