Projekt Maraton Europa plus

Projekt Maraton Europa plus

Partager

Projekt ma na celu pokonanie maratonu w każdym kraju Europy... i nie tylko. Dotychczas 63 maratony (w tym 41 zagranicznych) w 37 krajach.

Ambasador marki 4fizjo (10% zniżki na hasło/kod rabatowy: projektmaraton).

Photos from Projekt Maraton Europa plus's post 01/09/2026

I znów szukanie formy w górach...😉
Tym razem w Bieszczadach😁⛰️

23/08/2026

Przełajowy Maraton Wigry pokonany w czasie 3:54:28 (28/226) 🙂💪
Oj działo się na tych zawodach, oj działo... 😱😜
Ale o szczegółach i przebiegu tych zawodów za jakiś czas w mojej relacji... 😉

Photos from Projekt Maraton Europa plus's post 21/08/2026

Jutro o 9:30 startuję w Maraton Wigry🏃‍♂️🏃‍♂️🏃‍♂️🏃‍♂️
Trzymajcie kciuki 🤞😉
I zapraszam do typowania mojego wyniku we wcześniejszym poście 😁

20/08/2026

W najbliższą sobotę, tj. 22.08.2026r. o godz. 9:30 wystartuję w Maraton Wigry🙂
W związku z tym zapraszam do udziału w konkursie na typowanie mojego wyniku🙂
Osoba, która najtrafniej wytypuje mój czas netto otrzyma pakiet nagród jak na zdjęciu:
* butelka turystyczna,
* kubek turystyczny,
* piłka i wałek do masażu,
* worek sportowy,
* vinenset,
* koszulka sportowa,
* opaska sportowa,
* smycz na klucze.
Typować można do mojego sobotniego startu, do godz. 9:30 ⌚
W sytuacji, kiedy dwie lub więcej osób wytypuje taki sam, trafny rezultat, wygrywa osoba, która zamieści odpowiedź jako pierwsza.
Nagrody wysyłam tylko na terenie Polski.
Powodzenia i miłej zabawy!!! 🙂
Fikcyjne konta stworzone do brania udziału w konkursach internetowych nie będą brane pod uwagę przy rozstrzygnięciu konkursu m.in. konta nie posiadające (lub posiadające bardzo małą ilość) znajomych lub obserwatorów (ocena w/w należy do organizatora konkursu).
Warunkiem udziału w konkursie jest obserwowanie i polubienie mojego profilu 😉
P.S. Weźcie pod uwagę, że to raczej maraton przełajowy 😉

Photos from Projekt Maraton Europa plus's post 17/08/2026

Szukanie formy w Tatrach Słowackich... 😉💪

Photos from Projekt Maraton Europa plus's post 08/08/2026

Jest sobota, jest parkrun 😉🏃‍♂️

04/08/2026

Moje maratońskie, spontaniczne wyzwanie na sierpień to Maraton Wigry 😁🏃‍♂️

24/07/2026

Jutro pobiegnę w 35.Biegu Powstania Warszawskiego 🏃‍♂️
Jeszcze się zastanawiam czy to będzie szybkie bieganie, czy raczej bardziej udział i forma treningu 🤔😉
Pewnie część z Was tam spotkam 😁
Z kim przybiję piątkę? 🙂

Photos from Projekt Maraton Europa plus's post 15/07/2026

Od dzisiaj można rejestrować swoje wyniki w European Marathon Classics 🙂
Ja już to zrobiłem i tym samym zdobyłem tytuł: "European Marathon Classics Finisher" 😁💪🏃‍♂️
🇵🇱🇩🇰🇮🇹🇦🇹🇵🇹

Photos from Projekt Maraton Europa plus's post 14/07/2026

Relacja z Małopolskiej Setki w ramach Małopolskie Biegi Górskie - Dwa Beskidy

Nadeszło lato, więc przyszła pora na moją coroczną odskocznię od biegów asfaltowych w postaci górskiego ultra 😉
Tym razem padło na Małopolską Setkę w ramach festiwalu biegowego „Małopolskie Biegi Górskie – Dwa Beskidy”.
Oprócz „setki” w festiwalowy weekend odbyły się jeszcze starty na innych dystansach: 60 km („Aria
Kiepury”), 43 km („Powrót Nikifora”), 20 km („Słotwiny Arena”), 10 km, 5 km, a także „Towarzyski Marsz Seniora” na 1 km oraz kilka biegów dla dzieci.
Z nazwą „Małopolska Setka” to trochę dziwna sprawa, bo w nazwie jest „setka”, organizatorzy podawali, że dystans, to 105 km, na szarfie od
medalu są 103 km, a na GPS wyszło mi 107 km… O ile dystans podany przez organizatorów mógł się rozmijać z moim, podanym przez GPS, to nie wiem skąd się wziął ten na szarfie… 😉
Ale to nic, gorzej by było, gdyby okazało się, że dystans nie przekroczył 100 km. Zazwyczaj w biegach górskich jest tak, że zaokrągla się dystans do 100 km, a wychodzi więcej.
Do Krynicy Zdrój dotarłem w czwartek wieczorem, bo stwierdziłem, że odpocznę sobie i nabiorę sił na zawody. Jak się okazało upał, jaki panował na zewnątrz, ale także w moim wynajmowanym pokoju na poddaszu był taki, że z dobrego spania i ogólnego odpoczynku nic nie wyszło, a na start Małopolskiej Setki stawiłem się po 2 prawie nieprzespanych nocach….
Moje zawody rozpoczynały się w sobotę o godz. 3:00, więc o tej porze na szczęście temperatura była przyzwoita, czyli pewnie coś pomiędzy 15,
a 20 stopni.
Na starcie stawiło się 86 osób pełnych optymizmu i nadziei na to, że siły nie opuszczą, a pogoda pozwoli jakoś przetrwać ten dystans.
Niestety nie wszystkim tego dnia było dane przekroczyć metę… 🤷
Jak napisali organizatorzy na swojej stronie internetowej: „na dobry początek czeka was 20-kilometrowa rozbiegówka po Beskidzie Sądeckim”.
„Rozbiegówka” ta, ze względu na dobrą temperaturę i zasób sił, jakie każdy miał na starcie była nawet przyjemna i szybka, a wizyta na wieży
widokowej Słotwiny, która była obowiązkowym punktem kontrolnym na trasie okazała się bardzo zjawiskowa ze względu na rozpoczynający się wschód słońca.
Na 11 kilometrze punkt kontrolny i odżywczy na Jaworzynie Krynickiej, a stamtąd w kierunku Krynicy Zdrój, gdzie kolejny punkt kontrolno-żywieniowy znajdował się w miejscu startu. Był to 21 kilometr zawodów. Dotarłem tam po 3 godzinach biegu, w momencie kiedy startowali zawodnicy dystansu na 60 km. Po ok. 5 minutowym postoju i uzupełnieniu płynów ruszyłem dalej. A dalej kolejna wspinaczka na
krynicką Górę Parkową i dalsze bieganie już po Beskidzie Niskim.
Na 34 kilometrze kolejny punkt odżywczy (Końska Dolina) z możliwością schłodzenia się zimną wodą. Zaznaczyć trzeba, że fajna i przyjemna
temperatura do biegania skończyła się i zaczęła się walka z upałem oraz mocno przygrzewającym słońcem. O ile bieg w lesie pozwalał uniknął
słońca, to niezacienione odcinki trasy przecinające łąki i pola oraz te prowadzące na skraju lasu (a takich było sporo) od razu odcinały energię.
Z w/w punku odżywczego trasa prowadziła na Lackową, gdzie podczas wspinaczki na nią uda i łydy zapłonęły żywym ogniem…
Od tego czasu zacząłem mocno odczuwać zmęczenie oraz upał. Poza tym zacząłem być po prostu głodny, bo ile można jeść owoców i słodyczy… 😉
Odcinek pomiędzy 40, a 50 km był chyba dla mnie najgorszym i najtrudniejszym momentem na tych zawodach. Organizm musiał przestawić
się na tryb „UPAŁ”… Na szczęście na 50 kilometrze na Przełęczy Wysowskiej był kolejny punkt odżywczy, gdzie zrobiłem sobie ponad 20
minutową przerwę, a także zjadłem serwowaną tam zupę pomidorową. Był tam również przepak, na którym miałem zapasowe ubranie i buty, gdyby coś było nie tak, z tymi, które miałem na sobie. Bo muszę się przyznać, że biegłem w butach nie sprawdzonych na długich dystansach, a jedynie na nadwiślańskiej szutrówce w Warszawie… Ale dawały radę 😊
Na półmetku tych zawodów, wiedziałem już, że mogę zapomnieć o jakimś przyzwoitym czasie, a jedynym wyczynem, jaki należy dzisiaj zrealizować, to zmieszczenie się w limicie czasowym, który wynosił 21 godzin…
Oznaczało to, że do mety muszę dotrzeć do północy.
Po tej długiej przerwie i zjedzonej zupie ruszyłem dalej i muszę przyznać, że czułem się już dużo lepiej. Kolejny punkt odżywczy za 13 kilometrów w Zdyni. Był to najdalej położony od start/meta punkt tych zawodów. Dalej będzie już tylko bliżej mety… 😉
Tam skosztowałem też zupy, tym razem ogórkowej oraz schłodziłem lodowatą wodą głowę. Wiedziałem, że na tym odcinku czeka mnie podejście na Rotundę oraz na Kozie Żebro. To ostatnie znałem doskonale z innych zawodów, w których w przeszłości brałem udział i wiedziałem, ile to podejście kosztuje wysiłku i jak wysysa energię…
Na szczycie krótki odpoczynek i dalsza droga… Spotkałem tam biegacza, który nie wyglądał za
dobrze… Twierdził, że boli go głowa. Zaproponowałem środek przeciwbólowy, ale nie skorzystał, bo powiedział, że zażył już 2. Chyba
go trochę zmobilizowałem, bo po chwili ruszył w dalszą drogę. Na 73 kilometrze punkt odżywczy w Wysowej w amfiteatrze. Tam również można
było schłodzić się zimną wodą, uzupełnić płyny i przekąsić co nieco. Po krótkim odpoczynku dalsza droga w stronę Końskiej Doliny, gdzie już
byłem wcześniej na 34 kilometrze i z większą ilością sił… Kiedy tak sobie spokojnie truchtałem szlakiem, usłyszałem za sobą krzyk....
Odwróciłem się i ujrzałem na trasie za mną na górce, z której przed chwilą zbiegłem leżącego biegacza. W związku z tym, że on był na górze,
a ja na dole i to w dość sporej odległości, krzyknąłem do niego czy wszystko ok. Krzyknął, że złapał go skurcz i dlatego się przewrócił i że
wszystko jest ok. Na wszelki wypadek poczekałem, aż wstanie i dopiero wtedy ruszyłem dalej.
Kolejny, ostatni już punkt odżywczy znajdował się po 10 kilometrach na Master SKI. Tam dotarłem, kiedy już się ściemniło, ale wiedziałem, że musiała by wydarzyć się jakaś katastrofa, żebym nie zmieścił się w limicie czasowym. Ale kiedy tak zacząłem biec w ciemności i dość szybko straciłem z pola widzenia szarfy oznaczające trasę
stwierdziłem, że jak się zgubię, to właściwie nie mogę być pewien zmieszczenia się w limicie czasowym…
Kiedy rozglądałem się na skraju lasu za trasą, a zegarek z wgranym trackiem wskazywał mi kierunek inny niż ten, w który się udałem ujrzałem
jakieś 100 metrów dalej latarkę/czołówkę, za którą podążyłem, bo było to światło biegaczki, którą wyprzedziłem wcześniej na trasie. Na szczęście
ona zauważyła taśmę oznaczającą trasę, której ja nie zauważyłem 😉
Takich miejsc, w których musiałem zastanowić się nad kierunkiem biegu było jeszcze kilka, bo jak się okazało taśmy z naklejonym odblaskiem,
nie zawsze były dobrze widoczne. A zmęczenie robiło też już swoje i przez nie spostrzegawczość nie była już taka, jaka być powinna… Pech
chciał, że zegarek zaczął mi sygnalizować niski poziom baterii, więc chcąc kontrolować trasę za pomocą wgranego tracka musiałem go
podładować… Wyjąłem mały powerbank, który zabrałem właśnie na taką
okoliczność i podłączyłem zegarek. Przez kolejne 15 minut biegłem z kijkami w jednym ręku i z zegarkiem oraz powerbankiem w drugim ręku… 😉
Kiedy wydawało mi się, że już za chwilę zbiegnę do miasta do mety okazało się, że muszę jeszcze pobiegać po jakiś krynickich alejkach parkowych, na których znowu się zamotałem… Bo niby to był jakiś park i wydawało mi się, że teraz to już przysłowiowa bułka z masłem, żeby dotrzeć na metę, ale jednak duża ilość zakrętów na alejkach, które nie były oświetlone sprawiła, że musiałem się zastanowić, gdzie biec i wspierać trasą z zegarka.
Teraz sprawdziłem, że ten park, to Park doświadczeń fizycznych… 😉🤦
Na szczęście udało się wydostać, z tego końcowego labiryntu, który zaserwowali organizatorzy i szczęśliwy z prawie półgodzinnym
zapasem czasowym do limitu finiszowałem na mecie 😊
Kiedy piłem pyszne i zimne piwko oraz jadłem makaron, na metę wbiegło jeszcze kilka osób. Jak się potem okazało na 86 osób, które wystartowało
na dystansie „małopolskiej setki”, do mety dotarło tylko 49 osób, a więc 37 osób nie ukończyło tych wymagających zawodów.
Ja ze swoim czasem (20:26:58) byłem 40.
Muszę przyznać, że trasa całych zawodów jest ciekawa, fajna technicznie i nie wykluczam, że może jeszcze kiedyś tam pobiegnę. Ale mam nadzieję, że jednak w odrobinę niższej temperaturze 😉
Charakter trasy bardzo mi odpowiadał; sporo podbiegów i zbiegów, a także kilka agresywnych podejść, co sprawia, że nie jest monotonnie, bo ciągle się coś dzieje… 😉
Zegarek wskazał mi całkowity wznios; 4818 metrów, a spadek: 4817 metrów.
Małopolska Setka w rankingu ITRA daje 4 pkt.
Impreza dość kameralna, ale duże znaczenie w tym zakresie miało to, że w tym samym czasie w Polskie odbywało się kilka innych festiwalów biegów górskich. Aczkolwiek kameralność jest chyba bardziej na plus niż na minus, bo wtedy klimat jest zawsze fajny 😊
Dzięki temu na każdym punkcie odżywczym czułem się bardzo dobrze zaopiekowany 😊
I tutaj wielkie podziękowania dla organizatorów i wolontariuszy na tych punktach, bo były bardzo dobrze zaopatrzone, a organizacja na nich też
była świetna. Znajdowały się też od siebie w dobrych odstępach, bo średnio o ok. 13 kilometrów. Najdalej położone od siebie punkty odżywcze znajdowały się w odległości 16 kilometrów, a najbliżej 10 kilometrów.
Z kwestii, do których mógłbym się przyczepić, to brak na numerze startowym profilu trasy wraz z oznaczonymi punktami kontrolnymi/odżywczymi i limitami czasowymi, co bywa bardzo pomocne
podczas biegu. Fajnie także by było, gdyby oznaczenia na ostatnich kilometrach trasy były trochę bardziej widoczne po ciemku oraz żeby ten
końcowy odcinek był jednak mniej skomplikowany i zdecydowanie może omijać on Park doświadczeń fizycznych… 😉
No chyba, że ja coś zamotałem i w ogóle nie powinienem się w tym parku
znaleźć… Bo tak też mogło być 😉

Vous voulez que votre entreprise soit Gym la plus cotée à Luxembourg ?

Cliquez ici pour réclamer votre Listage Commercial.

Emplacement

Site Web

Adresse


Luxembourg