15/08/2026
SYRENY LICZĄ DZIŚ LAJKI😉
Odyseusz wrócił do Itaki. Morze ucichło, szum fal powoli opada.
W filmie Nolana jak dla mnie zbyt słabo pokazano wątek syren, które kusiły żeglarzy swoim śpiewem i dźwiękami.
Syreny Homera nie zatrzymywały żeglarzy siłą.
Śpiewały im zawsze to, co najbardziej chcieli usłyszeć.
Obiecywały sławę, wiedzę, uznanie i poczucie wyjątkowości. Znały imię Odyseusza. Wiedziały, kim był, czego dokonał i czego pragnął.
Dzisiejsze Syreny także znają nasze imiona.
Liczą wyświetlenia.
Pokazują zasięgi.
Porównują konta.
Podpowiadają, co powiedzieć, jak wyglądać, co pokazać i kiedy to opublikować.
Jako sportowczyni 🏃nie mogę udawać, że te liczby nie mają znaczenia.
Sport na najwyższym poziomie wymaga partnerów. Wyjazdy, przygotowania, sprzęt, regeneracja, badania i praca całego zespołu kosztują. Za wielkim wynikiem często stoi ktoś, kto uwierzył w sportowca, zanim zobaczył medal.
Partnerzy również mają swoje cele. Potrzebują widoczności, opowieści i ludzi, którzy potrafią zainteresować odbiorców.
Rozumiem to.
Ale właśnie tutaj zaczyna się moja osobista Odyseja.
Bo bardzo łatwo przestać pytać:
„Jak mam trenować, żeby być lepszą zawodniczką?”
i zacząć pytać:
„Co mam pokazać, żeby zdobyć więcej reakcji❓”
Jatwo zamienić trening w przedstawienie.
Zmęczenie w scenariusz.
Porażkę ukryć, bo nie pasuje do wizerunku.
A sukces opakować tak mocno, że pod warstwą marketingu przestaje być widać człowieka.
Świat mediów społecznościowych często nagradza tych, którzy mówią najgłośniej, publikują najczęściej i najlepiej rozumieją algorytm.
Nie mam do nich pretensji.
Influencerzy wykonują swoją pracę. Wielu robi to świetnie. Potrafią budować społeczności, przyciągać uwagę i opowiadać historie. Nie powinnam z nimi rywalizować w konkurencji, do której przygotowywali się przez lata.
Dla mnie nie wszystko jest na sprzedaż.
Bo ja przygotowywałam się do innego biegu.
Moją pracą jest wstać wtedy, gdy nikt nie patrzy🫡.
Wyjść na trening, kiedy nie ma kamery.
Pokonać kolejny kilometr, choć nie przyniesie on ani jednego polubienia.
Stanąć na starcie i wziąć odpowiedzialność za wynik, którego nie można poprawić filtrem ani montażem.
Nie chcę pokonać influencera w jego własnym biegu.
Chcę znaleźć partnerów, którzy rozumieją wartość mojego❤️.
Takich, dla których sportowiec nie jest jedynie powierzchnią reklamową pomiędzy jedną publikacją a drugą.
Takich, którzy widzą wartość w wiarygodności budowanej przez lata, w doświadczeniu, konsekwencji, prawdziwej społeczności i w historii, której nie napisano przy biurku, lecz na trasach całego świata.
Oczywiście muszę nauczyć się opowiadać o swojej drodze.
Nie wystarczy dobrze biegać i oczekiwać, że świat sam się o tym dowie. Sportowiec powinien umieć rozmawiać z ludźmi, pokazywać kulisy przygotowań, dzielić się wiedzą i tworzyć wartość dla partnerów.
Nie chcę jednak śpiewać cudzym głosem tylko dlatego, że algorytm może go polubić bardziej.
Nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem.
Nie chcę, aby liczba obserwujących stała się miarą mojej wartości jako człowieka i sportowca.
Odyseusz kazał przywiązać się do masztu, ponieważ wiedział, że kiedy usłyszy Syreny, sama silna wola może nie wystarczyć.
Moim masztem muszą pozostać wartości.
Prawda.
Sport.
Ludzie, którzy są ze mną nie tylko po zwycięstwach.
Cele, które istniały, zanim pojawiły się zasięgi.
I świadomość, dokąd naprawdę płynę.
Lajki mogą zwrócić uwagę.
Zasięg może otworzyć drzwi.
Ale to wiarygodność sprawia, że ktoś chce przejść z nami całą drogę.
Dlatego nie szukam partnerów, którzy oczekują ode mnie, że stanę się kimś innym.
Szukam tych, którzy usłyszą mój prawdziwy głos i powiedzą:
Płyńmy razem👊👊👊.