24/06/2026
WIOSNA GENTLEMANÓW – PODSUMOWANIE
Nie tak miało być. Przystępowaliśmy do rundy wiosennej w Decathlon Lidze Fanów przekonani, że to, co najgorsze, mamy za sobą. Że jesteśmy silniejsi doświadczeniem z trudnej jesieni, a zimą udało nam się jakoś naszą grę poskładać. Niestety, gra z początku roku w Bostik Lidze Bemowskiej nie miała kompletnie żadnego przełożenia na wiosnę. Zawodnicy, którzy wtedy z nami grali, albo przestali rywalizować, albo grali rzadko. Czasem walczyliśmy wręcz o to, by uzbierać skład. Koniec końców dojechaliśmy jakoś do finału sezonu, jednak niestety w większości meczów graliśmy źle, popełnialiśmy proste błędy, w ataku brakowało nam polotu i dobrych rozwiązań. W efekcie, niestety, jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi, w pełni zasłużenie zajęliśmy ostatnie miejsce w 12. lidze, z hukiem z niej spadając po zaledwie roku gry.
Pierwszy wiosenny mecz nie zwiastował jeszcze nadchodzącej katastrofy. Zmierzyliśmy się z Vox Populi i było to znacznie bardziej zacięte starcie, niż jesienią. Choć rywale błyskawicznie objęli prowadzenie 2:0, wróciliśmy do gry i w końcówce zdobyliśmy bramkę na 4:4. Niestety, wówczas arbiter popełnił błąd, pozwalając przeciwnikom na wznowienie gry, choć nie wszyscy nasi gracze wrócili na swoją połowę. Przy okazji zagapiliśmy się, Vox Populi to wykorzystało, po strzale z dystansu piłka odbiła się od nogi naszego bramkarza i wpadła do siatki. Jak się później okazało, takie bramki stały się jednym z motywów przewodnich rundy, bo potem jeszcze trzy razy piłka wpadała właśnie w ten sposób do bramki – odbijała się od obramowania, od naszego golkipera i lądowała w siatce. Wprawdzie nie miały one już takiego znaczenia, jak ten gol z Vox Populi, ale to zawsze boli. Niestety, zostaliśmy w pierwszym meczu z niczym, jednak dawał nam on nadzieję na to, że wiosna będzie dla nas względnie udana.
Niestety kolejny mecz pokazał nam zgoła coś odmiennego. Zagraliśmy z Luminą, która jesienią zgromadziła trzy punkty mniej od nas. Do wiosny przystąpiła jednak wzmocniona i szybko objęła prowadzenie 2:0. W przeciwieństwie do poprzedniego spotkania – tym razem nie potrafiliśmy odpowiedzieć. Przeciwnik grał twardo, zdominował środek pola, a my do tego popełnialiśmy proste błędy. Efektem przykra porażka 5:9 i komplikacja sytuacji w tabeli.
W 12. kolejce naszym rywalem była Rodzina Soprano, mocniejsza, niż jesienią i z jasnym zamiarem zdobycia mistrzostwa, co – jak pokazała przyszłość – udało im się zrealizować. Mecz nie miał większej historii – przeciwnik piłkarsko kilka poziomów nad nami po prostu nas zdominował i bawił się na murawie, aplikując nam 12 bramek i nie tracąc żadnej. Pozostało nam tylko poczucie żalu, że nie udało się zdobyć choć jednego gola, mimo że jakieś sytuacje mieliśmy. A porażka do zera zawsze jest bardzo bolesna.
Dopiero tydzień później udało nam się przełamać. Zmierzyliśmy się z Dynamem Wołomin, które wiosną również przechodziło pewne perturbacje kadrowe i akurat w meczu z nami – dysponowali okrojonym składem. W przeciwieństwie do poprzednich spotkań, tym razem to my błyskawicznie objęliśmy prowadzenie 2:0, ustawiając sobie mecz i w pełni kontrolując jego przebieg. Ostatecznie wygraliśmy bezdyskusyjnie i w pełni zasłużenie 7:1, przypominając, że jakoś tam potrafimy grać w piłkę.
Niestety jednak kolejna kolejka przyniosła kolejną frustrację. FC Łazarski, owszem, był znacznie silniejszy wiosną niż w pierwszej rundzie, w której to my okazaliśmy się lepsi, ale to, jakie my popełnialiśmy karygodne błędy wołało o pomstę do nieba. Zaczęliśmy sympatycznie, od gola, ale gdy tylko rywal wyrównał, poczuł krew, zaaplikował nam szybko następne bramki a my rozpadliśmy się i zaczęliśmy tak naprawdę sami wbijać sobie gole, nastrzeliwując w dwóch przypadkach przeciwników. Koniec końców – przegraliśmy 2:10. To, że wygrał lepszy zespół – nie podlegało dyskusji. Ale rozmiary porażki, były nie do zaakceptowania.
Mimo wszystko runda układała się tak, że nadal mieliśmy szansę na wydostanie się z umownej strefy spadkowej i zajęcie 7. miejsca w tabeli. Warunkiem było pokonanie FC Razam w 15. kolejce, które przed tym meczem miało trzy punkty więcej od nas. Szybko objęliśmy prowadzenie w tym spotkaniu i mieliśmy je pod kontrolą. Niestety, chwila nieuwagi sprawiła, że rywal wyrównał i daliśmy mu tlen. Od tego momentu mecz się wyrównał. Trafiali jedni, to zaraz odpowiadali drudzy. Koniec końców – spotkanie skończyło się remisem 5:5, który dla nas był jak porażka, choć w ostatniej sekundzie to przeciwnicy mieli wyborną okazję na wygraną, którą zmarnowali. Przyszłość pokazała, że ten mecz faktycznie okazał się kluczowy – gdybyśmy go wygrali, bylibyśmy na 7. miejscu w rankingu…
W następnej serii spotkań zmierzyliśmy się z Furduncio Brasil F.C. II, które zmagało się z jeszcze większym kryzysem, niż my – wiosną przegrało wszystkie mecze, choć po jesieni zajmowało 4. pozycję w tabeli. Spotkanie było zacięte i twarde, ale to Brazylijczycy mieli na nie lepszy pomysł – po tym, jak szybko objęli prowadzenie, wybijali nas z rytmu i nie dopuszczali do zbyt wielu sytuacji. Ostatecznie wygrali 3:2 i na tamten moment ten wynik oznaczał naszą degradację z 12. ligi. Jednak spotkanie miało swój dalszy ciąg dwa dni później. Okazało się, że Furduncio wystawiło do gry nieuprawnionego zawodnika, tym samym – przyznano nam walkower 3:0 i 3 punkty. Można powiedzieć, że wróciliśmy do gry, choć wygrana przy ,,zielonym stoliku” nie jest dla nas jakimś powodem do dumy.
Kolejny mecz to starcie z FC Vikersonn UA II. Chcieliśmy zaprezentować się o wiele lepiej, niż jesienią, gdy ten rywal stłukł nas 14:0. Trochę lepiej faktycznie było, ale niestety po raz kolejny prezentowaliśmy radosną twórczość w obronie. Część bramek – znów tak naprawdę sami sobie wbijaliśmy. Jedną to nawet dosłownie – mieliśmy gola samobójczego. I choć z gry można było odnieść wrażenie, że spotkanie jest wyrównane, to przeciwnicy bezlitośnie nas punktowali, a my nie wykorzystaliśmy wszystkich swoich szans. W efekcie rywal wygrał wysoko, 9:3.
Ostatnia kolejka to już dogorywanie z naszej strony. Choć chcieliśmy jak najmocniej postawić się wicemistrzowi 12. ligi, FC Melange, wyszedł z tego dramat na całego. A przeciwnik lał i patrzył jak puchnie. Skończyło się na wstydliwym 0:16, co jest drugą najwyższą porażką w historii naszego zespołu. Nawet latem 2023, gdy też graliśmy z mocniejszymi zespołami – nie zabraliśmy takiego lania.
Teraz zobaczmy, jak wyglądałaby tabela 12. ligi, gdyby uwzględniać tylko rundę wiosenną:
1. Rodzina Soprano 25 pkt, bramki: 88-30
2. FC Łazarski 22 pkt, bramki: 74-30
3. FC Melange 21 pkt, bramki: 69-23
4. FC Vikersonn UA II 18 pkt, bramki: 56-49
5. FC Razam 11 pkt, bramki: 39-47
6. Lumina 10 pkt, bramki: 56-68
7. Vox Populi 9 pkt, bramki: 36-53
8. Dynamo Wołomin 9 pkt, bramki: 31-65
9. Gentleman Warsaw Team 7 pkt, bramki: 29-67
10. Furduncio Brasil F.C. II 0 pkt, bramki: 14-60
Ranking nie kłamie – pierwsze cztery zespoły były poza zasięgiem, co zresztą doskonale pokazują wyniki. Ale już pozostałe drużyny były na pewno w naszym zasięgu. A warto pamiętać, że ta tabela wyglądałaby jeszcze gorzej z naszej perspektywy, gdyby nie walkower z Furduncio – na boisku wywalczyliśmy tak naprawdę tylko cztery punkty. I jeśli doliczymy właśnie wynik, jaki padł wtedy na Grenady z Brazylijczykami, to okazuje się, że strzeliliśmy tylko 28 goli (średnio ledwie ponad 3 na mecz) i straciliśmy aż 70 (średnio prawie 8 na spotkanie). To zatrważające liczby, które jednak doskonale obrazują to, co działo się wiosną. W ataku nie byliśmy wystarczająco kreatywni, mieliśmy często problemy z dostaniem się pod bramkę rywala, a gdy już się udało, to często nie wykorzystywaliśmy swoich okazji. Z kolei w obronie popełnialiśmy naprawdę banalne błędy, a przeciwnicy na tym poziomie już bezlitośnie je wykorzystywali. Dlaczego tak się stało? Przede wszystkim mieliśmy kłopoty kadrowe i znów niektóre mecze graliśmy bez nominalnego środkowego obrońcy. Michał Dang czy Michał Dodi zagrali tylko po cztery mecze w rundzie. Do tego kontuzja wykluczyła z gry Marcela Hamze, który zimą naprawdę się wyróżniał i był bardzo pomocny, zwłaszcza w ataku. Gdy nasza gra przez ostatnie lata opierała się właśnie na grze klasycznym środkowym obrońcą, który potrafi dobrze się ustawiać, przewidywać, a do tego można z nim rozgrywać piłkę i nagle tego nie masz – okazuje się, że gubisz się na boisku. I właśnie momentami tak wyglądaliśmy – jak dzieci we mgle. Do tego brakowało jednej spójnej wizji na to, jak wyjść z tego kryzysu, ale przede wszystkim – zniknął ten mityczny charakter Gentlemanów, dzięki któremu nawet w najtrudniejszych momentach potrafiliśmy wyjść z opresji. Tym razem jednak tak nie było. Czuliśmy, że nam nie idzie, robiliśmy straszne babole, część graczy walczyła też ze zdrowiem i pojawiło się takie zwątpienie. Seria nieudanych meczów sprawiła, że mieliśmy już trochę dość tego sezonu i koniec końców się nie odbudowaliśmy. Doskonale to widać było w ostatnim meczu, gdy już naprawdę marzyliśmy o końcowym gwizdku i zakończeniu naszych męczarni. To właśnie jest dobre określenie – nierzadko po prostu się męczyliśmy tą grą, tym, że nie wychodzi i jesteśmy dalecy od formy, którą chcielibyśmy prezentować. I oczywiście, można mówić, że gdybyśmy wygrali z Razam, nie przegrali z Vox Populi, nie robili karygodnych błędów z Luminą czy Vikersonnem to optyka na tę wiosnę mogłaby być inna. Fakty są jednak takie – boisko nas brutalnie weryfikowało i nie zrobiliśmy wystarczająco wiele, by utrzymać się w 12. lidze i osiągać lepsze rezultaty. Cóż, nasz zespół potrzebuje teraz odbudowy, stałego składu i trochę zdefiniowania się na nowo. Wszystko wskazuje na to, że wykrystalizuje nam się w miarę stała ekipa, która będzie mogła grać regularnie i liczymy, że podniesiemy się i będziemy w stanie znów być naprawdę trudnym przeciwnikiem.
Popatrzmy teraz na zestawienia liczbowe tej wiosny. Najpierw – sprawdźmy kiedy padały bramki. Tu ważna rzecz – uwzględniamy także trafienia, które padały w meczu z Furduncio.
Między 1., a 5. minutą: 4 strzelone, 7 straconych
Między 6., a 10. minutą: 2 strzelone, 5 straconych
Między 11., a 15. minutą: 2 strzelone, 5 straconych
Między 16., a 20. minutą: 0 strzelonych, 10 straconych
Między 21., a 25: minutą: 4 strzelone, 5 straconych
Razem w pierwszych połowach: 12 strzelonych, 32 stracone
Między 26., a 30. minutą: 3 strzelone, 9 straconych
Między 31., a 35. minutą: 4 strzelone, 3 stracone
Między 36., a 40. minutą: 2 strzelone, 7 straconych
Między 41., a 45. minutą: 3 strzelone, 7 straconych
Między 46., a 50. minutą: 4 strzelone, 12 straconych
Razem w drugich połowach: 16 strzelonych, 38 straconych
Kiedyś byliśmy zespołem, który bardzo dobrze grał w końcówce meczu. Tutaj – przestał być to nasz atut, a sami traciliśmy w ostatnich pięciu minutach mnóstwo goli. Do tego tragicznie wyglądało w naszym wykonaniu ostatnie dziesięć minut w pierwszych połowach. To właśnie wtedy najczęściej przeciwnicy nam odjeżdżali. Po raz kolejny też bardzo źle wchodziliśmy w mecz i w drugą połowę. Częstym problemem, którego tutaj akurat tak nie widać, było to, że zaraz po stracie jednego gola traciliśmy kolejnego. Gubiliśmy zatem w bardzo prosty sposób koncentrację, dawaliśmy się wybić z rytmu i efekty są takie, jak widzimy. To elementy, nad którymi koniecznie musimy popracować.
Czas teraz na statystyki indywidualne, choć chyba część graczy średnio chce na nie patrzeć. Tak naprawdę powody do względnego zadowolenia mają chyba tylko Piotrowie – Dziemieszczyk i Loze. Pierwszy z nich – po raz pierwszy był w rundzie najlepszym naszym strzelcem, aczkolwiek nie udało mu się zdobyć dwucyfrowej liczby bramek. Skrzydłowy z kolei miał udział przy największej liczbie naszych goli, tak samo zresztą jak jesienią i on chyba spokojnie może powiedzieć, że w 12. lidze w miarę się odnalazł. Kompletnie nie szło Sebastianowi Bartosikowi (tylko jeden zdobyty gol i to z karnego), który tej wiosny trochę się pogubił i nie mógł odnaleźć miejsca na boisku. Także nieudany czas za Pawłem Domańskim, który akurat był mocno pilnowany przez rywali, którzy też twardo go traktowali i nasz zawodnik nie mógł zupełnie rozwinąć skrzydeł. Poniższe statystyki pokażą też jednak jeszcze jedno – jakie mieliśmy kłopoty ze składem. Tylko sześciu graczy zanotowało bowiem sześć lub więcej meczów, a przez całą rundę reprezentowało nas trzynastu piłkarzy, przy czym trzech z nich – zagrało maksymalnie dwa razy. No nie były to sprzyjające okoliczności do poprawy naszej sytuacji…
WYSTĘPY:
9 – Jakub Augustyniak, Piotr Loze, Sebastian Bartosik
8 – Paweł Domański, Piotr Dziemieszczyk
6 – Paweł Margul
5 – Jakub Tryngiel, Damian Pikulski
4 – Michał Dang, Michał Dodi
2 – Daniel Madejski
1 – Mateusz Surmacz, Felix Tran
BRAMKI:
9 – Piotr Dziemieszczyk
8 – Piotr Loze
4 – Paweł Domański
2 – Paweł Margul, Michał Dodi
1 – Sebastian Bartosik, Mateusz Surmacz, Felix Tran
ASYSTY:
5 – Piotr Loze
3 – Michał Dang, Piotr Dziemieszczyk, Sebastian Bartosik
1 – Paweł Domański, Jakub Tryngiel, Michał Dodi
PUNKTACJA KANADYJSKA:
13 – Piotr Loze (8 bramek + 5 asyst)
12 – Piotr Dziemieszczyk (9 bramek + 3 asysty)
5 – Paweł Domański (4 bramki + 1 asysta)
4 – Sebastian Bartosik (1 bramka + 3 asysty)
3 – Michał Dodi (2 bramki + 1 asysta), Michał Dang (0 bramek + 3 asysty)
2 – Paweł Margul (2 bramki + 0 asyst)
1 – Mateusz Surmacz (1 bramka + 0 asyst), Felix Tran (1 bramka + 0 asyst), Jakub Tryngiel (0 bramek + 1 asysta)
BRAMKI SAMOBÓJCZE:
1 – Mateusz Surmacz
ŻÓŁTE KARTKI:
1 – Paweł Domański
WYRÓŻNIENIA I PUNKTY SUPERSTAR (3 pkt za wygrany mecz, 2 pkt za remis, 1 pkt za porażkę):
5 pkt – Jakub Augustyniak (5 wyróżnień)
3 pkt – Michał Dodi (1 wyróżnienie)
2 pkt – Paweł Domański (2 wyróżnienia), Felix Tran (1 wyróżnienie)
NOMINACJE DO TOP6 KOLEJKI:
1 – Paweł Domański, Michał Dodi, Felix Tran
MVP KOLEJKI:
1 – Michał Dodi
Uff, przebrnęliśmy przez to trudne dla nas podsumowanie, gdyż była to runda, w której mieliśmy mało powodów do radości. Nie jest jednak sztuką chwalić się, gdy nam idzie, ale właśnie być uczciwym wobec siebie w trudnym momencie, pokazać, co nie grało i spróbować to naprawić. Przesadą byłoby stwierdzenie, że miniona runda była czasem straconym. Bo właśnie z takich porażek, dotkliwych, trzeba wyciągać wnioski i wtedy się okazuje, czy mamy do czynienia z silnym zespołem, który potrafi się podnieść, czy ze zbieraniną zawodników, którzy gubią się w pierwszej gorszej chwili. Jesienią 2023 roku przeżyliśmy dość podobny moment. Wtedy się podnieśliśmy. Liczymy na to, że podobnie będzie i tym razem. Z tego miejsca podziękowania dla wszystkich, którzy mimo trudności przychodzili na mecze i walczyli do końca. Bo choć nam nie szło i czasem się dołowaliśmy – to walki odmówić nikomu nie można, nikt nie schodził przed końcem meczu. To, jak graliśmy, to już inna sprawa, ale próbowaliśmy, nie oddawaliśmy meczów walkowerem. Dziękujemy też ponownie organizatorom ligi, a także – naszym przeciwnikom oraz wszystkim tym, którzy nas wspierali i pocieszali dobrym słowem. Mamy nadzieję, że przed nami – nieco lepszy czas. Będziemy próbowali to wszystko posklejać.
Zdjęcie autorstwa: Decathlon Liga Fanów
16/06/2026
07/06/2026
06/06/2026
04/06/2026
02/06/2026
01/06/2026