19/02/2023
Słodko gorzki
Męska Reprezentacja Polski wygrała z Belgią 21-15. Ciężko być obiektywnym obserwatorem kiedy grają biało-czerwoni. Przed meczem obstawiałem porażkę po walce: 30 nasi, 35 rywale. Jestem niezwykle zadowolony, że dostałem prztyczka w nos i mam wrażenie, że nie jestem jedyny. Sam mecz to jednak dreszczowiec w stylu mistrza Hitchcocka.
Wygraliśmy ten mecz mentalem. Piotrek Zeszutek potwierdził to w pomeczowym wywiadzie z Kajetanen Cyganikiem, dodając realizację planu gry. Sorry Piotrek, ale moim zdaniem jednak nastawienie psychiczne, determinacja czy agresja sportowa były tu decydujące. Już Ci wyjaśniam dlaczego tak uważam.
Belgowie do tego meczu przystąpili jak pracownicy produkcji na ostatniej zmianie w piątek przed świętami. Podbić kartę, zrobić swoje, odbić kartę i do domu. Przeszło mi to pierwszy raz przez głowę kiedy śpiewali hymn i wracało wielokrotnie w trakcie meczu. Nie wiem dlaczego tak było, ale kontrast z naszymi husarzami był wyraźny. Podczas gdy nasi młynarze krzesali iskry, wiążąc się do stałych fragmentów, rywale byli pasywni. Nie wiem czy efektem tej pasywności Belgów była ich słaba gra, czy odwrotnie, słaba gra powodowała, że byli wycofani, ale na pewno była między tymi stanami korelacja.
W przerwie meczu pierwszy raz pomyślałem, że trzeba to wykorzystać i dobić rywala, a potem przyszedł niepokój czy drużyna jest na to gotowa. Łatwo napisać, bardzo ciężko zrobić. Grasz na poziomie championship z Belgią, chcesz wziąć rewanż, czujesz presję, czujesz że rywal gra dziś źle i uświadamiasz sobie że masz postawić TYLKO kropkę nad i. Motywujesz się, motywują cię koledzy. Ciśnienie rośnie, ale mecz układa się po naszej myśli. Nie udaje się dobić rywala, choć nie jest on w stanie ukąsić. W młynie są bezradni, w grze otwartej nie przechodzą ani środkiem, ani bokiem, ani ciężkimi, ani zwinnymi. Trochę ratowali się autami... po czym popełniali błąd. My skutecznie w obronie, ale w ataku jakby w ostatniej chwili ktoś wsadzał pręt w szprychy. Nie mogliśmy dobić. Pomyślałem sobie wtedy, że poza wszelkimi błędami, które w tym meczu popełnili nasi gracze, ten błąd - nieskuteczność w całkowitym zniechęceniu Belgów do gry - może okazać się kluczowy. Wiesz Piotrek jak to jest, bo sam byłeś w takiej sytuacji. Gra się nie klei, ale jeśli rywal konsekwentnie nie będzie wybijał wam gry z głowy, to wystarczy kilka udanych zagrań, jedno przedarcie się przez linie obrony i mamy odzyskaną wiarę i efekt domina. Dołożysz do tego kilka innych czynników jak choćby to że zawodnicy są zmęczeni i z bezpiecznych dwóch przyłożeń i karnego robi się posiadanie Belgów przy stracie mniejszej niż podwyższone przyłożenie.
Wygraliśmy i to jest najważniejsze. Kilku zawodników zagrało znakomite zawody, w tym po profesorsku poprowadzona gra przez Dawida Plichtę, który wyróżniał się na boisku nie tylko opalenizną przywiezioną z Indochin, ale przede wszystkim przeglądem gry, regulacją tempa, znakomitymi kopami. Do tego poziomu niestety nie dojechała większość pozostałych zawodników ataku, choć na plus ich gra obronna. Błędy techniczne w 22 rywali, a szczególnie te w 5 będą się śniły Chrisowi Hittowi po nocach. Myślę jednak, że kiedy kurz opadnie i minie zwycięska euforia, przyjdzie czas na refleksję, że w meczu z Niemcami trzeba zagrać po prostu skuteczniej. Nie lepiej, bo progres widoczny jest z każdym meczem, ale skuteczniej.
Było widać, że zawodnikom Hitta o coś na boisku chodzi, że mają plan. Moim zdaniem przeważyły jednak względu psychologiczne, którymi zjedliśmy Belgów. Zjedliśmy pomimo wielu błędów, niedokładności czy niefrasobliwość (a może braku sił) w ostatnich fragmentach sobotniego starcia.
Wierzę w tych chłopaków, mają pieroński mental, power do gry. Dokładając do tego skuteczność będą groźni dla kolejnych rywali. Jeśli jej zabraknie, ostatnie 5 minut meczu będzie przypominało ucieczkę z Bodega Bay po szaleńczym ataku ptaków w klasyku Alfreda Hitchcocka.
PS. Zdjęcie, jak zwykle nieprzypadkowe, oczywiście autorstwa Wojciecha Szymańskiego, pochodzi z profilu Polski Związek Rugby a na nim kreatorzy gry, z mvp spotkania pośrodku.