26/08/2026
Wielka Prehyba♥️
Ostatnio przeczytałam informację, że Pieniny Ultra Trail może dołączą do cyklu biegów „UTMB”? Ciekawe 🤔Ponoć rozmowy w sprawie wejścia do globalnego cyklu są prowadzone, jednak brakuje ostatecznych, oficjalnych komunikatów! Informacje z neta: „rozmowy są w toku i za kilka tygodni będzie oficjalna informacja”. Czy PUT w sezonie 2027 będzie pierwszym polskim biegiem rodziny UTMB?
Pieniny Ultra Trail są jedną z najbardziej elitarnych imprez w Polsce więc w pełni zasługują na takie wyróżnienie i dołączenie do największego cyklu biegów na świecie ♥️ Czas pokaże, czy dołączą, czy nie🤔
Więcej o tym, jak wygląda dołączenie do cyklu by UTMB Kuba Wolski organizator biegów, opowiadał w serii podcastów „Patent na Pieniny”, które pojawiały się 3 miesiące temu na kanale Pieniny Ultra Trail na YouTube.
Pieniny Ultra Trail to też jeden z moich ulubionych Festiwali biegowych w Polsce.
Jeśli mam tylko możliwość to chętnie biegam na nim. Dystanse które tam pokonałam to Chyża Durbaszka 20 km, Żwawe Wierchy 30 km oraz dwa lata temu Wielka Prehyba 44 km.
Dzisiaj opowiem Wam właśnie o moim ostatnim starcie na PUT tj. o Wielkiej Prehybie. W piątek jedziemy do Szczawnicy, zostawiamy bagaże i idziemy odebrać pakiety. Później udajemy się na wieczorny posiłek. Po kolacji wracamy na nocleg, aby się porządnie wyspać. W związku, iż start mam dopiero o godzinie 9 to na spokojnie spakuję się rano.
W nocy był przymrozek, a rano o dziwo jest ciepło, temperatura jest bardzo przyjemna. Wciągam śniadanko, pakuję się (zastanawiam się czy brać bluzę 🤔), popijam porządną kawę i rozmyślam co mnie czeka na trasie🤔 Za chwilę wychodzę na ulicę, gdzie porywa mnie rzeka biegaczy podążających na start nad Grajcarkiem. Ruszamy punktualnie o 09:00. Początek jak zwykle z werwą – trzeba wykorzystać krótki, płaski odcinek. Promenadą, po moście, przez tunel, krótkie lawirowanie między budynkami i już wbiegam na szlak. Zaczyna się ostra droga w górę – i tak już będzie przez blisko 13 km. To odcinek, na którym trzeba najlepiej ważyć siły. Nie można się zajechać bo potem zdychasz przez resztę trasy, ale nie można też się wlec zbyt wolno, bo tej straty już nie odrobisz. Obieram raźne tempo ale takie, z którym czuję się dobrze i napieram pod górę. Na szerszych odcinkach wyprzedzają mnie inni zawodnicy, ale ja biegnę swoim tempem.
Na Przechybie melduję się w niezłym czasie, choć mogłoby być lepiej. Pojawiają się chmury, robi się zimno. Kurczę dlaczego nie wzięłam bluzy? Jestem zła na siebie, że w ostatniej chwili ją wyjęłam z plecaka. Przez chwilę zastanawiam się, czy dam radę pobiec dalej🤔Szybko się wyziębiam, jest mi coraz bardziej zimno, ale jestem twarda😁 Decyzja podjęta, biegnę dalej! Uzupełniam płyny, wciągam banana i kilka kostek czekolady i spadam.
Dalej jest już trochę szybsze bieganie, chociaż podbieg na Radziejową znowu studzi zapędy. Wkrótce mijam tabliczkę na Radziejowej i zaczynam drogę w dół do Bacówki na Obidzy. Przyspieszyłam i zrobiło mi się cieplej. Pogoda jest w sam raz nie za ciepło, nie za zimno. Wreszcie trochę rozciągam nogi i pozwalam sobie na większe tempo. Trzeba zacząć pracować nad czasem. Po chwili zaczyna się długi i ostry asfaltowy zbieg do bacówki. Tam spotykam Pawła. Wymieniamy kilka zdań i "pędzę"dalej. Wybiegając z punktu dojadam jeszcze pomarańczę i pnę się asfaltowym podejściem, którym wracam na trasę. Po chwili jestem znowu sama ze sobą na szlaku. Ścigam się ze swoim duchem i próbuję go prześcignąć. Niestety czuję się strasznie zajechana😓🙈
Zaczynam wierzyć, że ten spokojny początek to była dobra decyzja. Już odrobiłam stratę, ale ciągle mam z tyłu głowy żeby zostawić sobie rezerwę sił na rezerwat Wysokie Skałki. To kilka krótkich ale stromych podejść, które są prawie niewidoczne na profilu trasy – bardzo zdradzieckie. Biegnę jeszcze na zaciągniętym nieco hamulcu, pokonuję dłuuugi zbieg, a potem długi, ale niezbyt stromy podbieg… i wreszcie jest! Pierwszą ścianę witam prawie z ulgą. Ludzie gramolą się w górę z rezygnacją w oczach do góry, zatrzymując się co kilka kroków. Zbieram się w sobie i nabijam ostro pod górę. Ha! Nie jest tak źle! Jedno podejście za mną. Zaraz za rogiem czeka kolejne, bardziej kamieniste i jeszcze bardziej strome. Trzecie to już trochę slalom pomiedzy ludźmi. Dorzucam jeszcze węgla do pieca i zaraz jest po wszystkim. Oddycham z ulgą. No, to teraz ciśniemy.
Schronisko pod Durbaszką to już prawie 35-ty kilometr trasy. Uzupełniam zapasy i ruszam w drogę. Mam przed sobą najprzyjemniejszy widokowo kawałek, potem tylko krótkie podejście na Szafranówkę, a potem już prosto w dół do Szczawnicy. Ten odcinek mija szybko i wkrótce dopadam wąwozu. Rozpędzam się, ale nogi już bardzo zmęczone 😓 W pewnym momencie wąwóz się kończy i wbiegam na asfaltową promenadę. Nie patrzę już na zegarek, tylko daję z siebie wszystko. Promenada ciągnie się wyjątkowo długo, ale kibice dodają otuchy. Ostatkiem sił wbiegam na metę. Medal i uściski znajomych dają mi sił. Dziękuję im, że na mnie czekali, to takie miłe 😍♥️
Posiłek i idę na zasłużony odpoczynek. Jutro rano wracamy do domu 🙂
Coraz większą popularnością cieszą się biegi z serii UTMB. Myślicie, że Pieniny Ultra-Trail dołączą do biegów “UTMB”.? A jeśli tak, to jakie korzyści to przyniesie, a jakie straty?
Moim zdaniem szkoda, że nie ma w Polsce żadnego eventu pod szyldem UTMB, bo jesteśmy jednym z większych rynków w Europie😉 i zasługujemy przynajmniej na jeden taki bieg😍 Co myślicie na ten temat?
17/08/2026
02/08/2026
19/07/2026
21/06/2026