Landszafter

Landszafter

Udostępnij

Szukam tras, które mają widokowy sens
- nie tylko dystans. Jeżdżę po to, żeby zobaczyć więcej. Grzbiety. Szutry. Przestrzeń. Rajdy Przygodowe | mtb | gravel 🚴‍♂️✨

Jeśli czujesz, że trasa to coś więcej niż liczby,
to jesteś u siebie. BikeAway to po prostu pasja rowerowej eksploracji.

27/07/2026

Siema siema!

Kończy się lipiec, więc matematyka kalendarza jest nieubłagana.
Za pięć tygodni jedziemy w Bieszczady.

I zamierzamy codziennie nie odstawiać rowerów 😄
Jazda od świtu do oporu!

Gdyby ktoś z Was się jeszcze zastanawiał czy dołączyć do tematu obozu mtb/eBike enduro, to wciąż zachęcam 😄

Czeka sześć genialnych tras, objazd wszystkiego co najważniejsze rowerowo. A przede wszystkim skąd widać najwięcej - bo to jest clou każdej pięknej jazdy dla mnie! Flow sam w sobie daje dużo radości, ale nic tak nie buduje entuzjazmu jak flow realizowany po otwartej przestrzeni. I w planach są najlepsze rowerowo przestrzenie Bieszczadów. Zupełnie nie tam, gdzie jeżdżą tłumy - czyli nie w rejonie połonin.

A będzie też jeden dzień we wschodniej części Beskidu Niskiego i jeden dzień w Górach Sanocko-Turczańskich, które często brane są za Bieszczady, choć nimi już nie są. 😊🏞️

Ale widoki z nich...? Genialne!

Widokowo to będzie prawdziwy sztosik!
Trasy, które dojrzewały kilka lat.

Szukanie przejazdów, rozpracowywanie najlepszych polan widokowych, na które mozna wjechać rowerem, cudowne klimatyczne doliny, których nie znajdzie w żadnym przewodniku.

W sumie sześć dni jazdy, bez zmartwień o cokolwiek 🚴‍♂️😊

Początek września daje jeszcze długi dzień, a wciąż jest jeszcze ciepło. Więc bieszczadzkie słońce jest wtedy genialne. A że to tuż o wakacjach (6-13.09), to w Bieszczadach zaczną się prawdziwe pustki. I to zrobi totalnie piękny klimat!

To naprawdę wyjątkowa okazja, aby przeżyć Bieszczady w takiej formule! 🥳😊

Wydarzenie tutaj:
https://fb.me/e/jSk15rZts

Photos from Landszafter's post 23/07/2026

🚴 Trans Landszafter 2026 nabiera kształtów...

TAM GDZIE ZACZYNA SIĘ PRZESTRZEŃ
Dzień 1 -> Czarny Dunajec - Bukowina Tatrzańska

Ta podróż na samą myśl o niej budzi mój entuzjazm.
Bo ta przestrzeń jest w Polsce niepodobna do niczego innego.

Trzy dni, dzień za dniem - i stały widok na Tatry.

Tu nie trzeba nic dodawać.
To samo układa się w najlepszą możliwą rowerową historię.

Jeśli ktoś będzie chciał,
będzie opcja wyjechać w podróż z Czarnego Dunajca
wcześnie rano.

Jeszcze zanim Podhale na dobre się obudzi.

Tak, aby poczuć jak bladym świtem
otwiera się przed nami jedna z najpiękniejszych przestrzeni,
jakie można pokonywać na rowerze w Polsce.

Każdy dzień to świadomie tylko około 65 km.
Bo tu nie liczą się cyferki.

Chcemy poczuć zapach porannej trawy,
usłyszeć dźwięki lokalnego życia na grzbietach
i pozwolić sobie na luksus niespiesznego patrzenia przed siebie.

Właśnie tak chcemy smakować Podtatrze.

Pierwszy dzień Trans Landszaftera
nie będzie jeszcze próbą siły.

Będzie zaproszeniem do świata,
który z każdym kilometrem będzie otwierał się coraz szerzej.

Świata, w którym przestrzeń
staje się równie ważna jak sama droga.

🌿 Przestrzeń

Kilkanaście minut po wyjeździe z Czarnego Dunajca
asfalt zacznie ustępować miejsca szutrowym drogom,
a przed nami otworzy
się jedno z najpiękniejszych pograniczy w Polsce

–> miejsce, gdzie spotykają się Orawa i Podhale.

Droga łagodnie wspina się na grzbiety.
Nie dzieje się nic spektakularnego.

I właśnie dlatego dzieje się tak wiele.

Po jednej stronie rozciągają się ogromne łąki.
Gdzieś daleko pasą się owce.
Pojedyncze gospodarstwa wyglądają tak,
jakby od dziesięcioleci pilnowały tej samej przestrzeni.

Na przecinanych sporadycznie asfaltach
samochody pojawiają się niezwykle rzadko.

Przez dobre 10 kilometrów, będąc na grzbietach,
możemy mieć wrażenie, że jesteśmy na nich zupełnie sami.

I gdzieś w dalekim widoku,
rano z pewnością jeszcze lekko zamglone porannym światłem,
pojawiają się Tatry. ⛰️

Ale gdzieś za Ostryszem
perspektywa na nie zacznie się zmieniać.

Będą rosły nieustannie, aby w rejonie Butorowego Wierchu
przyjąć pozę tak doskonale znaną nam
z najróżniejszych gubałówkowych widokówek.

I wtedy zacznie się nasza podróż na wschód.
Równolegle do ich grzbietu.

Ale bynajmniej nie wedle jakiejś prostej linii
czy oczywistej logiki.

W poszukiwaniu najlepszych widoków
będziemy kluczyć i wspinać się na kolejne grzbiety.

Aby na wieczór mieć przegląd wszystkiego
co w tej dziedzinie może przytrafić się najlepsze.

Będą więc:
🔸Gubałówka,
🔸Suchowiański Wierch,
🔸Walkoszów Wierch
🔸Wierch Zgorzelisko.

A finał w naszej bazie w Bukowinie Tatrzańskiej,

gdzie wieczorną porą
podsumujemy nasze przeżycia z dnia
na tarasie z widokiem na Tatry.

A co nas na teraz najbardziej cieszy?

Jesteśmy już po objeździe całej trasy
– z Czarnego Dunajca do Żdziaru.

I powiemy tylko tyle...
całą trasa przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. 😊

Ilość genialnego szutru i widoków
po prostu robi pięęękną robotę. 😄

I mamy totalne poczucie,
że po każdym dniu po przejechaniu trasy,
każdy będzie miał w głowie jedno zdanie:

„Ale to było dobre!”

Dorzucamy do posta
kilka zdjęć z pierwszego dnia,
aby dać obraz tego, jak wygląda w nim droga.

C.D.N. ➡️

PS.
Jeśli miałabyś/miałbyś ochotę przejechać z nami przez Podtatrze,
napisz do nas na Whatsapp na numer:
606 309 694

i zajrzyj do wydarzenia:
https://fb.me/e/6k7x69svy

18/07/2026

Gravelowa piątkowa "Pętla po Robocie": Zakrzówek → Tyniec → Sowiniec → Salwator 🔸35 km | ok. 520–550 m przewyższeń

‼️ W OPRACOWANIU ZNAJDZIESZ:

• dla kogo zaprojektowałem tę trasę,

• filozofię, która stała za jej przebiegiem,

• szczegółowy opis całego przejazdu,

• miejsca, w których warto świadomie odejść od śladu,

• link do śladu GPX oraz informację, jak otrzymać dopracowaną wersję GPX po moich korektach,

• zaproszenie na wrześniowy Trans Landszafter – Podtatrze 2026.

__________________________________

Jeśli kiedyś przejedziesz tą trasę, będę wielce wdzięczny jeśli mnie oznaczysz i ewentualnie dasz mi przy niej komentarz 🫶
__________________________________

Kraków potrafi zaskoczyć. Nawet wtedy, gdy wydaje Ci się, że znasz go na pamięć.

Wydawało by się, że proste 35 km, ani na chwilę nie opuszczające administracyjnych granic Krakowa, nie ma w sobie nic szczególnego.

A jednak to nie prawda.

Zaczynająca się na Zakrzówku i kończąca na Salwatorze pętla ma w sobie wszystko.

▪️widoki
▪️świetne single
▪️doskonałej jakości leśne dukty
▪️trochę technicznych podjazdów
▪️piękne zjazdy z genialnym flow
▪️czy wreszcie urokliwe przeloty przez łąki

Pomyślałem ją jako umiarkowanie trudną opcję na piątkowy wieczór po pracy. Aby dała poczucie bardzo różnorodnego zmęczenia. I absolutnie pełną wielorakich krajobrazów i rowerowych doświadczeń.

Została pomyślana, jako trasa dla gravela, ale da masę satysfakcji także osobom jeżdżącym mtb. Przy znaczącym wysiłku byłaby do przejechania na trekingu/turystyku - choć nie-sportowa pozycja na takim rowerze być może wymagałaby w kilku momentach podprowadzenia.

CO CIEKAWEGO spotkacie na tej trasie❓

▪️ szybki przelot singlami przez Zakrzówek

▪️ Łąki Pychowickie - krótki, ale fajny singiel przez łąki

▪️ Bodzów i wzgórze Solnik - genialny podjazd kamienistą szutrówką i widoki na Beskidy

▪️ Jazda świetną ścieżką wzdłuż kanału Winnickiego

▪️ Las Tyniecki - totalnie piękny przejazd dwoma grzbietami, fajne zjazdy i podjazdy

▪️ Rezerwat Skołczanka - urokliwa ścieżka

▪️ Bielański Dół - piękny, chociaż nieco techniczny podjazd

▪️ Widok na Beskidy z polany bielanskiej

▪️ Droga przez Las Wolski do polany pod Kopcem Piłsudskiego - świetny flow w wielu miejscach

▪️ Zamek w Przegorzałach - piękny dziedziniec i widok na Dolinę Wisły z jego tarasu (trzeba wejść do restauracji)

▪️ Sikornik - świetny odcinek finalizujący całą podróż

O 18.00 w miejscu gdzie określiłem punkt startu, pojawiła się Danczi. Więc wystartowaliśmy tylko we dwójkę. Zaczęliśmy zatem od szybkich zabaw na singlach Zakrzówka, gdzie trasę prowadziłem tak, aby mieć z tego maksymalnie dużo zabawy 😊 Było więc trochę celowego kluczenia i widok na Kraków plus fajne szutry.

To swoją drogą dość surrealistyczne widzieć, że w kolejce do wykąpania się stoi tłum ludzi, a my nieco dalej pomykamy w pełni pustymi szuterkami. Bajka!

Potem wjechaliśmy na Łąki Pychowickie jadąc fajnym łąkowym singlem. Krótki, ale mocno klimaczysty. Tym bardziej, że droga na niego prowadziła przez zjawiskowy zagajnik. A potem był przejazd przez trawy wąską ścieżyną.

Te dwa pierwsze odcinki już zbudowały bardzo fajne odczucie, że to będzie trasa pełna różnorodności. Ale karuzela wrażeń dopiero się rozkręcała! 😄

Po zjechaniu z łąk bocznymi drogami zrobiliśmy krótki przeskok na trasę do Tyńca. Ale nie miejcie poczucia, że to dłużyzna. Nie w tym wydaniu! Bowiem na wysokości Bodzowa odbiliśmy w ulicę Nierówną, aby zaliczyć jeden z dłuższych tego typu szutrowych i nieco kamienistych podjazdów w tym rejonie. A jego finał? Wzgórze Solnik z genialnymi widokami na Beskidy, świetnym zjazdem i... wypasem kóz. Jest klimat! 🐐🐐🐐😄

Przy zjeździe z Solnika było bardzo uważnie z uwagi na dużo bocznych uliczek - trzeba uważać na samochody bo naprawdę jest kręto.

Dalej po przecięciu ulicy Tynieckiej czekał nasświetny odcinek wzdłuż jednego z kanałów. Totalny lajt i absolutny spokój. I gruntowa ścieżyna która sama niesie. To jest poezja, idzie się zakochać! 🥰

Potem mały slalom przez Skotniki, przejazd nad autostradą i zanurzamy się w Las Tyniecki. Tam trasa świadomie poprowadzona zostałą w sposób mocno kręty - z kilkoma znaczącymi zmianami kierunków. Dlaczego? No wiadomo. Aby było iście bombonierkowo! I jest!

Przejazd początkowo wspinający się pięknym szerokim duktem pod szczyt Kozobicy i tnący dalej świetnym grzbietowym przelotem ze wschodu na zachód. Po prostu się pomyka! Jest bajecznie! Koła same niosą, a gęba śmieje się bez żadnego wysiłku 😄

Na wysokości boiska, zaczyna się odwrót. Celowy. Na tym odcinku nie kierowałem trasy do Tyńca - ponieważ w finalnej koncepcji przerzutu trasy na drugą stronę Wisły, trzeba by wracać spory kawałek do kładki przy torze na Kolnej. A zależało mi, aby zamknąć trasę w 35 kilometrach. Zawróciliśmy zatem jadąc tym razem po zboczu Ostrej Góry i przecięliśmy ulicę Podgórki Tynieckie (droga bita). I dalej przez Rezerwat Skołczanka dotarliśmy do naturalnego wywierzyska Źródła Świętojańskiego. To jedno z czterech tego typu wywierzysk w bliskiej dla Krakowa Jurze.

Od tego miejsca był pierwszy odcinek, który nie każdemu musi pasować. Jak ktoś lubi eksplorować (a ja totalnie lubię), to pojechałem tak. Ale jest też opcja alternatywna (o czym za chwilę).

Od źródła jedzie się w kierunku ulicy Bolesława Śmiałego przez przetraktowane trzciny (albo coś w ten deseń). Nie był to odcinek trudny, ani nawet bardzo uciążliwy. Ale na pewno nie były to szutry premium 😄 Dla mnie jednak na tyle fajny i inny, że chciałem go przejechać.

Aby jednak go ominąć, należy się wrócić 300 m od źródła i ulicą Nad Czerną dotrzeć do Bolesława Śmiałego. A potem dołączyć do śladu i dalej po nim do kładki na Wiśle.

Za kładką pojechaliśmy wałem. Ale nie ma problemu, aby go ominąć i pojechać alejką przy drodze. Znowu - jest wybór więc warto skorzystać. A każdy lubi różne doświadczenia. Mnie jazda po wale pasowała. Jest dość dziko. Trzeba tylko jechać szybko, bo inaczej wytrzepie. Jak zapieprzasz - jest luzik. Ino lekko czasami podbija 😄😉😋

Po przekroczeniu Sanki, odbijamy w ulicę Orlą. Od tego momentu zaczynamy podróż przez Bielany w stronę Sowińca. Wąskimi uliczkami docieramy do Bielańskiego Dołu. Nim wspinamy się do skraju Lasu Wolskiego i ogromnej widokowej polany na Beskidy.

Warto tu pojechać inaczej niż za śladem - bo ja z nieuwagi wjechałem w długi parów i nie chciało mi się zawracać. Ale idealnie jest wyjechać od razu na polanę i jechać wzdłuż linii lasu. Od razu jest super przestrzeń i patrząc na lewo otwierają się fajne widoki.

Dalej Lasem Wolskim i pięknymi duktami kierujemy się w stronę Kopca Piłsudskiego. Jest sporo wspinaczki i trochę zjazdów. Na jednym jest fajny flow, ale to mnie gubi 😄 Ja przez nieuwagę przegapiłem moment zmiany kierunku i po raz drugi nie chciało mi się wracać. Więc musieliśmy podjeżdżać mało wygodnym parowem, a potem jego uskokiem. Końcówka byłą bardzo ciekawa, ale drugi raz bym tego nie wybrał 😄😉😋

Od polany pod Kopcem realizujemy świetny i szybki zjazd w stronę Panieńskich Skał. Ale... to tylko chwilowy wybór. Nie celowałem w zjazd w stronę ulicy Kasztanowej. To było mi potrzebne, tylko po to, aby... mieć ten zjazd (ależ się po nim płynie!) i potem szerokim duktem trawersującym pojechać w kierunku ZOO.

Spod ZOO był nieco kręty odcinek do Przegorzał, który odcinkowo na jednym ze zjazdów wymaga nieco uważności. Ale można też jechać nieco inaczej, nawigacyjnie łatwiej - wybierając od razu od ZOO jazdą za żółtym szlakiem pieszym.

Wyjazd z lasu to prawdziwa perełka wrażeniowa. Hotel w Przegorzałach i sam zamek Przegorzały to coś wspaniałego. Dziedziniec przed zamkiem robi niebywałe wrażenie. Jeśli ktoś ma czas, warto wejść do resto i na jego taras - jeden z najpiękniejszych widoków w rejonie Krakowa. Całe Beskidy i Dolina Wisły jak na dłoni. Po drugiej stronie rzeki wzgórze Solnik, na które wspinaliśmy się jadąc w stronę Tyńca.

Finał trasy to zjazd z Przegorzał, podjazd na Przełęcz Przegorzalską i... ostatnia tego dnia eksploracja. Gruba! Ale jakże ciekawa! Najpierw wytraktowaną w łąkach drogą (o ile to tak można nazwać). A potem niesamowicie mrocznym lasem, w którym było sporo technicznego podjeżdżania. I pokrzyw 😄😋

Podobnie jak w poprzednich eksploracjach można je pominąć. Jak? Jadąc z przełęczy Przegorzalskiej standardowym podjazdem na Sikornik i dalej do Alei Waszyngtona. Jest też w skorygowanym śladzie (pod artykułem info jak go dostać).

Finalny zjazd Aleją Waszyngtona to już klasyk.

‼️MAŁY KOMENTARZ OGÓLNY:

To nie jest trasa nastawiona na nabijanie kilometrów. Chodziło mi w niej o różnorodność i wrażenie nieustannych zaskoczeń. To trasa dla tych, którzy lubią, kiedy tempo jazdy cały czas się zmienia. Krótkie, wymagające podjazdy przeplatają się z płynnymi zjazdami, szerokie szutry z singlami, a miejski krajobraz bardzo szybko ustępuje miejsca lasom i punktom widokowym.

Jeśli szukacie gravelowej pętli na szybkie 3 h po pracy - myślę, że ten przejazd Was nie zawiedzie. Ale podkreślam: miłośnik dość komfortowej jazdy gravelowej może czuć miejscami nieco dyskomfortu. Więc wtedy polecam skorygowany ślad.

‼️ŚLAD GPX oraz skorygowany ślad gpx

Ślad mojego przejazdu możesz znaleźć na Stravie:
https://www.strava.com/activities/19361502667

Albo na Komoot:
https://www.komoot.com/tour/3121138601

Jest jednak w nim kilka momentów, które nie każdemu muszą pasować. Ponieważ są dość eksploracyjne. Sam uwielbiam eksplorować. Ale mam świadomość, że będzie wiele osób, którym może to przysłonić wyjątkowość tej trasy. Stąd też po przejechaniu skorygowałen wszystkie miejsca, które z perspektywy jazdy po raz drugi zrobiłbym inaczej. To w sumie 5 odcinków. Dzięki temu powstała druga, dopracowana wersja GPX.

➡️ Jeśli chciałbyś, abym przesłał ją przesłał, zostaw komentarz pod postem na FB. Z przyjemnością prześlę Ci poprawioną wersję. 😊

‼️DOŁĄCZ DO LANDSZAFTERA

➡️ A jeśli spodobało Ci się to, jak prowadzona jest ta trasa i jaka stoi za nią filozofia pokazywania przestrzeni, możesz dołączyć do mojej grupy na Whatsapp. Znajdziesz na niej regularne zaproszenia do przejazdów podobnych jak ten. Czy to w bezpośrednim sąsiedztwie Krakowa, czy nieco dalej od niego.

Wystarczy, że napiszesz do mnie na Whatsapp na nr: 606 309 694,

a ja dodam Cię do społeczności.

Możesz też napisać do mnie na: [email protected]

‼️Wyrusz we wrześniu na TRANS LANDSZAFTER - Podtatrze, 18-20.09.2026

Jeżeli przejedziesz tę trasę i sprawi Ci mnóstwo frajdy, możesz wyruszyć ze mną na nieco dłuższą podróż.

We wrześniu ruszamy w ramach Trans Landszaftera przez gravelowe Podtatrze. Czyli Podhale, Spisz, Pieniny Spiskie i Magurę Spiską. A w październiku planuję to w wersji MTB.

Podczas trzech dni jazdy stale do przodu,
zamierzamy pokonać trasę z Czarnego Dunajca do Żdziaru. Ale w absolutnie autorskiej i bardzo nietypowej konfiguracji. Z ogromną ilością przejazdów grzbietowych i widokami na Tatry.

Informacje znajdziecie tutaj: https://www.strava.com/athletes/100088202/posts/47592993

‼️MOŻESZ MNIE WESPRZEĆ przez BuyCoffee

Jeżeli ta trasa sprawiła Ci dużo frajdy i chciałbyś wesprzeć powstawanie kolejnych, możesz to zrobić przez serwis BuyCoffee.

Dzięki temu będę mógł poświęcać jeszcze więcej czasu na projektowanie następnych tras.

https://cuplink.to/landszafter

Każde docenienie mojej pracy i wsparcie jest dla mnie ogromnie ważne 🫶

11/07/2026

Spontan na dziś czyli Wieczorna Interwałowa Pętla z zachodem słońca (albo już zmierzchem) na Kopcu Piłsudskiego.

START godz. 18.00
-> ulica Twardowskiego 119

🔸47 km i 536 m up 🔸 bardzo różnorodnie 🔸masa świetnego terenu 🔸tempo spokojne 🔸prom w Jeziorzanach 🔸masa widoków 🔸piękne odcinki łąkowe 🔸finisz - Salwator

________

Cześć!

Jeśli mielibyście ochotę, to dziś o 18.00 zapraszam na piękne 47 km.

Trasa mocno interwałowa, bardzo terenowa, z masą pięknych odcinków flow.

Trasa pod gravela. Ale technicznie w kilku miejscach nieco wymagająca. Mnóstwo terenu. Kto jeździ na MTB też nie będzie żałował :)

Mam wielką ochotę na zachód zmierzch z Kopca Piłsudskiego. Ale to już na finiszu. A wcześniej nieustanne zmieniający się klimat trasy i masa pięknego terenu:

-> przejazdy łąkowe
-> szutrowe odcinki
-> genialne widoki
-> przeprawa promowa w Kopance / Jeziorzanach

Startuję o 18.00 z ulicy Twardowskiego 119. To jest jej koniec, na małej pętelce tuż przy wjeździe na Zakrzówek. Wrzucam pinezkę dla pewności.

Tempo spokojne. Wszyscy czekamy na siebie. Ma być pięknie i przyjemnie :)

Jak ktoś chętny, napiszcie do mnie na Whatsapp, abym wiedział, że mam się Was spodziewać :)

Trzeba zabrać oświetlenie. Wieczór ma być bez deszczu i ciepły.

Pozdro!

Photos from Landszafter's post 09/07/2026

Cześć,

Chcecie poznać największy paradoks Bieszczad?
To już Wam piszę.

Kiedy słyszymy "Bieszczady", większość z nas widzi:

🔸 Połoniny.
🔸 Tarnicę.
🔸 Ustrzyki Górne.

I wydaje się, że właśnie tam są najpiękniejsze Bieszczady.

Prawda?

Tylko że...
..niekoniecznie z perspektywy roweru. 🚵

To paradoks, ale najbardziej znana część Bieszczad jest jednocześnie tą, na której rowerem można zobaczyć najmniej.

Większość grzbietów objęta jest ochroną i nie można po nich jeździć.

A te, które są dostępne, bardzo często prowadzą przez gęsto zarośnięty las. Z dwoma czy trzema wyjątkami.

W efekcie rower najczęściej prowadzi nas przez...

Las.
Las.
I jeszcze trochę lasu.

Po kilku godzinach wiele osób wraca z myślą:

"Chyba jednak Bieszczady nie są najlepszym miejscem na rower."

A ja mam dokładnie odwrotne doświadczenie. Bo najpiękniejsze rowerowe Bieszczady leżą gdzie indziej.

Nie tam, gdzie prowadzi większość przewodników.

Nie tam, gdzie stoją największe parkingi.

I nie tam, gdzie spotyka się tłumy.

Tylko tam, gdzie są:

🌿 długie, otwarte grzbiety,

🐑 półdzikie stada koni i owiec,

🌄 wieloplanowe panoramy ciągnące się przez kilka kolejnych pasm,

🚵 kilometry pustych dróg, na których przez długie godziny nie spotyka się nikogo.

To właśnie tam od wielu lat wracam najchętniej.

I właśnie te miejsca chcę pokazać podczas wrześniowego Bieszczady MTB / eBike Campu.

Nie po to, żeby odhaczyć najbardziej znane atrakcje. Ale po to, żeby zobaczyć Bieszczady z perspektywy roweru. Takie, jakie większość ludzi nigdy ich nie poznaje.

📍 W planie:

🗓 6–13 września 2026

🚵 6 dni jazdy

🏠 7 noclegów w domu z dużym tarasem, whirlpool bath i widokiem na połoniny

▪️ 4 dni w Bieszczadach

▪️ 1 dzień we wschodnim Beskidzie Niskim

▪️ 1 dzień na południowych rubieżach Pogórza Przemyskiego

Jeśli czujesz, że właśnie tak chciałbyś odkryć Bieszczady...

👉 https://fb.me/e/jSk15rZts

Jestem ciekaw Waszego doświadczenia.

Czy zdarzyło Wam się kiedyś zjechać z najbardziej oczywistych tras i odkryć miejsca, które naprawdę totalnie Was zaskoczyły?

A może wróciliście z Bieszczad z poczuciem:

"To chyba jednak nie był region dla roweru."

Dajcie znać w komentarzach. 😊

A ja wrzucam kilka zdjęć z miejsc, z moich ostatnich tras, które dla mnie są kwintesencją rowerowych Bieszczadów.

03/07/2026

🚴 KRAKOWSKI BIKEBUS (w wersji kolejowej)
Propozycję na najbliższą niedzielę 5.07.2026 😊

Z Radziszowa do Krakowa można dojechać na wiele sposobów.
My wybieramy ten najpiękniejszy.

Wsiadamy rano w pociąg, pół godziny później wysiadamy w Radziszowie i stamtąd ruszamy w stronę Krakowa.

Przed nami prawie 90 km jednej z najbardziej różnorodnych tras, jakie udało mi się ułożyć w okolicach Krakowa.

Na początek piękne, widokowe grzbiety Pogórza Wielickiego.

Potem szerokie nadwiślańskie przestrzenie w kierunku Łączan i Spytkowic.

Po drodze przejazd kolejowym mostem nad Wisłą, świetne leśne dukty, szybkie szutry, klimatyczne polne drogi i kilka naprawdę genialnych zjazdów.

Nie zabraknie również odrobiny techniki.

Na trasie są dwa bardzo ciekawe terenowe podjazdy. Wymagające, ale zdecydowanie do przejechania. To świetne miejsca, żeby poćwiczyć jazdę gravelem pod górę i trochę podnieść swoje umiejętności.

Jeśli pogoda dopisze, będzie też okazja do ochłody.

Po drodze mijamy aż trzy miejsca, w których będzie można wskoczyć do wody. Jedno z nich to zupełnie dzika plaża, o której istnieniu mało kto wie. Dwa pozostałe to Zalew Skowronek i Kryspinów.

A na deser...

Jedna z moich ulubionych kulminacji w okolicach Sanki.

Jeśli dopisze przejrzystość powietrza, z góry zobaczymy nie tylko cały grzbiet Kajasówki i Beskidy, ale być może również Tatry.

📍 Dystans: 89 km

⛰️ Przewyższenie: ok. 950 m

🚆 Wyjazd pociągiem z Krakowa (7:22 lub 8:57 — ustalimy wspólnie z uczestnikami).

Powrót do Krakowa wieczorem.

To będzie całodzienna włóczęga bez pośpiechu.

Z postojami, widokami i po prostu dobrym rowerowym dniem.

Jeśli masz ochotę dołączyć, napisz do mnie na WhatsApp:

📱 606 309 694

Podeślę wszystkie szczegóły.

Poniżej wrzucam mapę trasy. 🚴🌄

Photos from Landszafter's post 20/06/2026

Jak na „Rower Po Robocie” wyszła nam całkiem solidna dniówka 😁

56 km i 880 m przewyższenia.

A wszystko zaczęło się od czegoś, co nie przestaje mnie zachwycać.

Wsiadasz na Dworcu Głównym do pociągu, a pół godziny później wysiadasz w miejscu, w którym otwiera się inny świat. I nagle miasto zostaje gdzieś daleko za plecami.

Z Woli Filipowskiej zaczęliśmy spokojną wspinaczkę przez łąki na masyw Skałek. Już po chwili pojawiły się pierwsze dalekie widoki — Garb Tenczyński, ruiny zamku w Rudnie wyniesione ponad grzbiet i majaczące na horyzoncie Beskidy.

Dalej były szybkie leśne zjazdy, spokojne dukty i Nowa Góra. To miejsce zawsze robi na mnie wrażenie. Stary kościół otoczony kilkusetletnimi lipami, zadbane obejście i atmosfera małego miasteczka, które pamięta zupełnie inne czasy. I nie jest to przypadek — przez niemal 600 lat Nowa Góra posiadała prawa miejskie.

Później przyszła pora na jeden z moich ulubionych fragmentów tej trasy. Najpierw niewielkie plato z widokiem na kamieniołom Dębnik, a potem długi zjazd wąwozem, w którym z każdym metrem robił się coraz lepszy flow. Jakościowo na tyle dobry, że pozwalał po prostu puścić hamulce i płynąć.

To miejsce przypomniało mi też, jak bardzo zmienia się świat. Jeszcze dwadzieścia lat temu w końcowej części tego odcinka prowadził tędy uczęszczany szlak. Dziś ta droga jest niemal całkowicie zapomniana. A finał tego odcinka był wręcz bajkowy. Wąska ścieżka przecinająca trawy sięgające pasa, a po obu stronach morze zieleni. Takie chwile sprawiają, że człowiek na chwilę zapomina, jak blisko jest cywilizacja.

Potem przyszła wspinaczka pod Krzyż Milenijny. Najpierw przez łąki, później przez ciemny las, a na końcu starą totalnie zarastającą drogą prowadzącą ku skrajowi kamieniołomu Dębnik. Dawny punkt widokowy jest dziś niestety odgrodzony, ale sama droga na górę nadal ma w sobie coś wyjątkowego.

Zjazd Wąwozem Zbrza to była kolejna porcja niezwykłości. Z powodu zwalonego w poprzek buka nie da się całości zjechać ciągiem (jaka szkoda!), ale wrażenia z samej jazdy genialne.

Wyjazd u wylotu Szklarki jak zawsze sielskie. W tamtym miejscu zawsze zachwycają mnie podwórka domów wkomponowane w płynącą Racławkę i Szklarkę.

Podróż do Radwanowic to kolejna mała wspinaczka. A potem dalej piękną gruntową drogą pośród ogromnego pola słonecznika. Koniecznie muszę tu wrócić za 2 miesiące, kiedy to pole wypełni się już dojrzałymi kwiatami. To musi być genialne!

To miejsce szczególnie nas uroczyło widokiem na zachodzące nad lasem słońce.

Potem genialny wąwozowy zjazd do Doliny Będkowskiej, szybki postój w schronisku, uzupełnienie płynów i dalsza jazda.

Tyle że tym razem już po ciemku.

I właśnie noc okazała się jednym z największych bohaterów tej trasy.

Przejazd przez górną część Doliny Będkowskiej, później przez lasy i polne drogi ponad Doliną Prądnika miał momentami klimat żywcem wyjęty z Blair Witch Project 😄

Były tylko światła lampek, szum opon i ciemność wokół.

A później gdzieś na horyzoncie pojawiła się łuna świateł nad Krakowem. Od tego momentu wiadomo już było, że wracamy do miasta.

Były jeszcze Wilcze Doły i ciąg bocznych dróg. I finalnie dotarliśmy z powrotem do Krakowa.

Jak na piątkowy wieczór po pracy naprawdę świetna podróż.
Kilka genialnych zjazdów.
Kilka pięknych widoków.
Mnóstwo klimatu.
I przypomnienie, że przygoda często zaczyna się dużo bliżej, niż nam się wydaje. 🚵🌄

Jeśli chciałbyś dołączyć do regularnych wyjazdów w ramach Roweru Po Robocie lub Krakowskiego BikeBusa, napisz do mnie wiadomość na Whatsapp (606 309 694).

Dołączę Cię do społeczności Landszaftera i pokażę setki miejsc blisko Krakowa, o których mało kto wie, że istnieją. 😊

Photos from Landszafter's post 18/06/2026

Rower Po Robocie - czyli genialny przelot z Woli Filipowskiej do Krakowa. Finisz? Biały Prądnik 🚴‍♂️✨

🚴 ROWER PO ROBOCIE...?
Dokładnie tak!

To mój nowy cykl, który będę najczęściej robił w piątki.
Trasy zawsze z szybkim dojazdem pociągiem, aby nieustannie było coś naprawdę ekstra ciekawego.

Małe przygodowe odkrycia zamiast stale tych samych motywów.

No i wiadomo - jak się przeciągnie, to w sobotę można odespać 😁😴
Ale myślę, że czasami w tygodniu też się wydarzy.

CO JUTRO?

START? Z Dworca Głównego o 16.49.
Pociąg do Woli Filipowskiej.
A potem powrót do Krakowa przez 3 dolinki.

Jutro zamierzam polecieć jedną z tych tras, które pokazują, jak bardzo można się zdziwić, mając Kraków praktycznie za rogiem.

Z woli Filipowskiej będzie powolna wspinaczka przez otwarte grzbiety z widokami na Beskidy. Totalne widoki.

Potem góra o nazwie Skałka i jeden z najfajniejszych punktów widokowych w tej części Jury.

Następnie monumentalny kamieniołom Dębnik oglądany z góry i mega zjazd ze świetnym flow przez wąwóz Zbrza. Totalnie szybki też dla gravela.

Następnie świetny płaskowyż za Radwanowicami i genialny zjazd do Doliny Będkowskiej - jak będzie otwarte schronisko to możemy się zatrzymać. Ale jako opcja. A potem podjazd do szczytu doliny i dotarcie pod Skałę 513 (Grodzisko). I zachód słońca z dookolną panoramą 😍🌅

Finał to zjazd równolegle do Doliny Prądnika. Tak, aby uniknąć dróg. Czyli jak zawsze w pełni Landszafterowo. Boczkiem i z klimatem.

A na koniec powrót małymi drogami i grzbietami, którymi większość ludzi nigdy nie jeździ, choć znajdują się tak blisko miasta.

🚴 około 52 km
⛰️ około 850 m przewyższenia

To nie będzie lekki spacer, ale też nie wyścig.

Po prostu cztery godziny bardzo dobrego roweru, przestrzeni i krajobrazu.

📍 Start: Dworzec Główny PKP - 16:49 -> Do Woli Filipowskiej
📍 Powrót: około 21:30

Jeśli masz ochotę zamienić kolejny wieczór przed ekranem na zachodzące słońce nad Jurą - to jest to ten czas 😊

Niektóre miejsca najpiękniej wyglądają właśnie wieczorem. I właśnie po to jutro jedziemy. 🚴🌄

FORMA TRASY: fajny teren.
Czyli -> wymagająco dla grawela (ale nie że jakoś szczególnie), a dla mtb też bardzo ciekawie. Sądzę, że po robocie mało kto na MTB zrobi coś ciekawszego terenowo. Chyba, że w Lesie Wolskim :)

JAK SIĘ ZGOSIĆ?
Nic prostszego. WhatsApp: 606 309 694

Dodaję Cię do społeczności Landszaftera.
I tam zawsze wszystko jest na bieżąco.

Poza Rower Po Robocie także Krakowski BikeBus.
Czyli wyjazdy jednodniowe w najlepsze trasy w Małopolsce.
Z totalnymi widokami.

Dla Gravela. Dla mtb. Zależy co w danym tygodniu wpadnie do głowy :)

A do posta dodaję zdjęcia z zseszłego tygodnia z Roweru Po Robocie.
Byliśmy we czterech jadąc z Pisar do Krakowa.
Widoki były genialne.

Tyle.
Jak coś, to zapraszam 😊

Po dopisaniu do grupy,
dostaniesz wiadomość z zasadami uczestnictwa.

PS.
Pomóż mi wybrać najlepsze logo.
Wrzucam trzy.

Ciekaw jestem jakie są Wasze typy

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Kraków?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Telefon

Strona Internetowa

Adres

Kraków