ICE4x4 Carp Team

ICE4x4 Carp Team

Udostępnij

Team karpiowy

Photos from ICE4x4 Carp Team 's post 19/07/2026

Blog Karpiowy

Miłoszewo znowu rzuciło nam rękawicę… i przyjęliśmy wyzwanie! 🎣🔥

Są takie telefony, po których wszystkie wcześniejsze plany przestają istnieć.

W poniedziałek dzwoni Mateusz.

– „Jest wolny termin od środy do niedzieli. Siadamy z synem na stanowisku 30. Jedziesz?”

Moja odpowiedź? W głowie już wiedziałem, że jadę… choć plan na ten weekend był zupełnie inny. 😅 Miałem zasiąść na wodzie PZW i powalczyć o amury. Ale Miłoszewo to nie jest zwykłe jezioro.

To woda, która daje nadzieję na spotkanie z karpiem 30+, ale jednocześnie potrafi wyzerować nawet najlepszych karpiarzy. Tutaj sukces i porażka dzieli często jeden sygnał z centralki.

Po krótkich negocjacjach z żoną zapada decyzja – jedziemy! A co najważniejsze, jedzie ze mną Alan. Kolejna wspólna przygoda ojca z synem mogła się rozpocząć.

Przygotowania na pełnym gazie

Pakowanie oczywiście na wariata. Miłoszewo ma swoje zasady – zakaz nęcenia orzechem tygrysim, więc plan taktyczny był prosty.

Ja stawiam na Zig Rig, a do tego kule zanętowe z konopi, pelletów i innych drobnych składników. Alan przygotowuje dwa zestawy gruntowe. Wiedzieliśmy, że łowienie z dna będzie loterią, ale właśnie za tę nieprzewidywalność kochamy takie wody.

Środa – pierwsze godziny

O 12:00 ruszamy.

Po przyjeździe robimy tradycyjny wywiad wśród wędkarzy.

– „Od tygodnia ryba praktycznie nie żeruje. Pojedyncze brania…”

Spojrzeliśmy tylko na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.

No jasne… klasyka.

Jak nas nie ma, to karpie biorą jak szalone. Wystarczy, że rozstawimy namioty i nagle wszystkie postanawiają zrobić sobie urlop. 🤣🤣🤣

Rozbijamy obóz, rozkładamy sprzęt i o 19:00 wywozimy zestawy.

Trzy Zig Rigi lądują w wodzie, Alan rozstawia dwa zestawy gruntowe.

Odpalamy drona…

I znowu ten sam widok.

Setki, jeśli nie tysiące karpi stoją około 500 metrów od naszego stanowiska.

Patrzymy na ekran i tylko kręcimy głowami.

– „No chodźcie… przecież już jesteśmy!” 😂

Na szczęście prognozy zapowiadały dwie duże zmiany pogody. Wierzyliśmy, że wcześniej czy później ryby ruszą.

Pierwsza noc

Nie trzeba było długo czekać.

Pierwszy odjazd melduje się u Mateusza.

Po krótkim holu na macie ląduje przepiękny, ciemny pełnołuski karp.

Kilkadziesiąt minut później odjeżdża mój Zig.

Od razu wskakuję do pontonu, bo chcę podebrać rybę w wodzie.

Od pierwszych sekund wiem, że to bardzo mocny zawodnik.

Karp ciągnie ponton, schodzi głęboko do dna i nie odpuszcza ani na chwilę.

Nagle potężny strzał…

I cisza.

Ryba spięta.

Po sprawdzeniu zestawu wszystko staje się jasne.

Puścił węzeł na haku.

Taka lekcja boli najbardziej.

Ale właśnie dlatego po każdym holu sprawdzamy każdy detal.

Czwartek

Totalna cisza.

Miłoszewo pokazało swoje drugie oblicze.

Piątek – jest!

Wieczorem rozlega się długo wyczekiwany dźwięk sygnalizatora.

Przez chwilę nawet nie wiem, czy to moja wędka, czy Mateusza.

Biegniemy razem.

To mój Zig!

Zacinam.

Od razu czuję ciężar.

Jest dobrze…

Bardzo dobrze.

Nowe przypony i świeżo związane haczyki dają pewność.

Wsiadamy do pontonu.

Po kilku minutach pięknej walki ryba ląduje w podbieraku.

19+ kilogramów czystej miłoszewskiej siły. ❤️🔥

Dla takich chwil pokonuje się setki kilometrów i nieprzespane noce.

Niedziela – scenariusz, którego nikt by nie wymyślił

Powoli zwijamy obóz.

Alan ma już spakowane wędki.

Zostawiam tylko dwa Zigi i jeden grunt.

Mateusz czeka do ostatniej minuty.

Godzina 11:00.

Delikatne piknięcie na jego gruntówce.

Zacina…

Mówi, że czuje rybę…

…i nagle jakby jej nie było.

Dokładnie w tym samym momencie mój Zig zaczyna odjeżdżać!

Patrzymy na siebie kompletnie zdezorientowani.

Co tu się właśnie wydarzyło?

Holujemy razem.

Po chwili wszystko staje się jasne.

Karp zaplątał oba zestawy.

Uwalniam swoją żyłkę.

Mateusz wskakuje do pontonu.

Kilka minut później podbierak zamyka się wokół kolejnego olbrzyma.

22+ kilogramy!

Piękne zakończenie zasiadki.

Ale Miłoszewo miało dla nas jeszcze jedną niespodziankę.

Podczas ważenia ryby odjeżdża wędka Mikołaja .

Młody zacina.

Przez chwilę wszyscy wierzymy, że zakończy wyjazd swoim sukcesem.

Niestety jego delikatny zestaw juniorski nie wytrzymuje starcia z potężnym karpiem.

Ryba się spina.

Tym razem wygrało Miłoszewo.

Ale tylko tym razem…

Podsumowanie

To był kolejny wyjazd, który pokazał, dlaczego Jezioro Miłoszewskie jest jedną z najbardziej wymagających karpiowych wód.

Tutaj nie wygrywa ten, kto ma najdroższy sprzęt.

Wygrywa cierpliwość, wiara i konsekwencja.

Wróciliśmy bogatsi o kolejne doświadczenia, piękne ryby i wspomnienia, których nikt nam nie odbierze.

Bo właśnie za to kochamy karpiarstwo.

Do zobaczenia nad wodą!

ICE4x4 Carp Team 🎣🔥

Photos from ICE4x4 Carp Team 's post 28/06/2026

Nieznana woda. Dzikie karpie. To właśnie kocham… ❤️‍🔥

Są wyprawy, które planuje się miesiącami. Są też takie, które zaczynają się od jednej krótkiej informacji…

Kilka tygodni temu dociera do mnie wiadomość o niewielkiej wodzie PZW o powierzchni zaledwie 7,6 ha. Ktoś wspomina, że dwa lata temu złowiono tam karpie 24 kg+. Od tamtej pory cisza. Nikt nic nie wie. Albo nie chce powiedzieć.

No i właśnie takie historie działają na mnie najbardziej.

Zbieranie informacji

Zaczynam pytać znajomych, obdzwaniam ludzi, którzy mogli tam łowić. Jedni mówią, że to tylko legenda. Inni potwierdzają, że jest bardzo duże prawdopodobieństwo, iż nadal pływa tam kilka naprawdę dużych, dzikich karpi.

Kilka sztuk…

Tylko tyle mi wystarczyło.

Decyzja zapadła

Uwielbiam małe, nieznane wody. Kocham dzikie karpie. To właśnie dla takich chwil jeżdżę po Polsce.

Komercje? To kompletnie nie mój świat.

Po pierwsze – często pływają tam karpie wyłowione z wód PZW.

Po drugie – łatwość łowienia nie ma nic wspólnego z prawdziwym karpiarstwem.

Dla mnie największą nagrodą jest odnalezienie ryby tam, gdzie większość nawet nie wierzy, że jeszcze istnieje.

Emil… jedziemy!

Dzwonię do mojego dobrego kolegi Emila.

– Mam nową wodę.

Nie musiałem długo tłumaczyć.

– Jadę z Tobą!

I tak zaczęła się kolejna wspólna przygoda.

Rozpoznanie terenu

W czwartek jedziemy tylko obejrzeć wodę i wytypować miejsca.

Już po kilku minutach wiedziałem, że zakochałem się w tym zbiorniku.

Stare zwalone drzewa wchodzące głęboko do wody. Dzika zatoka pełna grążeli. Cisza. Żadnych tłumów.

Idealne miejsce dla starych, ostrożnych karpi.

Pierwsze nęcenie

W sobotę wracamy.

Dron w górę…

Niestety z powietrza praktycznie nic nie widać.

Do pracy idzie łódka z echosondą.

Większość dna okazuje się twarda, ale kilka miejsc wygląda bardzo obiecująco.

Kuchnia ICEMAN i towar z Łukasz Grabania rusza do akcji

W poniedziałek wracam sam.

Do wody lecą moje sprawdzone mieszanki:

* konopia,
* orzech tygrysi,
* rzepik,
* kukurydza kiszona,
* kukurydza fermentowana z kuchni ICEMAN.

Nic przypadkowego.

Jest! Pierwszy znak życia ❤️‍🔥

Środa.

Jeszcze jedno nęcenie i kolejny lot dronem.

Nagle…

Jest!

Między zwalonymi drzewami pojawia się piękny karp.

Serce zaczyna bić szybciej.

To oznacza tylko jedno…

One naprawdę tutaj są.

Nie zostały wyłowione.

Nie zostały sprzedane.

W tej wodzie nadal pływają prawdziwe dzikusy.

Zasiadka

Czwartek.

Ja melduję się o 14:00.

Emil dojeżdża około 16:00.

Bez pośpiechu rozbijamy obóz, przygotowujemy sprzęt i czekamy na wieczór.

O 20:00 wywozimy zestawy oraz kolejną porcję zanęty.

Teraz wszystko zależy od ryb.

22:20…

Nagle…

Piękna rolka!

Wędka Emila ustawiona w zatoce przy grążelach na miękkim dnie odjeżdża bez najmniejszej litości.

Po chwili walki Emil tylko patrzy na mnie i mówi:

– Płyniemy. Jest za silny.

Wskakujemy do pontonu.

I wtedy zaczyna się prawdziwa walka.

Ryba dwa razy obraca ponton o 360 stopni.

Odjazd za odjazdem.

Moc.

Siła.

Czysta dzikość.

To właśnie dla takich chwil kocham naturalne wody.

Żadna komercja nie daje takich emocji.

Sukces!

22:45.

W końcu udaje się podebrać rybę.

W wodzie wyglądała na ponad 18 kilogramów.

Po dokładnym ważeniu okazało się, że waży 13 kg+, ale walczyła jak prawdziwy gigant.

Krótka sesja.

Ryba trafia do slinga.

Wywozimy ponownie zestawy.

Patrzymy z Emilem na wodę i myślimy dokładnie to samo…

To dopiero początek.

Noc

Do rana karpie już się nie odzywają.

Za to meldują się piękne leszcze.

Jeden.

Drugi.

Trzeci…

Łącznie około dziesięciu sztuk w granicach 3–4 kg.

Kolejna iskra nadziei

Sobota.

Ponownie startuje dron.

I znowu…

To samo drzewo.

Ale tym razem ryba jest jeszcze większa.

Szersza.

Grubsza.

To już nie był ten sam karp.

Znów pojawiła się nadzieja.

Niedziela wszystko wyjaśniła…

Od soboty kompletna cisza.

Ani jednego pika.

Temperatura wody dochodzi do około 32°C.

Na słońcu ponad 50°C.

Dodatkowo po dokładnych oględzinach złowionego karpia okazuje się, że ryby są jeszcze po tarle.

To praktycznie gotowa odpowiedź, dlaczego brania ustały.

Ale to nie był koniec zagadek.

Od rana obserwuję przez drona ogromne ławice ryb.

Wpływają w zanęcone miejsce…

Po kilku minutach znikają jak kamień w wodę.

Mówię o tym Emilowi.

– Pewnie sumy… – rzuca.

Godzinę później przychodzi miejscowy wędkarz.

Opowiada historię tej wody.

Rok wcześniej złowiono tutaj suma długości ponad 2 metrów i wadze 47 kg.

I nagle wszystko zaczęło mieć sens.

Podsumowanie

Czy wyprawa była udana?

W 100%.

✔️ Nowa woda poznana.

✔️ Dziki karp 13 kg+.

✔️ Około 10 pięknych leszczy 3–4 kg.

✔️ Kolejne doświadczenie.

✔️ Nowe wnioski.

✔️ Wspólne rozmowy, wiązanie przyponów i świetnie spędzony czas z Emilem.

Bo właśnie o to chodzi w karpiarstwie.

Nie o ilość ryb.

Nie o rekordy.

Tylko o emocje.

O odkrywanie nowych miejsc.

O szukanie ryb tam, gdzie większość już dawno przestała wierzyć, że jeszcze są.

Ta woda została zaliczona.

A ja…

Już szukam następnej.

Bo największą przygodą zawsze jest ta, która dopiero się zaczyna. ❤️‍🔥🎣

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Koszalin?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Strona Internetowa

Adres

Szarych Szeregów 8
Koszalin
75-130