11/08/2026
Od jakiegoś czasu zaczęło męczyć mnie przebywanie w różnych stajniach. Początkowo zrzucałam to na przepracowanie, zmęczenie, brak energii. Tylko że w pewnym momencie zaczęło brakować mi też motywacji. Myślałam, że po powrocie z urlopu, po złapaniu dystansu i chwilowego odpoczynku od świata jeździeckiego poczuję się lepiej. Nie umiałam stwierdzić, skąd we mnie wzięła się taka niechęć do rozmowy o koniach, do czytania czy do trenowania - od wielu lat choruję na depresję oraz zmagam się z innymi problemami natury psychicznej, więc pomyślałam, że może przyszedł ten moment, kiedy trochę rzeczywistość mnie dołuje, ale nie. Dołuje mnie świat koni.
Doszłam do wniosku, że chodzi o całokształt tego, jak to wszystko wygląda. Ile jest cierpienia wokół tego sportu, ile starań dobrych ludzi, aby to zmienić. Zazwyczaj wygląda to jak walka z cieniem. Żyję w swojej bańce, ale czasami do środka wdzierają się obrazy, ludzie czy emocje, które mnie wykańczają.
Coraz częściej jest mi przykro, jak patrzę na część tych zwierząt, które nie mają takiego szczęścia, że ich właściciel zrobi wszystko, aby im pomóc. Sprawia mi to duży ból oraz smutek. Jeżdżąc po różnych miejscach na mapie Polski mogłam się naoglądać wielu rzeczy. Przez moment czułam dużą motywację i potrzebę do wprowadzania zmian. Nie zrozumcie mnie źle, cały czas mam to w sobie, ale jestem zmęczona. Ciągłym ocenianiem, podważaniem oczywistych spraw, negatywnymi emocjami wokoło ze strony „miłośników” tych zwierząt.
Coraz częściej zaczęłam zauważać sama w sobie, że chcę dogodzić klientom. Boję się, że stracę możliwość zarobku. Nie było i nie będzie to nigdy kosztem konia, ale czasami uginałam się pod presją, żeby zrobić trochę więcej, aby zadowolić człowieka. Chyba to mnie pokonało. Nie było momentu, żebym danemu koniowi sprawiła ból bądź dyskomfort, ale czasami wiedziałam, że dana para nie jest na coś gotowa, ale jeźdźcowi zależało. Więc się uginałam.
Niestety, w momencie połączenia pasji z pracą, trochę zboczyłam z trasy. Cały czas uczę się stawiać granice, dbam o to, aby moi klienci zawsze wiedzieli dlaczego czegoś nie możemy zrobić. Dlaczego akurat musimy wrócić do zwykłego „kręcenia kółek”. Brakuje mi feedbacku ze strony klienta i wtedy zaczynam wpadać w spiralę swoich negatywnych myśli.
Z pewnością na początku mojej „kariery zawodowej” miałam więcej siły w sobie, aby walczyć o dobro koni, ale gdzieś się pogubiłam. Jest mi zwyczajnie ciężko pracować nie tyle z końmi, co z ludźmi. Nie chcę spełniać ich oczekiwań kosztem koni, chociaż większość z nas posiada te zwierzęta, aby w jakimś stopniu spełniać swoje marzenia i wymagania.
Również spotkałam taką ścianę w pracy z moim koniem - że MUSZĘ coś zrobić, że ona MUSI już coś umieć, że inni przecież już to mają, a ja w takim razie jestem słabym trenerem, bo tego nie mam.
Ten post ma mieć wydźwięk mojego zrzucenia z siebie jakiegoś ciężaru. Może znajdzie się ktoś, kogo również przygniata taka forma rzeczywistości i trafił w ślepy zaułek. Nie wie, komu wierzyć, kto ma rację, kto chce dla ciebie dobrze.
Chciałabym, aby ten sport wyglądał inaczej, ale chyba jest to nieosiągalne. Bywa dobrze, ale na ogół jest ciężko. Szczególnie pogodzić się z rzeczywistością.
05/07/2026
21/06/2026
23/05/2026