Ja Volim Fudbal - Traveling&Groundhopping

Ja Volim Fudbal - Traveling&Groundhopping

Teilen

Moje piłkarskie podróże - traveling&groundhopping.

Photos from Ja Volim Fudbal - Traveling&Groundhopping's post 02/09/2026

Północna część półwyspu Istria to w kilku aspektach (administracyjnym, historycznym i turystycznym) jeden z najciekawszych zakątków Europy. Pijąc kawę w centrum słoweńskiego Kopru jesteśmy zaledwie 10 km od granicy z Włochami oraz tylko 16 km od rzeki Dragonja, która pełni funkcję naturalnej granicy z Chorwacją. Przy umiarkowanym natężeniu ruchu w ciągu 20 minut można więc przejechać przez terytorium trzech krajów.

O międzynarodowym charakterze Istrii (czy to słoweńskiej, czy chorwackiej) świadczą też tablice informacyjne, których treść zawsze podana jest w dwóch językach: rodzimym i włoskim. A czasami nawet w trzech, ponieważ w Koprze na znakach kierujących do chorwackiej Puli znajdziemy zapis w formie: Pulj/Pola/Pula.

Wynika to oczywiście z uwarunkowań historycznych i tego, że Istria przez wieki była pod silnym wpływem oraz panowaniem włoskim (przede wszystkim Republiki Weneckiej), a exodus Włochów z tych terenów tak naprawdę na dobre nastąpił dopiero w latach 50-tych.

Po drugiej wojnie światowej obszar Triestu oraz północnej części Istrii (obszar dzisiejszego wybrzeża Słowenii, a także chorwackich miasteczek Umag, Novigrad i Buje) stał się przedmiotem konfliktu, który omal nie zakończył się wojną Włoch z Jugosławią.

Triest z racji na swoje położenie jako łącznik Europy Środkowej z basenem Morza Śródziemnego po wojnie stał się celem o znaczeniu strategicznym. Ochotę na objęcie miasta swoją jurysdykcją miała Jugosławia, która w 1945 r. zajęła Triest i przez kilkadziesiąt dni go okupowała.

W 1947 r. utworzono parapaństwo - Wolne Terytorium Triestu, które podzielono na dwie strefy: A (Triest i okolice) administrowana przez Amerykanów oraz Brytyjczyków i B (północna część półwyspu Istria) będąca pod nadzorem Jugosławii. Tito ciągle miał jednak apetyt na pełną pulę i Belgrad często wysyłał sygnały, że nie rezygnuje ze swoich zamiarów względem Triestu. W ten sposób - ze względów propagandowych - wspierano chociażby klub piłkarski Ponziana, który spędził trzy sezony (1946-1949) w najwyższej klasie rozgrywkowej Jugosławii.

W 1953 r. Anglosasi wyszli z zamiarem przekazania administracji nad strefą A Włochom, co spotkało się z protestami Jugosławii, która zaczęła grozić swoim sąsiadom wojną. Sytuację udało się załagodzić rok później, kiedy Wolne Terytorium Triestu zostało zlikwidowane i doszło do podziału terytorium. W ten sposób strefa B, czyli północna Istria znalazła się w granicach Jugosławii.

To właśnie wtedy z tych terenów nastąpiła masowa ewakuacja Włochów, a ich miejsce zajęli okoliczni Słoweńcy oraz przedstawiciele innych narodów Jugosławii. A jeszcze w 1900 r. w Koprze mieszkało ponad 7 tys. Włochów przy tylko niecałych czterystu Słoweńcach. Dzisiaj sytuacja jest odwrotna, ponieważ Włochów w mieście jest co najwyżej ok. dwóch procent. Mimo wszystko region zachował pełną dwujęzyczność i równolegle ze swojską nazwą Koper funkcjonuje też brzmiąca nieco bardziej ekskluzywnie Capodistria.

***

Słowenia jest na swój sposób spektakularna. Jak bowiem inaczej nazwać państwo o powierzchni analogicznej do województwa podlaskiego, w którym można podziwiać zarówno alpejskie krajobrazy, jak i doświadczyć znanego chociażby z Chorwacji klimatu gorącego Adriatyku naznaczonego alejami z cyprysów i pięknymi miasteczkami, jak Piran czy Izola, których architektura mogłaby wskazywać na to, że równie dobrze moglibyśmy teraz być setki kilometrów na południe.

Najważniejszym miastem liczącej niespełna 50 km linii brzegowej Słowenii jest właśnie Koper, w którym w latach 50-tych - po przyłączeniu do Jugosławii - zaczęto budować port morski, który dzisiaj jest jedynym międzynarodowym portem towarowym w kraju i liderem na Adriatyku, jeśli chodzi o przeładunek kontenerów. W ostatnich latach Koper miał w tym aspekcie lepszy wynik niż sąsiednie Triest i Rijeka razem wzięte.

Dzisiaj port zajmuje znaczną część miasta i jest jedną z jego trzech najważniejszych składowych obok historycznego centrum i dzielnic mieszkaniowych takich, jak Semedela oraz Žusterna, które rozbudowały się wraz z rozwojem portu i koniecznością zapewnienia większej liczby mieszkań pracownikom.

Mimo wszystko Koper ma tylko niespełna 27 tys. mieszkańców, co nie jest przesadnie spektakularną liczbą. Szczególnie, że na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie większego. Ale i tak jest piątym największym miastem na Słowenii, gdzie tylko stolica łamie barierę 100 tys.

***

Pomiędzy starym miastem a obszarami mieszkalnymi znajduje się dzielnica o nazwie Bonifika ze skrupulatnie zaplanowanymi alejami przecinającymi galerie handlowe oraz kompleksem sportowym. Swoją nazwę zawdzięcza włoskiemu słowu "bonifica", czyli "rekultywacja".

Kiedyś stary Koper leżał bowiem na wyspie, a obszar dzisiejszej Bonifiki był morzem, które z czasem jednak zasypano. Później zrekultywowane tereny zabudowano, a miasto na dobre wrosło w stały ląd.

Nazwę Bonifika nosi też stadion, na którym swoje mecze rozgrywa FC Koper.

Klub został założony w 1920 r. jako Circolo Sportivo Capodistriano. Na koszulkach widniała czerwona gwiazda, a skład tworzyli przede wszystkim robotnicy, rybacy i studenci, co jasno wskazywało na światopogląd drużyny oraz stawało się coraz bardziej problematyczne wraz ze wzrostem autorytaryzmu we Włoszech.

Po wojnie w mieście powstało kilka nowych klubów, m. in. Aurora i Medusa, które były oparte przede wszystkim na Włochach. Najpierw grały w rozgrywkach Wolnego Terytorium Triestu, a w latach 50-tych dołączyły do zmagań jugosłowiańskich. W 1954 r. Koper przyłączono do Jugosławii, a Włosi wyjechali z miasta.

W 1955 r. na bazie m. in. Aurory powstał słoweński NK Koper, który mocno przetrzebiony kadrowo po eksodusie Włochów potrzebował trochę czasu, żeby okrzepnąć. Klub w okresie Jugosławii najwięcej czasu spędził w Lidze Republiki Słoweńskiej, która była trzecim poziomem rozgrywkowym.

Największy sukces miał miejsce dopiero w sezonie 1984/1985, kiedy Koper zajął 1. miejsce w regionalnych rozgrywkach i po raz pierwszy awansował na zaplecze najwyższej klasy rozgrywkowej w Jugosławii, do grupy zachodniej Drugiej Ligi Federalnej. Niestety już po jednym sezonie spadł z niej z hukiem.

Dwa lata później Koper znowu sięgnął po tytuł najlepszej drużyny na Słowenii, ale tym razem o awans na zaplecze musiał grać w barażach z Bačką Palanką z Wojwodiny, ponieważ drugą ligę zreorganizowano do jednej grupy. Na wyjeździe NK Koper zremisował 1:1, u siebie przegrał 0:1. Mecz na Bonifice oglądało prawie 10 tys. widzów (nadkomplet), a samo spotkanie do dzisiaj uważa się - delikatnie rzecz ujmując - za noszące znamiona przekrętu.

***

Po uzyskaniu niepodległości przez Słowenię FC Koper był jednym z "założycieli" słoweńskiej "prvej ligi". Grał w niej nieprzerwanie od 1991 do 1995 r., a później do 2000 r. rokrocznie jeździł windą pomiędzy elitą a zapleczem. Pierwsza dekada w nowej rzeczywistości była naznaczona problemami finansowymi i - co za tym idzie - brakiem sukcesów.

Wejście w nowy wiek okazało się zdecydowanie lepsze, ponieważ NK Koper od 2000 do 2017 r. nie opuścił najwyższej ligi na Słowenii, pojawiły się też pierwsze trofea w gablocie.

W sezonie 2001/2002 r. NK Koper zajął 3. miejsce w lidze, a w tym samym czasie zadebiutował w europejskich pucharach, biorąc udział w dwóch edycjach Pucharu Intertoto. W edycji z 2003 r. dotarł aż do półfinału, gdzie przegrał z holenderskim Heerenveen.

W 2006 i 2007 r. "Kanarki" dwa razy z rzędu sięgnęły po Puchar Słowenii, a w sezonie 2009/2010 w końcu sięgnęły po upragnione mistrzostwo kraju (oraz superpuchar) wieńcząc w ten sposób najlepszą dekadę w historii klubu. W jej trakcie nie obyło się jednak bez kłopotów, a klub po katastrofalnej działalności niejakiego Georga Subana musieli ratować kibice. Później trafił on w ręce serbsko-amerykańskiego biznesmena Milana Mandaricia, który spłacił długi.

W kolejnych latach Koper na stałe dołączył do słoweńskiej czołówki, dorzucając jeszcze po jednym pucharze i superpucharze, ale w 2017 r. znowu pogrążył się w problemach finansowych i odebrano mu licencję. "Kanarki" musiały startować od 4. ligi, jednak zrobiły trzy awanse w trzy lata i w 2020 r. znowu znalazły się w prvej lidze.

FC Koper zaskakująco szybko odbudował swoją pozycję i już w sezonie 2021/2022 świętował wicemistrzostwo oraz zdobycie czwartego Pucharu Słowenii.

***

Poprzedni sezon był również udany, ponieważ i tym razem FC Koper zmagania zakończył ze srebrnymi medali na szyjach. Był to zresztą bardzo ciekawy sezon na Słowenii, ponieważ o ile do nowej siły w postaci NK Celje zdążyliśmy się już przyzwyczaić, o tyle kwartet pucharowiczów poza Koprem uzupełniły jeszcze NK Bravo i NK Aluminij, jasno wskazując na głęboki kryzys trapiący ikony słoweńskiego futbolu - Maribor i Olimpiję Ljubljana.

Eksportowy zestaw (oczywiście poza Celje) solidarnie skompromitował się w Europie, ale to właśnie Koper dał największy popis. W pierwszym meczu 2. rundy LKE "Kanarki" zaprezentowały się z bardzo dobrej strony i wygrały na wyjeździe z Runavikiem 2:0. Wydawało się, że skoro Słoweńcy wrócili z tak dobrym wynikiem z nieprzyjemnego terenu, jakim są Wyspy Owcze, to rewanż na Bonifice będzie już tylko dopełnieniem formalności.

Ale spotkanie zakończyło się nieoczekiwaną katastrofą. Runavik po 90 minutach prowadził 2:0 i do rozstrzygnięcia potrzebna była dogrywka. W 102. minucie Koper strzelił jednak gola na 1:2 i wszystko wskazywało na to, że wicemistrzowie kraju - przy odrobinie wstydu - ostatecznie przedłużą swoją przygodę w Europie. Marzenia w 122. minucie pogrzebał urodzony w Świnoujściu Michał Przybylski, który podwyższył prowadzenie gości na 3:1 i doprowadził do serii rzutów karnych, w których górą byli Farerowie.

Porażka wywołała wściekłość w lokalnej grupie ultras znanej pod nazwą "Tifozi", która w swojej krytyce nie oszczędziła nawet legendarnego 38-letniego Josipa Iličicia, który właśnie w Koprze dogrywa ostatnie lata kariery.

***

Sierpniowy mecz na Bonifice z NK Bravo miał więc już przed pierwszym gwizdkiem dość niekorzystną aurę, którą dodatkowo spotęgowała jeszcze wyjazdowa porażka 0:2 z Mariborem, która miała miejsce już po kompromitacji z Runavikiem.

Na obiekt przyjechałem zaledwie piętnaście minut przed pierwszym gwizdkiem, ale byłem spokojny o to, że bez problemu zdążę na pierwszy gwizdek. Czterocyfrowa frekwencja na mogącej pomieścić cztery tysiące widzów Bonifice jest tylko na meczach z Olimpiją, Mariborem, Celje oraz w europejskich pucharach.

Spokojnie zaparkowałem na ogromnym, darmowym o tej godzinie, parkingu pod stadionem i po drodze zaliczyłem jeszcze skromny fanshop, w którym kupiłem bilet za... 15 euro. Po wejściu na obiekt okazało się, że od ręki dostępny jest w zasadzie tylko popcorn, więc trochę skrzywiłem się na mało bałkański styl aprowizacji. Na szczęście okazało się, że można wnosić piwo... z lokali, które zlokalizowane są w trybunie, ale już na zewnątrz stadionu (coś jak na Cracovii). Jest tam też pizzeria, dlatego gdy w drugiej połowie zmieniłem miejsce na rząd na samej górze, to zza trybuny zaczęły dobiegać przyjemne zapachy.

Bonifika składa się z dwóch nowoczesnych i zadaszonych trybun oraz "składaków", które zapewne pełnią funkcję sektora gości. Ale takowy tego dnia pozostał pusty. Ciekawe jest to, że trybuna wzdłuż boiska jest tą ogólnodostępną, natomiast "VIP" znajduje się na tej za bramką, czyli ze zdecydowanie gorszą widocznością.

Zaraz po wejściu na trybunę minąłem wywieszone dwie flagi miejscowych kibiców, ale tego dnia "Tifozi Koper" nie zaprezentowali absolutnie niczego ciekawego, poza machaniem jedną dużą flagą na kiju. Nie wiem, na ile to efekt jakiegoś protestu, a na ile aktualny potencjał, który nie pozwala na rozwinięcie skrzydeł. W lepszej formie (i bardziej widoczni w okolicy) wydają się być ich lokalni rywale, czyli "Ribari Izola", fanatycy trzecioligowego klubu NK Izola, którzy w ostatnich latach kilka razy utarli nosa kibicom z Kopru.

"Tifozi" to jednak mimo wszystko uznana marka na słoweńskiej scenie kibicowskiej, która powstała już w 1987 r. i za czasów swojej świetności jeździła naprawdę solidnie.

Mecz toczył się na murawie będącej w agonalnym stanie, co dość szybko dało mi odpowiedź na pytanie, skąd mogą się brać ostatnie niepowodzenia piłkarzy z Kopru. Zespół wygląda na grający technicznie, mający nawet kilku zawodników mogących zrobić różnicę w grze jeden na jeden, ale na takim placu trudno im było rozwinąć skrzydła.

Oba kluby są jednak przede wszystkim solidarnie zapchane wagonem przeciętnych obcokrajowców z całego świata. Koper wystawił wyjściową jedenastkę złożoną z piłkarzy reprezentujących osiem różnych państw, natomiast rywale odpowiedzieli przedstawicielami sześciu narodowości. Ale najlepiej na boisku i tak wyglądał Słoweniec Leo Rimac, którym podobno już interesują się polskie kluby.

Koper miał optyczną przewagę, ale bił głową w mur i zmarnował kilka bardzo dobrych okazji do otwarcia wyniku. Bravo natomiast ewidentnie przyjechało nad Adriatyk nie przegrać i z czasem po prostu zaczęło pilnować remisu.

Najlepszym podsumowaniem tego meczu niech będzie fakt, że za najciekawszy moment można uznać awarię oświetlenia na początku drugiej połowy, kiedy na kilka minut zgasły jupitery, które chyba nie wytrzymały już tych popisów serwowanych przez obie drużyny.

Wnioski? O ile sama Istria jest fascynująca, o tyle FC Koper to raczej opcja na jednorazową atrakcję bez powrotu.

Photos from Ja Volim Fudbal - Traveling&Groundhopping's post 24/08/2026

Niedzielny mecz z FSV Mainz w 1. rundzie Pucharu Niemiec był najważniejszym wydarzeniem w ponad stuletniej historii założonego w 1921 r. klubu piłkarskiego VfB Krieschow.

***

Krieschow to licząca niespełna 500 mieszkańców wieś leżąca 10 km od granic administracyjnych Chociebuża. Historycznie to obszar Dolnych Łużyc, a sama miejscowość jeszcze w końcówce XIX wieku była zdominowana przez Serbołużyczan, którzy w 1884 r. stanowili ponad 90 proc. populacji Krieschow znanego w ich języku jako Kśišow.

VfB Krieschow - choć założony ponad sto lat temu - największe sukcesy odnosił na przestrzeni ostatniej dekady. Za czasów NRD, jako BSG Traktor Krieschow, grał tylko w najniższych ligach lokalnych.

VfB w 2017 r. wywalczył awans do Oberligi (5. Liga) i aktualnie rozgrywa dziesiąty sezon z rzędu na tym poziomie rozgrywkowym. Klub największy sukces odniósł w poprzednich rozgrywkach, kiedy po raz pierwszy w historii wygrał Puchar Brandenburgii - sensacyjnie ogrywając w finale na oczach ponad 10 tys. widzów na Stadionie Przyjaźni Energie Cottbus 2:1.

Był to niespodziewany rewanż za 2022 r., kiedy obie drużyny także spotkały się w finale, ale wówczas - zgodnie z planem - górą było Energie, które wygrało 2:0. Co ciekawe w 2025 r. VfB Krieschow także dotarł do finału, gdzie musiał uznać wyższość RSV Eintracht. Dopiero trzecie podejście okazało się skuteczne.

***

Wygranie Landespokal oznaczało automatyczny awans do 1. rundy DFB Pokal, co było jednoznaczne z tym, że VfB będzie klubem z najmniejszej miejscowości w historii Pucharu Niemiec.

Pierwotnie rozważano rozegranie meczu w Cottbus, ale finalnie klub podjął rękawice i zdecydował się na zorganizowanie spotkania z Mainz na własnym obiekcie, żeby godnie celebrować najważniejszy mecz w historii klubu.

VfB z tytułu udziału w DFB Pokal otrzymał ponad 200 tys. euro i większość tej kwoty zainwestował w dostosowanie stadionu do wymogów regulaminowych. Przede wszystkim rękami lokalnych wolontariuszy postawiono tymczasową trybunę, która zwiększyła pojemność stadionu aż do 4 tys. miejsc. Ale pracy było znacznie więcej. Na co dzień kibice parkują bowiem swoje samochody na polu jednego z okolicznych rolników, ale przy takiej frekwencji trzeba było szukać alternatyw.

Początek meczu był obiecujący, ale marzenia o wyjeździe na Majorkę (taka miała być nagroda za wyeliminowanie zespołu z 1. Bundesligi) zaczęły pryskać w 19. minucie. Ostatecznie FSV Mainz wygrało aż 9:0. Sam wynik był jednak najmniej ważny, najważniejsze było to, że mieszkańcy Krieschow mogli zobaczyć ten mecz na własnym stadionie.

fot. DWIDSwoch/VfB Krieschow

16/08/2026

🌴🇸🇮 Wakacyjna zmiana klimatu z byłej NRD na byłą Jugosławię.

⚽️ FC Koper - NK Bravo

06/08/2026

Tak, jak na poniższym zdjęciu mógłby wyglądać każdy mecz we Frankfurcie nad Odrą. Ale aby tak się stało, potrzebny jest powrót do starej nazwy FC Vorwärts.

***

W miniony weekend we Frankfurcie nad Odrą odbył się mecz towarzyski z okazji 55. rocznicy pierwszego spotkania DDR-Oberligi na frankfurckim Stadionie Przyjaźni. W 2. kolejce sezonu 1971/1972 FC Vorwärts zmierzył się u siebie z BSG Stahl Riesa i na oczach 8 tys. kibiców wygrał 3:1. W ten sposób rozpoczęła się nowa era w dziejach klubu, który w 1971 r. został przeniesiony z Berlina Wschodniego właśnie nad Odrę. Za transferem wojskowego FC Vorwärts stał szef Stasi Erich Mielke, który próbował na wszelkie sposoby utorować swojemu BFC Dynamo drogę na szczyt, tymczasem obecność resortowego rywala nie pozwalała mu dominować nie tylko w kraju, ale nawet w samym mieście, ponieważ Dynamo od lat 50-tych regularnie oglądało plecy Vorwärts.

Berliński etap w historii klubu był bowiem naznaczony sześcioma tytułami mistrzowskimi oraz ćwierćfinałami Pucharu Europy i Pucharu Zdobywców Pucharów. Po przenosinach do Frankfurtu nad Odrą nie udało się już powtórzyć tak spektakularnych sukcesów, ale i tak w mieście przy granicy z Polską nikt nie narzekał. Przed 1971 r. Frankfurt był piłkarską pustynią, więc sprowadzenie tutaj drużyny z DDR-Oberligi było dla lokalnej społeczności wielkim wydarzeniem. FC Vorwärts szybko zakorzenił się we Frankfurcie i przez dwie ostatnie dekady istnienia NRD zapisał kilka ciekawych kart w historii. Wicemistrzostwo NRD z 1983 r., dwa finały krajowego pucharu oraz 12 meczów Pucharu UEFA, w tym słynne zwycięstwo nad Juventusem Turyn u siebie.

Po upadku NRD zaczął się jednak systematyczny rozkład uznanej marki. Od 2012 r. klub gra pod nazwą 1. FC Frankfurt, której kibice - szczególnie starsi - nie akceptują. Stadion świeci pustkami, a oddolne inicjatywy młodszych kibiców, jak np. założenie grupy Oderstadt Commando na niewiele się zdają. Mnóstw osób zostaje w domach, a wraz z nimi kultowe flagi oraz autentyczne gadżety z lat 80-tych.

O wielkim potencjale kibicowskim drzemiącym we Frankfurcie nad Odrą można sobie przypomnieć tylko przy okazji meczów towarzyskich naznaczonych bezpośrednim dziedzictwem FC Vorwärts. Taki właśnie był sparing ze Stahlą Riesa, ponieważ piłkarze z Frankfurtu na to spotkanie założyli specjalnie zaprojektowane na tę okazję stroje w żółto-czerwonych barwach i wystąpili pod nazwą FC Vorwärts. To od razu ściągnęło na stadion wielu starszych kibiców, którzy postarali się o namiastkę starej, dobrej atmosfery. Na trybunach byłoby zresztą jeszcze ciekawiej, gdyby nie ulewa, która uniemożliwiła zaprezentowanie zaplanowanej choreografii.

Mimo niepogody dopisali też kibice z Riesy, którzy przyjechali do Frankfurtu autokarem i na płocie również solidnie oflagowali się płótnami z czasów NRD. Grająca aktualnie w 6. Lidze Stahl to także legenda futbolu w NRD, która spędziła 16 sezonów w DDR-Oberlidze, grając na kultowym stadionie Ernsta Grube (dzisiaj to ruina będąca mekką groundhoppingu w byłej NRD).

Klubowi z Riesy - po bolesnym okresie transformacji - udało się wrócić do nazwy BSG Stahl. Podobnego powrotu do korzeni wypada życzyć 1. FC Frankfurt, ponieważ jeśli klub odzyska dawną tożsamość, to miasto znów zacznie żyć piłką nożną. Szczególnie, że zespół jest na fali wznoszącej i właśnie awansował do 5. Ligi. Jest tutaj spokojnie potencjał, żeby grać jeszcze o ligę wyżej, mierząc się ze starymi znajomymi z czasów NRD, pokroju BFC Dynamo czy LOK-u Lipsk. Ale miałoby to sens tylko pod nazwą FC Vorwärts.

📷 Turus/Marco Bertram

Photos from Ja Volim Fudbal - Traveling&Groundhopping's post 02/08/2026

𝐂𝐢𝐞𝐤𝐚𝐰𝐞 𝐤𝐥𝐮𝐛𝐲 𝐳 𝐭𝐫𝐳𝐞𝐜𝐢𝐞𝐠𝐨 𝐬𝐳𝐞𝐫𝐞𝐠𝐮 𝐰 𝐁𝐞𝐫𝐥𝐢𝐧𝐢𝐞

Berlin to w zasadzie piłkarska studnia bez dna, która za kolejnymi fasadami kryje dziesiątki klubów z ciekawą historią. W pierwszym szeregu stoją Hertha BSC, Union czy BFC Dynamo, o drugim już jakiś czas temu pisałem - SV Lichtenberg 47, Tennis Borussia, Tasmania, Blau Weiss 90 Berlin, BFC Preussen czy Hertha 03 Zehlendorf.

Ale trzeci szereg jest równie ciekawy. Dzisiaj historia pięciu klubów z naprawdę niskich lig w Berlinie, które warte są uwagi.

1. SV Askania Coepenick 1913 - choć to zespół grający zaledwie w berlińskiej Kreislidze A (9. liga), to posiada własną stację kolejki wąskotorowej. Obiekt Askanii jest bowiem malowniczo położony w lesie Wuhlheide, który słynie z licznych atrakcji. Jedną z nich jest działająca od 1956 r. wąskotorówka, na której trasie jednym z przystanków jest „Stadion”. Powstała z okazji 80. urodzin Wilhelma Piecka - w teorii pierwszego i jedynego prezydenta NRD, a w praktyce słupa. Pomagała kształcić przyszłych pracowników wschodnioniemieckiej kolei, a po zjednoczeniu Niemiec zachowała swój walor edukacyjny, ponieważ w jej prace ciągle są zaangażowane dzieci i młodzież. W tym roku wąskotorówka obchodzi 70-lecie istnienia.

Klub SV Askania istnieje dopiero od 2012 r., ponieważ jest efektem fuzji FC Karlhorst 95 z SG Oberspree 1913. Przede wszystkim odwołuje się do ponad stuletniej tradycji tego drugiego klubu, który nigdy nie osiągał jednak żadnych spektakularnych sukcesów w seniorskiej piłce nożnej.

Aktualna nazwa nawiązuje do historii dzielnicy Köpenick, która powstała jako słowiański gród o swojskiej nazwie Kopanica. Słowianie zostali stąd wyparci w XII w. przez Albrechta Niedźwiedzia z dynastii askańskiej, który był zarazem pierwszym margrabią Brandenburgii.

Dzisiaj warto tutaj przyjechać przede wszystkim, żeby zobaczyć urokliwie położony kompleks sportowy, który w dużej mierze powstał w latach 50-tych z okazji Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów, którego edycja w 1951 r. odbyła się w Berlinie Wschodnim. Głównym organizatorem był ówczesny pierwszy sekretarz FDJ (Wolnej Młodzieży Niemieckiej) Erich Honecker, który pomimo szeregu organizacyjnych niedociągnięć długofalowo umocnił swoją pozycję w aparacie partyjnym.

O ile sam stadion Askanii został w ostatnim czasie odnowiony z racji na współpracę z Unionem Berlin, którego młodzieżowe drużyny rozgrywają tutaj mecze (na stałe obecny jest branding "Żelaznych"), o tyle warto zrobić też mały urbex i odwiedzić dwa zapuszczone mniejsze boiska tuż obok, gdzie na rozsypujących się trybunach zamiast publiczności rządzi już przyroda.

***

2. Frohnauer SC - Frohnau to najbardziej wysunięta na północ dzielnic Berlina. Jednocześnie jest to jeden z najpiękniejszych, najbardziej stylowych i najbogatszych rejonów stolicy Niemiec. Frohnau powstało dopiero na początku XX w. i zostało zaprojektowane przez architektów jako miasto-ogród.

Skąpane w zieleni wille, brukowane uliczki, spokój i ciekawostki architektury takie, jak dom buddyjski. Dostojność oraz klasa Frohnau robią chyba jeszcze większe wrażenie od bogatych dzielnic w Steglitz-Zehlendorf, niejako potwierdzając, że kiedyś Zachód faktycznie mógł być przyjemnym miejscem do życia.

Za czasów podziału Niemiec dzielnica była cypelkiem otoczonym z trzech stron przez NRD i jej mieszkańcy mogli tak naprawdę jeździć tylko na południe, w kierunku centrum Berlina Zachodniego. Po drodze znajdował się zresztą słynny Entenschnabel (Kaczy Dziób), czyli wąski pas terenu w kształcie kaczego dzioba należący do Berlina Wschodniego, który nienaturalnie wcinał się obszar drugiej części miasta. Wąska osiedlowa uliczka otoczona murem była jednym z najbardziej absurdalnych fragmentów muru berlińskiego. W tym miejscu mur pełnił dla niektórych mieszkańców funkcję płotu ogrodowego i z racji na brak przestrzeni nie miał aż tak mocno rozbudowanych wszystkich stref bezpieczeństwa. Z związku z tym było to też miejsce, w którym wykopano sporo tuneli ucieczkowych.

Symbolem snobistycznych korzeni dzielnicy Frohnau było boisko do polo, na którym uprawiano tę dyscyplinę sportu do lat 30-tych. Dzisiaj w tym miejscu znajduje się klub jeździecki, a nieco bardziej na południe stadion Poloplatz, który jest obiektem domowym piłkarzy Frohnauer SC. Choć jest to tak naprawdę tylko trawiaste boisko, to trudno mu odmówić specyficznego uroku idealnie wpisującego się w klimat dystyngowanej dzielnicy. Obiekt jest bardzo zadbany i otoczony alejami kasztanowców.

Największe sukcesy założonego w 1946 r. Frohnauera SC przypadają na sezony 1989/1990 i 1993/1994, które spędził w Oberlidze, czyli wówczas na trzecim poziomie rozgrywkowym. Ciekawszy był ten drugi, kiedy Frohnauer SC rywalizował m. in. z Unionem Berlin, 1. FC Magdeburg czy Energie Cottbus. Spadając przy okazji z hukiem, z dorobkiem zaledwie dwóch wygranych w 30 meczach.

Od 2018 r. Frohnauer SC występuje w Berlin-Lidze (6. Liga). W 2026 r. klub obchodzi 80-lecie. Z tej okazji w lipcu 2 tys. widzów zobaczyło na Poloplatz sparing z Herthą BSC (wynik 0:15).

***

3. SC Staaken - to również klub, który - z racji na swoją lokalizację - doświadczył absurdów podziału Berlina, bo obiekty sportowe SC Staaken są zlokalizowane dosłownie na dawnej granicy Berlina Zachodniego z NRD.

Staaken - choć jest jedną z najbardziej wysuniętych na zachód dzielnic stolicy Niemiec - to przed 1990 r. było podzielone pomiędzy dwie strefy okupacyjne. Tzw. West-Staaken w 1951 r. zostało zajęte przez wschodnioniemiecką policję ludową w ramach wymiany terytorium. W zamian Brytyjczycy zyskali dostęp do pobliskiego lotniska Gatow.

West-Staaken nie mogło funkcjonować jako część Berlina Wschodniego, więc dzielnicę najpierw przyłączono więc do gmin ościennych dzisiejszego landu Brandenburgia (wówczas NRD), a później zrobiono z niej samodzielną jednostką administracyjną.

Klub sportowy SC Staaken w tamtym okresie szczęśliwie funkcjonował na terenie Berlina Zachodniego. W drugiej połowie lat 60-tych grał w Regionallidze Berlin, która wówczas była drugim poziomem rozgrywkowym po 1. Bundeslidze. Z biegiem lat było jednak gorzej. Od 2017 do 2025 r. SC Staaken grało w Oberlidze Nordost (5. Liga), aktualnie występuje o poziom niżej (Berlin-Liga).

Najbardziej znanym wychowankiem jest aktualny zawodnik VfB Stuttgart - Maximilian Mittelstädt, który zaczął treningi w SC Staaken w wieku 5 lat.

***

4. BFC Germania 1888 - to najstarszy klub piłkarski w Niemczech. Trzeba bowiem wziąć pod uwagę, że np. takie kluby, jak TSV 1860 Monachium - choć mają wcześniejsze daty założenia w swoich nazwach - powstały jako stowarzyszenia gimnastyczne albo ogólnosportowe, a sekcje piłkarskie pojawiły się dopiero wiele lat później.

BFC Germania od razu została natomiast założona jako zespół piłkarski i jest też pierwszym nieoficjalnym mistrzem Niemiec (a zarazem Berlina) z 1891 r. Wówczas w turnieju wzięło jednak udział zaledwie kilka drużyn z Berlina i sam tytuł nie ma większego znaczenia niż tylko symboliczne, bo związek, który zorganizował turniej istniał zaledwie przez dwa lata (1890-1892). Zachowała się jednak umowa z meczu finałowego, w której czytamy: "Zwycięski klub otrzymuje nagrodę w postaci jedenastu srebrnych medali o wartości 60 marek i musi pokryć jedną trzecią tych kosztów (20 marek), a pozostałe dwie trzecie (40 marek) pokrywa przegrany."

W 1905 r. Germania rozegrała mecz towarzyski z angielskim Civil Service F.C., na którym obecny był ostatni następca tronu Prus i Niemiec książę Wilhelm. Wydarzenie to było kamieniem milowym dla popularyzacji piłki nożnej w kraju. Niestety nie przełożyło się to na sukcesy samej Germanii, która po świetnym początku systematycznie zaczęła się osuwać w hierarchii berlińskiego futbolu, wyraźnie podupadając po I wojnie światowej.

Dzisiaj występuje dopiero w Kreislidze B (10.), choć jeszcze w 2006 r. grała w Verbandslidze (5.) z Tasmanią, Herthą 03 Zehlendorf, a wcześniej z BFC Dynamo.

Każdego kibica na stadionie im. Paula Jestrama (założyciela klubu) wita jednak wymowne o hasło o obecności na meczu najstarszego klubu piłkarskiego w Niemczech.

***

5. SC Charlottenburg - to jedna z siedmiu berlińskich drużyn, które kiedykolwiek zagrały na poziomie 2. Bundesligi. SCC - podobnie jak opisywany niedawno Spandauer SV - też zaliczył zaledwie jeden sezon na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej, ale był to występ nieco lepszy od klubu ze Spandau, który do dzisiaj zajmuje ostatnie miejsce w tabeli wszech czasów tych rozgrywek.

Co ciekawe to właśnie założony w 1902 r. klub był pierwszym gospodarzem słynnego Mommsenstadion, który dzisiaj kojarzy się przede wszystkim z Tennis Borussią Berlin. Oddany w 1930 r. do użytku obiekt powstał jednak najpierw z myślą o SC Charlottenburg i początkowo nosił nazwę SSC-Stadion. Tennis Borussia zaczęła tam grać na stałe dopiero po wojnie.

Wówczas oba kluby z Westendu musiały zresztą grać pod jednym szyldem jako SG Charlottenburg i dopiero od 1949 r. ponownie zaczęły funkcjonować niezależnie od siebie. Tennis Borussia szybko stała się czołowym klubem Berlina Zachodniego, natomiast SCC na swoje momenty chwały musiał czekać aż do końcówki lat 70-tych.

Klub w ciągu pięciu lat (od 1978 do 1983 r.) zaliczył spektakularny rajd z 6. ligi do 2. Bundesligi!

W sezonie 1982/1983 SCC w świetnym stylu wygrał berlińską Oberligę z bilansem 26 wygranych, trzech remisów oraz zaledwie jednej porażki, zasłużenie zgarniając przepustki do turnieju barażowego o miejsce w 2. Bundeslidze. Co ciekawe klub nie cieszył się jednak szczególnym zainteresowaniem kibiców, mając średnią frekwencję na poziomie zaledwie 312 widzów. Dodatkowo naciągniętą przez decydujące o losach mistrzostwa Berlina Zachodniego spotkanie z Herthą 03 Zehlendorf, które przyciągnęło na Mommsenstadion 2112 osób.

SCC w barażach rozbił m. in. aż 5:1 St. Pauli i wywalczył historyczny awans do 2. Bundesligi na sezon 1983/1984.

Klub z Berlina Zachodniego spadł już po roku, ale na finiszu rozgrywek tracił tylko dwa punkty do bezpiecznego miejsca. Kluczowa okazała się słaba forma na wyjazdach, ponieważ SCC dziewięć z dziesięciu zwycięstw odniósł na własnym obiekcie. Wówczas w bramce stał przyszły reprezentant Niemiec Andreas Köpke. W 2. Bundeslidze mocno podskoczyła też średnia frekwencja, która dobijała do 4 tys. widzów. W sumie nic w tym dziwnego, skoro SCC grał m. in. z Schalke 04 czy Hannoverem 96.

Po spadku zespół z Charlottenburga miał jeszcze dwa udane sezony w berlińskiej Oberlidze. Pierwszy (1984/1985) ukończył na drugim miejscu, a w drugim (1985/1986) sięgnął po kolejne mistrzostwo Berlina Zachodniego, co było jednoznaczne z jeszcze jednym startem w barażach o 2. Bundesligę. Niestety tym razem walka o grę na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej zakończyła się niepowodzeniem.

To spowodowało eksodus wielu piłkarzy i - w konsekwencji - spadek z berlińskiej Oberligi w następnym sezonem, co było symbolicznym końcem złotego okresu SCC.

Dzisiaj zespół gra w Berlin-Lidze (6.). Nadal na Mommsenstadion razem z Tennis Borussią.

Wollen Sie Ihr Service zum Top-Fitness-Studio in Rostock machen?

Klicken Sie hier, um Ihren Gesponserten Eintrag zu erhalten.

Lage

Adresse

Kopernikusstraße 17c
Rostock
18057